Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gra się – recenzja książki „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział”

Debiutancka powieść Tomasza Marchewki jest bardzo filmowa. Mnóstwo w niej dynamicznych i efektownych scen, które lepiej niż na kartach powieści prezentowałyby się na ekranach kin i komputerów. Jeżeli uwielbiacie łotrzyków i klimatyczne opowieści, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę pozycję.

Być jak Wielki Szu

Człowiek nie rodzi się oszustem. Nie można przyjść na świat ze zdolnością do szulerstwa, złodziejstwa czy zabijania. Wszystkiego trzeba się nauczyć, a gadanie, że ktoś ma po prostu szczęście jest naprawdę śmiechu warte. Doskonale wie o tym Slava – uczeń słynnego Profesora. Młodzieniec od lat szkoli się w karcianych przekrętach i wbrew woli mistrza jak najszybciej chce dołączyć do miejscowej elity Ludzi Nocy. Z pomocą zabijaki Nina i samozwańczego króla złodziei Petra planuje przekręt na niewyobrażalną skalę. Niestety, jak to w życiu bywa, jego plany wzięły w łeb. Na dodatek w Hausenbergu pojawia się nowy gracz, a wraz z nim cała masa kłopotów.

Fabuła jest całkiem ciekawa, ale niektóre zwroty akcji zdają się nieco naciągane. Weźmy taki przykład: Hausenberg to miasto, w którym populacja wszelkiej maści zbirów, łotrów i łajdaków jest zdecydowanie większa niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Mimo to pewna bogata, wpływowa i mająca wszelkie powody, aby obawiać się o swoje życie postać postanowiła samotnie udać się na spacer podejrzanymi zaułkami. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka – przecież nikt związany ze światem przestępczym i wielkimi pieniędzmi nie zachowałby się tak beztrosko. A takich „nierozważnych” scen było niestety więcej. Wolę nie myśleć, że zostały stworzone tylko po to, żeby popchnąć fabułę do przodu.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to każdego z nich można spokojnie zaszufladkować. Petr to rządny władzy oszust, Nino sprzedajny zabijaka, Slava zadufany w sobie cwaniaczek. Główny bohater jest przemądrzały, nieostrożny i niezwykle irytujący. Nie brak mu jednak odwagi i wyobraźni. Marchewka dodał mu też nieco charakteru i realności, bo chociaż młody szuler często spada na cztery łapy, to zdarza mu się również boleśnie oberwać. Ciekawą personą jest natomiast jego kochanka – piękna, inteligentna, utalentowana i przebiegła Camilla. Dziewczyna nie tylko pomaga protagoniście leczyć rany, ale ma dojścia do najwyżej postawionych osób w mieście i nie raz wykorzystuje swoją pozycję jednej z najlepiej zapowiadających się tancerek..

To nie szczęście, a umiejętności

Zarówno bohaterowie jak i motywy, którymi się kierują bywają nieco sztampowe. Rozwiązania fabularne w większości nie zaskakują. Ta powieść nie bawi do łez, nie ściska za serca i nie wywołuje strachu. Mimo wszystko jest w tej historii jakiś niepowtarzalny klimat. Coś, co trzyma czytelnika do samego końca. Może to po prostu fakt, że autor ma lekkie pióro i dzięki temu książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością? Kto wie…

Powieść bardziej, niż jako dzieło Tomasza Marchewki jest reklamowana jako książka scenarzysty pracującego nad grą „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Być może niektórzy sięgną po tę pozycję właśnie z tego powodu. Warto zatem podkreślić niezwykle istotną kwestię – dzieło Marchewki nie ma nic wspólnego z uniwersum wykreowanym przez Sapkowskiego. To zupełnie inne klimaty, poczucie humoru i styl prowadzenia narracji. Jeżeli mieliście zamiar przeczytać „Wszyscy patrzyli, nikt nie widziałł” tylko z powodu tej reklamy, to możecie poczuć się rozczarowani. Książka choć dobra nie jest najwybitniejszym dziełem polskiej fantastyki, a praca scenarzysty automatycznie nie uczyni z człowieka pisarza z prawdziwego zdarzenia. Ja bym więc puściła mimo uszu ten chwyt marketingowy.

Na końcu powieści autor przyznał, że zamieścił w tekście wiele odniesień do klasyki kina gangsterskiego. Ja niestety nie zwróciłam na to uwagi, bo raczej nie oglądam tego typu filmów. Sądzę jednak, że dla miłośników gatunku będzie to niezła gratka. Wiedząc, że pisarz ukrył coś w swojej książce czytelnik zaczyna się jej przyglądać z nieco innej perspektywy. Być może przed kolejną lekturą nadrobię braki filmowe i również zabawię się w tropienie ciekawych nawiązań.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja