Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Koszmar pisarza – recenzja książki „Misery”

Obok „Zielonej mili” to chyba najbardziej rozpoznawalna powieść mistrza grozy. Nowe wydanie, będące zarazem pierwszym tomem serii Kolekcja mistrza grozy to okazja do sięgnięcia po ten niemalże klasyczny horror Kinga. Mimo upływu trzydziestu lat od premiery, „Misery” wciąż zachwyca – i wciąż przeraża, a wizja Kinga może spędzać sen z powiek każdego, kto czymkolwiek zaskarbił sobie miłość fanów.

Gdy znany z melodramatycznej, dziewiętnastowiecznej serii książek pisarz Paul Sheldon ulega poważnemu wypadkowi, nie przypuszcza nawet, że zmiażdżone nogi nie są jego największym problemem. Zabrany do domu na odludziu przez Annie Wilkes, pielęgniarkę, staje się jej więźniem (a także synkiem, którym się troszczy czy kochankiem, mającym moc jej zaspokojenia). Kolejne chwile spędzone w łóżku uświadamiają mu, że wpakował się w potworne tarapaty, a Annie nie jest tą, na którą próbuje się kreować. Zakochana do szaleństwa w serii książek o kobiecie imieniem Misery nie może przyjąć do wiadomości, że pisarz uśmiercił tę bohaterkę i tym samym zamknął cykl. Paul ma stworzyć książkę tylko dla Annie – a próba zmierzenia się z tym zadaniem obarczona zostaje śmiertelnym ryzykiem. Tylko kolejne strony mogą przedłużyć życie Paula. Rozpoczyna się zabójczy wyścig z czasem, policją, a także postępującym szaleństwem Annie. Finał może być tylko jeden. Wszak każda opowieść kiedyś musi się skończyć…

Najzagorzalszy fan i najtragiczniejszy dramat

Kingowi udało się stworzyć wiarygodną historię o tym, co się dzieje, gdy świat fikcji zaczyna zastępować świat rzeczywisty. Oto tysiące kobiet zakochują się w historii Misery, ona staje się ich ulubienicą, na każdą kolejną część czekają z ogromną niecierpliwością, a umiejętnie prowadzona narracja i cięcia fabularne kończące książki wzmagają niecierpliwość. Pisarz musi wykazać się kreatywnością, by tę „chętkę” poznania dalszych losów ulubienicy wykorzystać i zatrzymać przy sobie czytelnika. Sheldonowi to się udaje, jednak Misery powoli staje się rzemieślniczym więzieniem. Uśmiercenie jej to dobry sposób na wyrwanie z tego dłużącego się cyklu. Przywiązanie czytelnika do fikcyjnego bohatera jest w pełni zrozumiałe – wszak na tym właśnie polega fenomen brazylijskich telenowel czy tasiemcowych seriali. Gorzej, gdy przywiązanie zmienia się w obsesje, a życie bohatera staje się życiem czytelnika. Pisarz w tym momencie znajduje się w roli Boga, mogącym zabijać i ożywiać i w pewien sposób panować nad swoim fanem. Sytuacja, w jakiej znalazł się Paul jest nie do pozazdroszczenia. Nie dość, że wbrew sobie musi wiarygodnie wskrzesić Misery, to jeszcze swoim tekstem zaspokoić Annie. Konsekwencje złego doboru słów, złych decyzji fabularnych czy zwyczajnego braku weny mogą być zabójcze.

