Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Związek u szczytu chwały – recenzja komiksu „Nie musisz się mnie bać”

Joann Sfar potrafi stworzyć nastrojowe, trzymające w napięciu i pełne barwnych krajobrazów historie, dynamiczne i ostre, jak „Kot rabina”, ale czasem zdarza mu się także zbaczać na bardziej melancholijne, obyczajowe i skupione na wątkach romansowych, czego najlepszym przykładem jest „Nie musisz się mnie bać”. Komiks intrygujący nietypowym stylem i na pierwszy rzut oka podejmujący w głęboki sposób problematykę trapiącą nas wszystkich. Jednak nasze pierwsze spostrzeżenia nierzadko bywają błędne.

Francuski rysownik i scenarzysta (też reżyser filmowy) od przeszło dekady zdobywa coraz większe uznanie wśród europejskiej krytyki komiksu, a także u czytelników. Jego żydowskie pochodzenie często pieczętuje się na pracach autora, choćby w „Małym świecie Golema” czy „Nie musisz się mnie bać” – korzysta i wykorzystuje tradycje religijne i obyczajowe, co pozwala mu wykreować bohaterów odmiennych od archetypicznych europejskich i amerykańskich postaci. I mimo że jest uczniem szkoły francusko-belgijskiej, to wykształcił własny, unikatowy styl.

„Nie musisz…” jest opowieścią o miłości u szczytu fascynacji, pożądania i radości. Dwójka ludzi zaczyna spotykać się i budować więzi, a wszystko rozpoczęło się tuż po śmierci ojca głównego bohatera, Seabersteina, żydowskiego malarza, który w pewnej kobiecie odnalazł bratnią duszę i okrzyknął ją na cześć popularnej aktorki – Mireilledarc (Mireille Darc). Ich poznaniu towarzyszy wiele gorących i gwałtownych emocji, które sprawiają, że szybko się w sobie rozkochują. Nie trwa długo, gdy postanawiają wspólnie zamieszkać i zatapiać się coraz bardziej w sobie, lecz takie zachłyśnięcie też ma swe konsekwencje, bo trwałe relacje nie opierają się wyłącznie na nowych odkryciach i seksie. Seaberstein otrzymuje zlecenia na serię obrazów i prosi partnerkę o to, by mu do nich pozować.

Ukazanie młodego związku nie jest w komiksie niczym nowym – niejeden autor postanowił wybrać to niewdzięczne dla romansu medium, Sfar postanowił pokazać problematykę w odmienny sposób, dodając swe ulubione motywy. Żydowski malarz, intelektualista z wyrobionym ego styka się z mądrą, świadomą swych wdzięków i tego, co może z ich pomocą osiągnąć – taka para nie dostrzega wad, jest zafascynowana odkrywaniem siebie, wiąż pragną siebie seksualnie i rozmawiają na wiele tematów, od sztuki po koty. Obserwacje i analizy autora na owe tematy nie są wprawdzie epokowe i już wielu o nich mówiło, ale scenarzysta wzbogacił je wyważonym dowcipem, dystansem i trafianiem w sedno.

Graficzna warstwa składa się na nierówną, lekko falowaną i szarpaną kreskę, w miarę proporcjonalne, acz w niektórych elementach dość absurdalne modele postaci oraz otoczenia, jak i jednolite kolory bez tonacji czy cieniowania. Same sceny zostały zaprojektowane z prostotą i minimalizacją drobiazgów, co pozwala przebrzmieć opowiadanej historii, skupić się na narracji, nie zaś na dekoracji. Jednak pomimo nietuzinkowego stylu artysty, czasem można odczuć, że wiele elementów zostało pominiętych, a i że niemało narysowano pośpiesznie albo bez pomysłu, zwłaszcza w konfrontacji z faktem, że i fabuła pozostawia trochę do życzenia.

„Nie musisz się mnie bać” daje do myślenia i porusza, obnaża pewne utarte schematy i w efekcie końcowym ukazuje absurdy popularnych romansów. Jednak komiksu żadną miarą nie można nazwać intelektualną ucztą czy emocjonalnym arcydziełem, wartości poznawczych i wychowawczych także doszukiwać się w dziele można na próżno. Co nie zmienia tego, że lektura utwory dostarcza rozrywki i humoru, a spędzone z nią chwile raczej będzie się wspominać miło, choć zapewne treść nie zostanie z czytelnikiem na długo.

Dyskusja