Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stany magią wzmacniane – recenzja książki „Uczeń Alvin”

Orson Scott Card zabiera czytelnika w „Uczniu Alvinie” w dalszą podróż życia tytułowego bohatera i trzeba przyznać, że cykl nie traci świeżości, pomimo że autor dość często operuje toposami gatunku, a trzonem opowieści czyni szablon szkolącego się w swych arkanach (i nie tylko) młodzieńca. Jednak to nie przeszkadza w odbiorze, bowiem pisarz zaskakuje twórczo na innych frontach, do tego nie można zapomnieć o wyśmienitej realizacji i swobodzie poruszania się Carda w poetyce historical fantasy.

W „Opowieści o Alvinie Stwórcy” dzieje znanego nam świata potoczyły się inaczej, do tego realnie istnieje magia, polegająca głównie na zróżnicowanych talentach i sposobie ich używania – Andrzej Sapkowski określa takową konwencję mianem historia magica, subgatunkiem odpowiadającym „historycznej fantasy”. Alternatywne losy cywilizacji zachodniej widać szczególnie w Anglii i Ameryce Północnej, ta pierwsza lokacja silnie oddziałuje na tą drugą z wiadomych przyczyn. Lord Protektor, Oliver Cromwell, nie zmarł przedwcześnie i nie doszło do restauracji Stuartów, jego prawa są żelazne, a purytańska Brytania wytrzebiła nie tylko katolickie doktryny czy elementy liturgii, lecz także magię, ta zaś enklawę odnajduje w formujących się USA.

Alvin wraca do miejsca, gdzie przyszedł na świat, gdzie jego najstarszy brat oddał życie, aby ten mógł ujrzeć słońce i amerykańską ziemię. Jego cel wydaje się prosty ma pobierać nauki u kowala, lecz nie będzie to z pewnych powodów łatwe do zrealizowania. Jednak nie spodziewa się, że niebezpieczeństwo kroczy za nim od domu i tylko czeka aż chłopiec się odsłoni. Podczas szkolenia, poznawania i wzmacniania swych nadnaturalnych umiejętności na szczęście czuwa nad nim dobra dusza, żagiew – Peggy.

Po dwóch tomach wprowadzających do świata, któremu od zarania dziejów towarzyszy magia, gdzie ludzkie wierzenia często odnajdują namacalne potwierdzenia w przyrodzie i gdzie zjawiska paranormalne nie są czymś niewyobrażalnym – przyszedł czas na pchnięcie historii do przodu. Nie znaczy to wcale, że Card zaprzestaje odsłaniać przed czytelnikiem istotnych faktów o uniwersum, wręcz przeciwnie w trzeciej części eksploatuje swe poletko jeszcze bardziej, tym razem zagłębiając się w ciemniejsze regiony oraz nowe sektory magii.

Wcześniej dane czytelnikowi było zgłębić arkana magii czerwono- i białoskórych, które nie są jednolite w owym świecie. W „Uczniu Alvinie” Card kładzie wielki nacisk na niewolnictwo, rasizm i nadprzyrodzone zdolności czarnoskórych, nie wychodzą one wprawdzie na pierwszy plan, ale stoją na dość istotnym miejscu, podobnie zresztą kwestie religijne – również mające parę oblicz. Autor znajduje w tych sferach jednak równowagę, pierwszorzędnie dbając o rozrywkowe walory historii protagonisty, dzięki czemu wysoki realizm niezwykłej opowieści oraz fascynujące perypetie Alvina tworzą wcale intrygującą całość.

Nie mniej istotny jest w powieści warsztat pisarza, bowiem przejrzysty, zrozumiały język, wyzbyty udziwnień lingwistycznych pozwala cieszyć się książką nie wyłącznie wyrobionym czytaczom bądź znawcom kanonu fantasy, ale też odbiorcom rozpoczynającym przygodę z tą literaturą. Niemniej Card nie jest pierwszym lepszym literatem, acz fachowcem doskonale zdającym sobie sprawę z możliwości, jakie oferuje ten gatunek, a wyrobione pióro i umiejętne zabiegi podskórnie wplatają do opowieści wiele innowacji, wartości i przede wszystkim refleksji – odnoszących się zarówno do okresu walk o niepodległość i początków suwerenności Stanów Zjednoczonych, ale też epok późniejszych, aż po współczesność. Jest to wszak lektura, która nie traci na aktualności i jest czymś, co Umberto Eco nazywa „dziełem w ruchu”.

„Uczeń Alvin” nie jest powieścią idealną, to nie utwór natchniony, ale za to plasuje się bardzo wysoko w rankingach literatury fantasy, co nie powinno nikogo przesadnie zadziwiać, bo dostarcza na równi rozrywki i powodów do przemyśleń, prowadzi intertekstualną grę – bardzo skrytą – a do tego bogato zarysowuje portret uniwersum Orsona Scotta Carda. Należy jednak pamiętać, że to dopiero drugi etap ścieżki, jaką musi przejść tytułowy Alvin, chłopiec niezwykły, charyzmatyczny i diablo wiarygodny, jak wszystko, co zostało w tym cyklu opisane.

Ocena: 4/5

Dyskusja