Ciastka i szaleństwo

Annie Wilkes to postać jaskrawa i przerażająca. Kingowi udało się stworzyć osobę na wskroś szaloną i tu widać majstersztyk jego pióra najdokładniej. To jej czyny i zachowania pokazują, że ma psychiczne problemy, nie same słowa, czasem także Paul obserwując Annie wysnuwa trafne wnioski. Odpychająca i obrzydliwa pielęgniarka staje się boginią świata Paula, jego katem i lekarzem, karmicielką i sadystką, matką i dilerem. Karmi pisarza zaraz po wypadku, zmienia mu pościel i równocześnie nie ma skrupułów, by amputować mu jakąś część ciała (a wszystko to w przekonaniu, że to jego wina, on jest niegrzecznym chłopcem, a ona musi nauczyć go dyscypliny). Zetknięcie się tylko sprzeczności wywołuje piorunujące wrażenie – to osoba, która ucina siekierą nogę i palnikiem opala kikut, by po pięciu minutach przyjść z wielką miską lodów i bitą śmietaną, by Paul też miał coś z życia. Jej szaleństwo czasem przebija się przez noszoną maskę i wtedy Annie zyskuje przymiotów czysto diabelskich, obłąkańczych. Z racji wykształcenia pielęgniarskiego wie, jak zadawać ból, by nie zabić, i jak zabić – i posprzątać, by nikt się nie zorientował. A zawinić wcale nie jest trudno– wystarczy sugestia co do zepsutej maszyny do pisania i można na przykład nie dostać leków przeciwbólowych, kolacji, basenu czy utracić jakąś część ciała. Annie Wilkes całą powieść zaskakuje swoim szaleństwem – i przeraża równocześnie. Nie ma w niej bowiem nic, co nie jest niewiarygodne. To zdecydowanie wzmacnia efekt.

Szeherezada – żyjesz tak długo, jak piszesz

Okaleczony bohater nie raz wspomina, że znajduje się w sytuacji Szeherezady. Jak długo będzie ciągnął opowieść o Misery, tak długo utrzyma się przy życiu. To przenosi się również na płaszczyznę „Misery” jako powieści – w końcu czytelnik również chce poznać, jak zakończy się ta historia i tak długo będzie ją czytał. Napięcie towarzyszące czytaniu wzmacniane jest przez Annie, gdyż za każdym razem nie wiadomo, w jakim akurat jest nastroju, co zrobi, jak się zachowa – czy będzie troskliwą staruszką, czy bezwzględnym katem, czy może obłąkaną masochistką, sprawiającą sobie krzywdę. Ponadto sam tragizm położenia pisarza sprawia, że czytelnik po prostu chce się dowiedzieć, czy uda mu się przechytrzyć wariatkę i uciec, czy może zginą na koniec oboje. Dzięki temu powieść czyta się z zapartym tchem – niemalże jak Annie czekającą na happy end z udziałem ukochanej bohaterki.
Tajniki pracy, czyli jak pisać

Wielką zaletą tej powieści jest przemycony w postaci strumienia świadomości pisarza autotematyzm. „Misery” staje się wręcz poradnikiem, jak pisać, by przywiązać do siebie czytelnika, co musi mieć tekst, by stał się obiektem pożądania. Jednym z wspominanych przez Sheldona ćwiczeń jest oparta na zabawie z dzieciństwa gra „Możesz?”. Polega na tym, że tworzy się opowieść, która musi iść od puntu a do punktu b, trzeba tylko się zastanowić, czy można ją wiarygodnie rozwinąć. To robi całą powieść Paul, starając się, po pierwsze, wskrzesić Misery, po drugie – uciec, to robi całą książkę King, igrający z czytelnikiem. Co ciekawe, sam King w innej książce, „Jak pisać. Poradnik rzemieślnika” wspomina, że pierwotnie zamysł zakończenia był inny, jednak Paul okazał się sprytniejszy od swojego literackiego ojca i wpadł na pomysł, jak się uratować – co pokazuje, że bohaterowie, jeśli są wykreowani realistycznie i z krwi i kości, potrafią żyć własnym życiem – ku uciesze lub rozpaczy czytelnika.

Podsumowując, King w „Misery” zaserwował czytelnikowi rozrywkę najwyższej próby, horror, od którego nie można się oderwać, oraz bohaterów tak żywych i przejmujących, że nie sposób przejść obok obojętnie. W Kolekcji mistrza grozy będą ukazywać się niemalże wszystkie, zarówno znane, jak i zapomniane książki autora. Samo wydanie zresztą jest wyjątkowe, staranne i eleganckie, z pięknym papierem i sztywną oprawą. A „Misery”? Klasyka gatunku i ostrzeżenie dla parających się piórem – miłość fana, jakkolwiek piękna by nie była, jest w stanie zabić.

Dyskusja