Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Władczyni pluszaków – recenzja mangi „Doll Star: Wariant Mocy Słów”

Po raz kolejny otrzymujemy od Waneko jednotomówkę przyjemną i schludną wizualnie, lecz pozostawiającą po sobie wielki niedosyt – miejmy nadzieję, że autorka nie porzuci potencjału świata przedstawionego i postanowi rozwinąć któryś z wielu wątków, które pojawiły się na kartach komiksu, ale nie zostały zamknięte.

Niemniej nie jest to dzieło pozbawione wad, choć przyćmiewają je plusy, ale dwóch rzeczy nie można wybaczyć „Doll Star” – tego, że tak szybko się kończy i tego, że nie wycisnęło z treści wszystkich soków. Zarzuty padać mogą wyłacznie dlatego, że interesująca a porywająca intryga pozostawia w procesie rozwoju narracyjnego fabularne luki oraz pojawiające się na chwilę – bardzo ciekawe – motywy, niewykorzystywane później.

Nonoka nie jest przesadnie lubiana, właściwie praktycznie nikt się nią nie przejmuje i zwyczajowo traktowana jest niczym powietrze, zarówno przez rówieśników, jak i nauczycieli. Wielu nie zdaje sobie sprawy, że posiada paranormalne zdolności i być może wciąż kręciłaby się gdzieś na krawędzi szkolnego życia, gdyby nie nowa uczennica, Saho. Początkowo wkupiła się w łaski „tych lubianych”, ale po pewnym incydencie Saho postanowiła dać Nonoce szansę. Ta zaś okazała się kimś, kto potrafi pomóc nawet w najbardziej osobistych sprawach, które raczej nie wychodzą poza rodzinny krąg.

Czytelnik ma do czynienia w komiksie z typowym „school life” – niezwykle popularnym w mandze – bazującym na zajęciach w szkole, okołoszkolnym życiu i wszystkim, co jest bezpośrednio z nim związane. Większość akcji rozwija się linearnie, co nie jest wcale przy owym tytule wielkim minusem, dopiero w kulminacyjnej scenie dochodzi do sporego suspensu, który wyjaśnia najważniejsze zagadki całej historii. Nie są to wprawdzie wyszukane rozwiązania fabularne, ale gdy odbiorca ma ochotę na coś ani nie nazbyt skomplikowanego, ani błahego – pozycja powinna być jak znalazł.

Dodatkowo japoński komiks porusza problematykę osobowości – kwestie związane z tożsamością i ostatnim etapem dojrzewania – oraz patologii społecznych, jedna z bohaterek nie ma lekkiego dzieciństwa i na co dzień spotyka się z przemocą rodzinną, szczególnie z agresją ojca oraz brakiem budowania normalnych więzi, co poniekąd przekłada się na jej zachowania społeczne.

Odpowiedzialna za rysunki Maki Ebishi spisała się na medal, gdyż znakomicie oddała charakter wydarzeń za pomocą wizualizacji. Kreska jest w mandze schludna a prosta, tła nie grzeszą szczegółowością, ale ich oszczędność uwypukla to, co dzieje się na pierwszym planie. Odpowiednie cieniowanie, wyważone użycie rastra i rozpoznawalne projekty bohaterów – zwłaszcza Nonoki – domykają warstwę graficzną, stawiając przy niej znak równości ze sformułowaniami poprawna, ładna i przyjemna dla oka.

Całościowo utwór okazje się bardzo ciekawym komiksem, wykorzystującym nietypowe motywy, acz nierzadko nie do końca je wykorzystującym – świat przedstawiony wydaje się w „Doll Star” jedynie fragmentem większej historii, zamkniętym epizodem z otwartym zakończeniem i kilkoma wątkami, swobodnie mogącymi stanowić furtki do pełnoprawnych opowieści. Po lekturze pozostaje zatem niedosyt, choć nie znaczy to wcale, że sam tytuł nie jest wart przeczytania, wręcz przeciwnie – można w nim znaleźć dużo skondensowanej i mądrej treści.

Dyskusja