Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Raz, dwa, trzy – płoniesz Ty! – recenzja książki „Strażak”

Jak sam twierdzi, to jego wersja „Bastionu” – nasączona benzyną i podpalona, porównywana również z „Władcą much” (Joanne Harris). Uznana przez Amazon za jedną z 20 najlepszych powieści 2016 roku i nazwana Najlepszym horrorem roku przez czytelników portalu Goodreads. Joe Hill igra z ogniem. I wychodzi z tego cało.

To nie pierwsza powieść tego amerykańskiego autora, która została tak dobrze przyjęta. Na swoim pisarskim koncie ma nagradzane „Upiory XX wieku”, „Rogi” czy „NOS4A2”. Ucieczka przed renomą ojca w inne nazwisko nie zmieniła jednak wizjonerskości, miłości do grozy i horroru czy apokalipsy i tak, syn Stephena Kinga okazuje się być pisarzem dobrym, oryginalnym, stąpającym z pewnością po zostawionych przez „króla literatury grozy” śladach. A sam pomysł na „Strażaka”, mimo że opiera się na znanych schematach apokalipsy i zagłady, jest wyjątkowy i niebanalny.

Plaga, która nie wiadomo skąd się wzięła pustoszy kolejne miasta – Boston, Detroit, Seattle… Plaga ma imię: Draco incendia trichophyton. Mówi się na nią „smocza łuska”. Te śmiercionośne, błyskawicznie rozprzestrzeniające się zarodniki najpierw malują na ciałach ludzi fantastyczne, przepiękne „tatuaże”, a potem zmieniają swe ofiary w żywe pochodnie. A „przerażona, odarta z wiary dusza jest idealna podpałką”… Świat znika w dymie i ogniu. I wydaje się, że nie ma przed ogniem ucieczki, a co gorsza, nie ma ucieczki przed drugim człowiekiem, który w obliczu tak bliskiego końca traci to, co ludzkie. Zainfekowanych ścigają Szwadrony Kremacyjne, które wolą zlikwidować chorych za pomocą kul, niż czekać, aż jeden samozapłon wywoła następny, i następny… A ukrywanie choroby wcale nie jest takie łatwe – bo jak ukryć dym, który wydobywa się spod ubrań, z ust czy z nosa?

Trudno sobie wyobrazić gorszy moment na ciążę, ale Harper Grayson, która spodziewa się dziecka, zamierza je urodzić. Jest pielęgniarką, widziała w szpitalu zarażone matki rodzące zdrowe dzieci i ma nadzieję, że i jej się to uda. Najpierw jednak trzeba przeżyć. A jak to zrobić, kiedy płoną całe miasta, szpitale, znajomi, rodziny, i nie wiadomo już, kto przyjaciel, kto wróg, czy kim jest tytułowy strażak, który dwa razy już uratował jej życie? W poszukiwaniu azylu przyjdzie Harper przemierzyć wiele kilometrów, a czas płynie, termin się zbliża, rozpoczyna się wyścig z czasem – z postępującą chorobą, z rosnącym w brzuchu dzieckiem, z własną niemocą i bezsilnością i tym, co dla „ludzkiej podpałki” najbardziej zabójcze i niebezpieczne – z rozpaczą…

Według „Publishers Weekly”, „Strażak” to „niesamowita, rozdzierająca serce historia o męstwie i miłości. Powieść, której akcja rozgrywa się w przerażającym apokaliptycznym świecie, gdzie nadzieja tkwi w szczerości serca i prostych odruchach człowieczeństwa.” To idealne podsumowanie tego majstersztyku, jakim jest najnowsza powieść Hilla. Osiemset stron to wystarczająco, by opisać świat poddany ognistej destrukcji. Jak zawsze, czynniki zewnętrzne stanowią furtkę dla demonów człowieka i apokalipsa jest swoistego rodzaju próbą człowieczeństwa, z której nie wszyscy wychodzą zwycięsko.

Harper to bohaterka główna i to z nią czytelnik przemierza spopielone ulice. Jednak postaci jest dużo więcej. Autorowi udało się uniknąć papierowości i niewiarygodności kolejnych bohaterów, mimo że jest ich tak wielu – i są tak różni. To wspaniała paleta ludzkich postaw i różnych możliwości zachowywania się w obliczu niebezpieczeństwa. Nie brakuje męstwa i odwagi, nie brakuje zła i okrucieństwa. Jeśli do tego dodać element metafizyczno-fantastyczny i pytanie, co jest w stanie człowiek zrobić, żeby przeżyć, otrzymuje się książkę bardzo dobrą, z wciągającą fabułą, zwrotami akcji, wywołującymi niepokój i przymus czytania kolejnych stron. Minimalnym minusem jest momentami na siłę nakręcanie akcji poprzez zdania kończące rozdziały, które sugerują, co będzie się działo. To z jednej strony plus – bo z niecierpliwością chce się więcej, z drugiej – autor niepotrzebnie odkrywa karty, które mógłby odkryć sam czytelnik. Niemniej to pozycja obowiązkowa dla fanów apokaliptycznych klimatów, postaci wrzuconych w trudne sytuacje czy po prostu dobrej zabawy płynącej z czytania, którzy z przyjemnością ogrzeją ręce przy ogniu palącym tę książkę.

Ocena: 5/5

Dyskusja