Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowieści krwiste i kolorowe – recenzja książki „Opowieści tajemnicze i szalone”

Cztery zawarte w zbiorze „Opowieści tajemnicze i szalone” Edgara Allana Poego opowiadania stanowią przekrój niepoprawnie bezpośredniej a metaforycznej, pochłaniającej intrygą i bohaterami, a przede wszystkim magnetyzującej sekretnością twórczości amerykańskiego pisarza. Jednak dawka przyjemności, refleksji i emocji, jakie mogą zostać wywołane podczas lektury tego dzieła, to nie jedyna gratka dla odbiorców – Gris Grimly bogato zilustrował teksty swym cudacznym i niepokojącym stylem (Goreyography), którego można porównać do animacji Tima Burtona i ilustracji Edwarda Goreya.

„Upadek Domu Usherów”, „Żaboskoczek”, „Czarny Kot” i „Maska Czerwonej Śmierci” wliczają się do bardziej znanych utworów autora i znalazły się w tymże wydaniu. Wiele je różni i dzieli, ale choć łączą się pewnymi nitkami, to motywem spajającym wszystkie cztery opowiadania jest szaleństwo, obłęd i często wrażenie, że wydarzenia, które mają miejsce na kartach powieści są zbyt gwałtowne i absurdalne, aby działy się naprawdę. Zdarza się pomyśleć, że to fikcja w fikcji, niepoprawne zakrzywianie rzeczywistości w umysłach bohaterów – prowadzące do mocnego, konkretnego finału, pozostawiającego po sobie kilka myśli.

Wszystkie opowiadania utrzymane są w tonacji czarnego romantyzmu – każde z nich na swój sposób przypatruje się zjawiskom zachodzącym w ludzkich umysłach, kształtowaniu się zła, szaleństwa i agresji, bowiem każdy utwór można zinterpretować jako wariacką rzeźnię, usprawiedliwioną chorobą umysłową, a co za tym idzie wymysłem, podanym czytelnikowi przez narratora. „Żaboskoczek” jest tego dowodem, tam zachodzi do jawnego mordu, tylko że w opowiadaniu makabryczne zabójstwa są w pełni uzasadnione. A reszta to wyłącznie domysły, jakich wiele w trakcie lektury prozy Poego.

Urzekający jest więc fakt, że autor tuż przy mordowaniu, śmierci, chorobie czy niepochamowanej agresji stawia czarny humor, wzorowany częstokroć na coś naturalnego, „bo warto się śmiać” – przy umieraniu, zabijaniu i stracie bliskich. Nic nie stoi na przeszkodzie, patos jest tylko jeszcze jednym źródłem, które można przerobić w dowcip. Wyborny – podkreślmy. Przez to nowele gotyckie Poego nie są w stanie straszyć, pomimo że ich motywy mogłyby zostać przekonwertowane na znakomity i przerażający obraz grozy, nie opierający się na „straszakach” i innych tanich zagrywkach leniwych filmowców. Jednak autorowi zależało na czymś zupełnie odmiennym, niż strachu, choć trwogi nie unika.

Jeszcze jedną istotną kwestią wydania jest bogato ilustrowane wnętrze, w dziewięćdziesięciu procentach stron widnieją niesamowite, utrzymane w duchu twórczości Poego obrazki, wykonane misternie w stylu Goreyography. Gris Grimly sprawił, że opowieści amerykańskiego pisarza ożyły i wyglądają tak samo posępnie, jak zostały opisane. A czasem nawet jeszcze posępniej.

„Opowieści tajemnicze i szalone” to zbiór niebanalny, zarówno ze względu na fabuły i bohaterów, formułę wydania, jak i przyłożenie się do przekładu i wyczucie esencji tej prozy. Cztery kąski od Poego jednak nie pozwalają się najeść, pozostawiając po sobie ogromne uczucie niedosytu, zatem może to znak, że najwyższa pora pomyśleć o innych tomach autora w takiej formule.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja