Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zagwozdki w Warsaw City – recenzja książki „Sprzedawcy lokomotyw”

„Granica rzeczywistości” udowodniła, że Marcin Sergiusz Przybyłek już kilkanaście lat temu potrafił wybiec w przyszłość w taki sposób, że przez długie lata technologia nie dogoni jego wizji. Futurystyczny obraz 2199 roku w „Sprzedawcach lokomotyw” jest o wiele bardziej intrygujący, aniżeli ten z pierwszego tomu.

Pod koniec XXII wieku ludzkość miłuje się w grach wideo, choć nie jest to rozrywka znana sprzed dwustu lat. Chcąc zagrać należy przygotować odpowiednie płyny, zażyć tabletki, położyć się w łożu i założyć hełm. Doznania są o wiele bardziej intensywne, a wirusy, które pojawiły się na serwerach sprawiają, że gracze mogą nie wrócić do realium żywi. Zagadkę zabójczych ustrojstw musi rozwiązać słynny gamedec – Torkil Aymore.

Protagonista zamieszkuje w linowcu w Warsaw City. Obraz gier z czasów, w których przyszło mu żyć jest niebywale futurystyczny, jednak rozwój nie nastąpił tylko w tym kierunku. Motoryzacja, modernizacje ciała, przeniesienie NPC-a do świata żywych, jak wsadzenie jestestwa człowieka do maszyny, to żaden problem. Wystarczy mieć pieniądze, a te rzecz jasna rządzą światem, a przede wszystkim wielkimi korporacjami. To z nimi zmierzy się główny bohater, co znacznie podnosi powagę jego spraw, porównując z opisanymi w „Granicy rzeczywistości”. Tym razem gra toczy się o większą stawkę, a więc książka budzi więcej emocji, a czytelnik będzie trzymał kciuki za to, aby gierczany detektyw wykaraskał się z opresji.

Cieszy fakt, że pisarz osadził część fabuły za ABB (anty bios barrier), dzięki czemu pojawia się okazja zapoznania ze zmutowanymi zwierzętami odgrodzonymi od miasta filtrem grawitacyjnym. Temat ten z pewnością zainteresował sporo czytelników, jednak nie rozwinięto go wcześniej, dlatego obecne podejście do tematu ucieszy niejednego.

Wielu czytelników z pewnością zadziwi streszczenie pierwszej części, zamieszczone na ostatnich stronach książki. Tego typu zabieg jest rzadko spotykany we współczesnych seriach, jednak w tym przypadku cieszy zastosowanie go. Między wydaniem tomów jest sześć miesięcy odstępu, a więc odświeżenie fabuły z pewnością się przyda. Zwłaszcza, że „Granica rzeczywistości” była podzielona na kilkanaście opowiadań ułożonych chronologicznie w jednej linii czasowej, ale każde opowiadało inne przygody, natomiast „Sprzedawcy lokomotyw” są jedną długą powieścią, rozbitą na kilka rozdziałów, a więc wszystko kręci się wokół jednego głównego wątku, dlatego czytelnik nie przeskakuje wraz z bohaterem od jednych wydarzeń do drugich, lecz obserwuje wszelkie skutki podejmowanych decyzji i działań postaci.

Ponadto zamieszczono słownik, spis osób występujących w dziele, plany budynku oraz wiele innych ciekawostek, na które jednak trzeba uważać, ponieważ podczas zapoznawania się z nimi przed rozpoczęciem czytania książki, mogą okazać się spoilerami.

W książce akcji jest co niemiara. Mimo iż przygody zmieniają się jak w kalejdoskopie, a bohaterów jest wielu i nie do końca wiadomo po czyjej stronie stoją niektórzy, to dzieło czyta się bardzo dobrze, bez żadnych zgrzytów czy uczucia zagubienia. Świat wykreowano bardzo szczegółowo, a wizja jest zaskakująca, dlatego łatwo można dać się wciągnąć. Przyciąga w dużej mierze sam protagonista, ponieważ budzi sympatię, a jego spojrzenie na świat i sposób rozumowania są interesujące. Przybyłek historię buduje wtak, że trudno domyślić się zakończenia, przez co odkrywanie poszlak poprzez Torkila jest nie lada wyczynem i budzi ciekawość. Zwłaszcza, że gamedec nie stroni od zabawnych komentarzy (często na temat kobiecych wdzięków).

Do dobrze poprowadzonej fabuły, autor (z wykształcenia lekarz) bez wysiłku wplótł dużo ciekawostek medycznych, a także dokładnie wytłumaczył wszelkie urazy czy reakcje organizmu. Zobrazowano to płynnie, nie budząc odczucia, że nagle czyta się encyklopedię. Pisarz znalazł złoty środek i idealnie wymieszał terminy specjalistyczne z uzasadnieniem zaawansowanej technologii.

Można śmiało powiedzieć, że ścieżką dźwiękową podczas czytania książki bezustannie powinno być: „Harder, Better, Faster, Stronger”. Pod każdym względem jest to dzieło lepsze od pierwszego tomu. W niesamowicie ciekawym krajobrazie osadzono fabułę poskręcaną jak kable motomba po zderzeniu z pneumobilem. Powieść wciąga, a wątki, które zaciekawiły podczas czytania „Granicy rzeczywistości” zostały rozwinięte. Każdy fan spraw rozwiązywanych przez Torkila Aymore’a powinien być zadowolony.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja