Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zadziwiać i zastanawiać – recenzja książki „Rok Potopu”

Wisielczy – czasem chorobliwie – humor, posępna wizja przyszłości i sceny, które mogą w naszych kręgach kulturowych uchodzić za tabu to wystarczające powody, dla których warto sięgnąć po drugi tom trylogii „Maddaddam”. One bowiem sprawiają przyjemność czytelnikowi, ale i odrazę oraz refleksję. Odbierać je można na różne sposoby, choćby – jak uważa Rorty – dla osobistych potrzeb, ale najczęściej będzie w nich pobrzmiewać gorzkie memento, przypominające adresatowi, do czego mogą prowadzić toksyczne ludzkie działania.

Czego by nie powiedzieć o powieści Atwood „Rok Potopu” i tak nie wystarczy nam wiedzy i bystrości umysłu, aby wydobyć z tej perełki wszystkie nawiązania, przesłania czy interpretacyjne możliwości. Już sama problematyka i tematy podejmowane na kartach utworu w satyryczno-alegoryczny sposób są niezwykle trudne w odbiorze – o ile pragnie się poznać wiele ich wymiarów i kontekstów. Dodatkowo autorka nie podaje ogromu spraw wprost, skrywa je pod warstwami barwnego, acz niewróżącego dla współczesnych nic dobrego świata przyszłości. Na szczęście realizacja tekstu jest tak dobrze wyważona, że wspomaga skupienie się na refleksyjnym interpretowaniu treści.

Adam Pierwszy, przywódca religijno-ekologicznej sekty, Bożych Ogrodników, od dawna wieścił nadejście kresu współczesnej mu cywilizacji, której kondycja już nie jest najlepszy. Podobnież ma zginąć prawie cała populacja, a ocaleć jedynie wybrani – i wszystko rzeczywiście przebiega według tego schematu, ale jak to z przepowiedniami bywa nie zawsze… właściwie nieczęsto odczytuje się je w pełni czy po prostu bezbłędnie. Świat wprawdzie doczekał się tytułowego „Potopu” – zarazy, która nomen omen spadła na ludzkość niby ten biblijny.

Jednak zanim do tego wszystkiego dojdzie czytelnik dokładnie zapoznaje się ze światem przedstawionym – sztafażem i funkcjonowaniem, ale szczególną uwagę autorka przykłada do Bożych Ogrodników, organizacji chroniącej ziemski ekosystem oraz odcinającej się od wielkiego zgiełku. Na kartach powieści adresat śledzi zatem poczynania owej sekty – styl życia, wartości, ideologię czy wiarę w wyższe siły. Na pierwszy plan powieści, przyćmiewając nawet Adama Pierwszego, wysuwają się dwie postacie kobiece: Toby, doświadczona i patrząca na otoczenie według wypracowanego systemu aksjologicznego, oraz młodą dziewczynę, Ren. Obie bohaterki różnią się diametralnie od siebie, lecz spotyka je to samo – drastyczna zmiana, konieczność adaptacji i próba uwolnienia się z przerażającego środowiska, w którym utknęły.

Poza ukazaniem świata zdegradowanego przez ludzkie wymysły i technologię, która umożliwiła człowiekowi zabawę w boga, Atwood akcentuje wiele „raków” cywilizacji zachodu hiperbolizując je za pomocą sugestywnych metafor. Już nie tylko próbuje wskazać na toksyczne tendencje, ale pośrednio piętnuje je i hipotetycznie stwierdza, do czego ich ciągła aktywność może doprowadzić. Odniesienia do fast-food’owej żywności czy eksperymentów ludzkim genotypem powinny być dla czytelnika wyraźne i podbudzać w nim konkretny punkt widzenia.

W ogólnym zarysie świata przedstawionego również zauważyć, że również w nie najlepszym świetle przedstawiona zostaje hierarchizacja, która nie ominęła nawet enklawy – Bożych Ogrodników, będących wszak odcięciem się od pozostałej ludzkości wciąż popełniającej te same błędy. Sekta również się dzieli, stosuje podział na role i swoiste stanowiska, dające w pewnych zakresach władze. Rozwija się także w niej system edukacyjny, który mimo populistycznych idei ruchu, jakoś niespecjalnie odnajduje przełożenia w życiu prawdziwym, bowiem nie daje zbytniego wyboru, ograniczając tym samym wolność. Podobnie zresztą jest z samymi Bożymi Ogrodnikami stanowiącymi nic innego, jak kulturę alternatywną dla dominującej – na domiar złego także narzucającą wartości i zachowania. Co objawia tylko, że niczego nie można być w owym świecie pewnym, bo nawet tam gdzie jasno może kryć się cień.

Socjologiczna strona to jeden z atutów powieści – jak nie największy – ale równie sprawnie autorka radzi sobie z zarysowaniem wiarygodnych portretów charakterologicznych, które współgrają i nadają głębi światu. Szczególnie dobrym zabiegiem było pokazanie owego uniwersum z paru perspektyw, rzucających często odmienne światło na przedstawiony obraz. Na pewno rozwój postaci, przeżycia wewnętrzne, doświadczanie zjawisk i rozterki zasługują na pochwałę, gdyż w interesujący sposób pozwalają zagłębić się w tymże świecie, obnażają przed czytelnikiem ścieżki, jakie mógł wykuć dla konkretnych modeli bohaterów los.

Margaret Atwood po raz wtóry udowadnia – tym razem „Rokiem Potopu” – że science fiction, jedna z gałęzi fantastyki, może nieść za sobą ogromne zaplecze emocjonalno-aksjologiczne, może stanowić narzędzie do analizy współczesności oraz środek, za pomocą którego jest się w stanie wymownie przedstawić nieoptymistyczną wizję portu, do którego zmierza nasza cywilizacja za sprawą naszych działań. Bardzo intrygująca, bardzo mądra, bardzo inteligentna i bardzo… prawdopodobna. Choć może nie dokładnie w takim kształcie.

Ocena: 4.7/5

Dyskusja