Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Po raz trzeci Strach – recenzja komiksu „Hrabstwo Harrow: Węże”

Znowu się bałam. Obiecałam sobie, że komiksy – w porównaniu do innych mediów wizualnych – są statyczne i mało w nich „straszaków”. Ale okazało się, że tu nie chodzi o efekt „boom”, szybkiego, impulsywnego strachu, lecz o klimat, wkręcający się w umysł, jak kolejna dziwaczna, kusząca propozycja Ito… Strach znów mnie pożarł. I dobrze, Harrow jest świetne.

Bezskóry Chłopiec próbuje zrozumieć tajemnicę swojej przeszłości, Emmy prowadzi śledztwo w sprawie nawiedzonego domu, a mieszkańcom pobliskiego miasteczka zagraża plaga węży. Tylko Bernice jest w stanie przeciwstawić się gadziemu złu, ale czy wyruszając na spotkanie z tajemniczą Lovey Belfont, nie narazi się na coś znacznie gorszego?

Struktury narracyjne komiksu sprawnie radzą sobie z opowiadaniem historii – budując na początku solidne podłoże dramatyczno-obyczajowe, a potem przechodząc do scen bardziej mrocznych, utrzymanych w gęstej atmosferze, gdy namierzenie kogoś, kto zginął często było bezowocne. Bohaterowie wplatają się tutaj w szeroko zakrojoną intrygę, prowadzącą ich niby nić Ariadny w serce skrzętnie skonstruowanej pułapki. Co ciekawe, często fabuła zdaje się mylić czytelnika podsyłając mu pozornie nieudolnie skryte tajemnice, które mają uśpić jego czujność, a potem „trach!”. Suspens, jaki udało się zaszczepić autorowi w tej powieści graficznej zadowala i jest wcale niewymuszony, podobnie jak budowany od pierwszych stron klimat, stopniowo kreowane napięcie, doprowadzające do nieoczekiwanych rozwiązań. Szczególnie zadowoleni powinni być wszyscy, kochający stare, niewymuszone kino grozy, w którym najważniejsza zawsze była nastrojowość.

W kreacji bohaterów również twórcom poszło niezgorzej. Główni bohater są pogłębieni charakterologicznie, umotywowani, osadzeni w kontekście (znanym czytelnikowi albo znajdującym się w cieniu, do odkrycia).

Jeżeli chodzi o pracę grafika, wypada przyjąć postawę zachwyconego odbiorcy – oto bowiem nie dostajemy sekwencji scen i ilustracji narysowanych naprędce na kolanie bądź trzęsącym się stole w pociągu, tylko widowisko, dla którego określenie „majstersztyk” wydaje się nazbyt trywialne. Opowieść wymyślona przez twórców angażuje i porywa, ale to warstwa graficzna dopełnia wspomniane powyżej wrażenie pełności. Wyobrażenia grafika idealnie wkomponowują się w wyznaczony przez scenarzystów klimat, nabierający realnych barw po genialnym, sugestywnym zilustrowaniu historii oraz nadaniu jej rzeczywistych kolorów.

Ocena: 4/5

Dyskusja