Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pechowy królewicz – recenzja książki „Ostatni bierze wszystko”

Vegasz to państwo rządzone przez króla–czarnoksiężnika, najpotężniejszego maga na kontynencie. Jest on gwarantem pokoju i równowagi mocy pomiędzy największymi graczami – nim samym, gildiami magów i innymi stronnictwami walczącymi o władzę. Wedle tradycji ustępujący monarcha wystawia swojego pierworodnego na śmiertelne niebezpieczeństwo – musi on bowiem przeżyć drogę po królewskie insygnia, będąc zwierzyną łowną dla przedstawicieli najpotężniejszych rodów oraz gildii. Całe szczęście książę Maximilian przez całe życie był do tej roli przygotowywany. Całe lata spędził na nauce magii, sztuk walki i poznawaniu wszelkich innych umiejętności sprawiających, że to on jest faworytem w starciu z o wiele liczniejszym wrogiem. Jego potęgę podziwiają wszyscy. Jaka szkoda, że na niecałe dwa miesiące przed abdykacją ojca spada z konia i skręciwszy sobie kark ginie jeszcze przed koronacją. Szczególny żal odczuwa jego młodszy brat – Tekuard. Bynajmniej nie z powodu miłości, którą żywił do starszego brata, lecz dlatego, że jego śmierć sprawia, że to właśnie młodszy z nich staje się pretendentem do tronu, a ten, kto go zabije, sam stanie się królem! Tekuard, któremu polityka zajmowała w myślach mniej miejsca niż zeszłoroczny śnieg, znajomość magii dorównuje obeznaniu z tematem przeciętnego telemarketera, a umiejętności fechtunku stawiają go co najwyżej na równi w pojedynku z laleczką voodoo, ma kilkadziesiąt dni na osiągnięcie tego, co jego brat okupił ponad dwudziestoma latami ciężkiej pracy. Oczywiście, jeśli chce przeżyć.

„Ostatni bierze wszystko” to zbiór trzech opowiadań – „Długi sprint” dotyczący losów nieszczęsnego Tekuarda wkładającego cały wysiłek w zwiększenie swoich marnych szans na przeżycie, „Pokłosie” opisujące wydarzenia po ceremonii koronacji, do której powyższy chce dotrwać, oraz niezwiązana z innymi fabułami tytułowa nowelka. Treści drugiej nie sposób opisać bez streszczenia zakończenia „Długiego sprintu”, dlatego pozostanie znana tylko tym, którzy przeczytali tę małą antologię, natomiast „Ostatni bierze wszystko”, tak jak opis losów pechowego następcy tronu przepełniona jest szybką akcją i mnogością postaci. W niej Dareag, niesamowicie potężny mag, który całe swoje (niezwykle liczne) potomstwo więzi w długim na kilka kilometrów, a wysokim na trzysta metrów zamku, postanawia powiadomić potomków, że zamierza zostawić ziemski padół, a tylko jedyny jego potomek, który przeżyje starcie z całą resztą uzyska możliwość opuszczenia jego włości i dodatkowo uzyska wielki skarb. W momencie śmierci ojca, jego synowie i córki, w większości dysponujący wielkimi magicznymi talentami rozpoczynają wielki bój. We wszystko zamieszani zostają Crane, nie będący synem maga oraz kat Hendrix, który właśnie zajmował się w swoim lochu kłopotliwym bękartem. Żaden z nich nie dysponuje niemal żadnymi talentami do czarowania, więc szanse na przetrwanie, a tym bardziej na wydostanie się z twierdzy mają nikłe. Czy uda się im jednak je wykorzystać?

Miroslav Žamboch jak w niemal każdej swojej książce, kreuje prosty, aczkolwiek konsekwentny świat, w którym bohaterowie natykają się na tajemnicę grożącą śmiertelnym niebezpieczeństwem. Dzięki wrodzonym i wyuczonym talentom muszą sprostać przeciwnościom losu oraz licznym i potężnym przeciwnikom. Połączenie szybkiej akcji, licznych zwrotów fabularnych, wielkiego spisku z pewną dawką humoru, jest nie tylko znakiem firmowym autora, lecz również receptą na sukces. Trudno bowiem znaleźć miłośnika fantasyki, któremu nie spodobałaby się twórczość pisarza zza południowej granicy. Przynajmniej dopóki szuka łatwej i niezobowiązującej rozrywki i wielkich wybuchów magicznej energii.

Utalentowany Czech, który swoją karierę rozpoczął nie tak dawno temu może nie jest mistrzem pióra, nie używa skomplikowanych przenośni i porównań, a jego proza nie skłania do głębokich rozważań nad sensem istnienia (czy jakimkolwiek innym sensem), to w prosty i dosadny sposób opisuje tło wydarzeń i je same. Nieskomplikowany styl literacki idealnie pasuje do tak samo nieskomplikowanej fabuły, co sprawia, że obie te warstwy tworzą konsekwentną całość, ułatwiając czytelnikowi podążanie za kolejnymi scenami. Unika tak typowego dla współczesnych twórców błędu, jakim są liczne powtórzenia i choć charaktery postaci zarysowuje pobieżnie i stereotypowo, one również idealnie pasują do treści.

Na pochwałę zasługują również ilustracje Vladimira Nenova, które stanowią ciekawe uzupełnienie książki. Jedynym minusem jest to, że rodzimy czytelnik nie może podziwiać pełni kunsztu grafika sycąc oczy kolorowymi rysunkami, gdyż polskie wydanie oferuje jedynie czarno – białe przedruki.

Jeśli zatem szukacie ciekawej książki fantasy, przy której miło i wesoło chcielibyście spędzić wieczór (maksymalnie dwa, gdyż mimo trzystu osiemdziesięciu stron książkę połyka się momentalnie, co zawdzięczami sporej czcionce i jeszcze większym akapitom), a nie znacie jeszcze twórczości Miroslava Žambocha, „Ostatni bierze wszystko” może być dobrym wyborem. Jeśli natomiast znacie już inne dzieła tego pana, zapewne i tej książki polecać wam nie trzeba.

Ocena: 4/5

Dyskusja