Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Płonie światełko w lesie – recenzja komiksu „Outcast” #3

O ile pierwszy i drugi tom nowego cyklu gwiazdy sceny komiksowej (i serialowej poniekąd też) – Roberta Kirkmana – budziły w czytelniku wielką ciekawość i zachwycały odświeżeniem motywów kina grozy lat 70. i 80. z nowym podejściem, nawiązując choćby do „Egzorcysty”, to trzeci tom zalicza spadek formy. Ale może to cisza przed burzą?

Kyle Barnes przez całe życie zmagał się z ludźmi opętanymi przez demony. Teraz szuka wyjaśnień. Osaczony przez siły ciemności, Kyle odprawia najniebezpieczniejszy jak dotąd egzorcyzm. Nie będzie łatwo i pięknie. Fabularne streszczenie zaserwowane przez wydawcę wydaje się właściwe na tym etapie, bo rozbudowywanie go mija się z celem, a uzupełnianie o nowe informacje może wiele zaspoilerować. Szczególnie, że mimo wspomnianego spadku, sporo się w tym tomie dzieje, i to sporo rzeczy wpływających na główną oś fabularną.

Kirkman chyba opracował sobie w tej serii konsekwentnie rozwijaną strukturę narracyjną wokół której obracają się wszystkie opowieści z cyklu, choć ów schemat posiada punkty zmienne – na początku jednak zawsze dochodzi do krótkiego wprowadzenia z mocnym akcentem (zależenie od tomu, o różnym rodzaju i kalibrze), tak jest i teraz, po owym wstępniaku następuje gruba warstwa wypełnienia, gdzie autor serwuje szereg gagów, scen w których protagoniści szukają różnych odpowiedzi oraz rozwiązań, epizodów walk i ucieczek, a na sam koniec Kirkman pozostawia finał. Co jest oczywiste, ale ten finał stanowi także cliffhanger.

Na szczęście postaci są tu barwne, cieszą złożonością i budową osobowości, do tego każda posiada charakterystyczną paletę cech fizycznych. Antagonista stanowi posępną i zagadkową postać, wobec której czytelnik ma ambiwalentne uczucia. Główni bohaterowie czasem są tacy, jacy mogliby być nasi sąsiedzi, jednak zdarza się też, że są aż zanadto przerysowani (choć nie jest to minus). Górnolotna jest tu także szata graficzna – kreska, szkic, kolory, cieniowanie, tonacja, detaliczność – którą swobodnie można zaliczyć do kategorii „wyższej półki” w branży komiksowej. Świat, bohaterowie, dosłownie wszystko jest żywe, wyraziste, zupełnie niepapierowe. I to za sprawą zarówno scenarzysty, jak i grafików.

Ocena: 3/5

Dyskusja