Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Uwolnić demony od ludzi! – recenzja komikus „Posępny Mononokean” #1

Humorystyczna fantasy w japońskim komiksie stoi na porządku dziennym, a komediowe motywy wszywane są nawet do najpoważniejszych mang. „Posępny Mononokean” nie przełamuje tego schematu, to nie mroczna, ani głęboka problematycznie historia oferująca refleksje, co nie zmienia tego, że utrzymana w ludycznym charakterze opowieść jest łatwa i przyjemna w odbiorze, a wątki powoli, acz sukcesywnie i nienużąco rozbudowują świat przedstawiony.

Kiri Wazawa nie sili się, aby swemu komiksowi nadać pozory górnolotności, świadomie obnaża to, czym jest jego dzieło – graficzną zabawą, rozrywką, która ma wciągnąć i sprawić przyjemność czytelnikowi. Korzysta z wyeksploatowanych motywów – demony, opętania, egzorcyzmy, zaświaty, ale ukazuje je w nieco odmiennym świetle, bowiem nas ludzi stawia po tej mniej pozytywnej stronie, tych, przez których owe demony cierpią. Jednak cały pomysł na fabułę wydaje się – w pierwszym tomie – zaledwie dobrze napisanym scenariuszem, do opowiedzenia przesyconej żartami opowieści, dowcip niejednokrotnie wysuwa się w „Posępnym” na pierwszy plan. I nie można odmówić autorowi, że był to całkiem trafny pomysł.

Ashiya przez swoją empatię zostaje opętany przez pewnego miłego w dotyku, lecz odrobinę pasożytniczego demona, który notorycznie uprzykrza mu życie – nie daje mu się wyspać, wysysa z niego siły witalne, sprawia, że wciąż jest przygnębiony, albo przyczynia się do omdleń chłopaka. Mniej więcej na skutek utraty przytomności trafia na kozetkę pielęgniarki, gdzie znajduje ulotkę o egzorcyście i postanawia się do niego zgłosić. Ten uwalnia go od niechcianego towarzysza, ale zarazem zostaje wciągnięty w grę na zaświatową skalę i nie może zbytnio się wymigać.

Fabuła prowadzona jest linearnie i poza odkrywaniem prawd świata przedstawionego raczej nie będzie miała dla czytelnika wiele zaskoczeń – większość perypetii związanych z demonami kończy się zasadniczo tak samo w tym tomie, a wszystkie mają na celu pokazać, że stereotypowe postrzeganie przeklętych istot było błędne. Dlatego zamiast niszczyciela i egzorcysty, Wazawa za bohatera, tytułowego Mistrza Mononokean, obiera przewodnika, kogoś kto pomaga przedostać się duchom na drugą stronę – do zaświatów. Jednak to zaledwie fragment świata przedstawionego, co ukazuje głównie zakończenie historii pierwszej części, i zapewne dopiero następne tomy rozwiną go w należyty sposób.

Graficzna warstwa utrzymana jest na większości plansz zwykle w skromne, acz wyraziste ilustracje – kreska jest schludna i plastyczna, a mimo dość ubogiego cieniowania, wykorzystania rastra, kreskowania oraz pozostałych metod nadających rysunkom dodatkowy wymiar, całość ogląda się dobrze, zaś dialogi sprawiają, że utwór wydaje się kompletny i ma swą specyfikę.

Pierwsza cześć „Posępnego Mononokean” to zaledwie wprowadzenie, ale trzeba przyznać, że jak na swą poetykę ma bardzo dużo przyjemnych akcentów i nie raz przyprawia czytelnika o uśmiech na twarzy. Na razie wprawdzie to seria wielkich niewiadomych, a poza delikatnym zarysem jednego z głównych bohaterów odbiorca musi jeszcze dużo odkryć. Dotychczas jest całkiem nieźle, lecz czas pokaże, czy autor poprowadzi fabułę w interesującym kierunku.

Dyskusja