Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Barany nieodporne na ludzkość – recenzja książki „Baśń średniowieczna”

Średniowiecze, choć nazywane wiekami ciemnymi, potrafi czasem rozbłysnąć opowieścią umieszczoną w jego ramach. Jeśli oczywiście jest dobrze opowiedziana. By połączyć klimat, nietuzinkowych bohaterów, fabułę, może nie oryginalną w całości, lecz z pewnością wartą uwagi, trzeba nie lada umiejętności i dobrego pióra. Paweł Rochala udowadnia, że w średniowiecze – i w polską fantastykę – można tchnąć odrobinę świeżości.

„Baśń średniowieczna” traktuje „o diablicy, która z miłości do człowieka porzuciła piekło”. Już sama strona tytułowa intryguje i stawia pytania, czy faktycznie będzie to baśń, czy może jednak powieść, romans czy tekst przygodowy? I okaże się, że dzieło Rochali skrywa i to, i to, a wielość wątków, perspektyw i ciekawych rozwiązań fabularnych jest w stanie zaspokoić nawet bardzo wymagającego czytelnika.

Przyczynkiem do napisania powieści w formule gawędy, było ujrzenie tryptyku średniowiecznego ponad dekadę temu w pewnym Małym Miasteczku. To wydarzenie nie dość, że mocno wypłynęło na samego autora, to jeszcze na kształt książki. Ono tworzy kanwę spisu treści, a kolejne historie to obrazy na tym tryptyku umieszczone. I tak na przykład pierwszy rozdział zatytułowany jest „SKRZYDŁO LEWE. GÓRA Barwy zielone i słoneczne”. Ten ciekawy, oryginalny zabieg łączy synestezyjnie obraz z opowiadaną historią. Te dziesiątki miniatur tworzą wielowątkową opowieść, bo co autor ujrzał, przerobił na gawędę. A było to tak…

Gdy z piekła znika diablica, robi się gorąco. Tym goręcej, że ona sama jak na diablicę przystało, piękna i ponętna, skusiła samego Belzebuba. Trop prowadzi do Polski (pomaga sam Boruta!). A Polska jak na tamte czasy aż roi się od czartów, którzy działają i w kościołach, i na królewskim dworze… Wysłani zostają dwaj szatani – Boruta i Rokita, i to oni mają diablicę znaleźć. Groteskowa, straszna, a niekiedy obrzydliwa diabelska świta zdaje się mieć w sobie tyle powagi, co diabełki podczas jarmarków. To wokół ich przygód toczy się większość wydarzeń. Równolegle akcja odbywa się na zamku, gdzie ma mieć miejsce bal zaręczynowy jednej z księżniczek i turniej rycerski. To jest okazją do ukazania (trochę jednak jak w krzywym zwierciadle) obyczajów zamkowych, rozbudowanej ceremonii egzekucji, losu kobiet, a także kościoła, którym rządzi obłudny i potężny ojciec kurator, mający nawet konszachty z wysłannikami piekieł. Fakty historyczne – układy z Krzyżakami, najazd Turków – mieszają się ze sztafażem typowo fantastycznym – miotły, czarodziejskie kule, zaklęcia, eliksiry, a to wszystko subtelnie okraszone jest słowiańskim folklorem – noc świętojańska, kwiat paproci, smok, nawet sabat czarownic na Łysej Górze.

Choć oczywiście to fabuła ciągnie książkę do przodu, lekturę uprzyjemniają smaczki intertekstualne – nawiązania a to do Słowackiego, a to do polskich legend, czuć echa bułhakowskiego „Mistrza…”, a także klimat mickiewiczowskiej utopii. Dodać trzeba, że jednym z bohaterów jest mistrz Polikarp.

Na uwagę zasługuję próba nakreślenia obrazu Polski i polskiego społeczeństwa. Autor piętnuje polskie wady i przywary (pijaństwo, zabobonność), podkreśla zalety (odwaga). Ciekawa jest perspektywa diabłów, patrzących na ten kraj i mocno akcentujących swoją obecność w różnych kręgach. Nierzadko komentują oni swój udział w losach Polski i wpływ, jaki mają na różne wydarzenia. Jeden z nich nawet mówi, że Polska to kraj, który nawet z diabła głupka zrobi (nie wiadomo tylko, czy to nasza wada, czy zaleta…).

Nie można nie zauważyć humoru, jakim przesycona jest treść oraz język pozycji. Nie brakuje momentów przypominających kabaret czy parodię (walka aniołów z diabłami), groteski (jeźdźcy apokalipsy w knajpie), czy dowcipu w stylu mówienia – zwłaszcza szatanów i czarownic. Na to pozwala styl gawędziarski. Narrator często akcentuje swoją obecność wtrętami wprost do czytelnika i nie można oprzeć się wrażeniu, że dobrze się czuje w roli bajarza.

„Baśń średniowiecza” to parabola ludzkich losów i samotności, której człowiek doświadcza. A chciałby tylko kochać i być kochanym – atawistyczne pragnienia tym razem stały się udziałem istoty, z miłością nie mającej zbyt wiele wspólnego. Bo gdy diablica chce kochać i stać się człowiekiem – na ziemi rozpęta się piekło. Czy czarownikowi uda się wyleczyć złamane serce, czy diablica powróci do piekieł, czy woda święcona i różaniec Polikarpa wystarczą na armię szatanów, czy smokowi będą smakowały obiecane dziewice – nie powiem, używając głosu narratora. Tej opowieści trzeba po prostu posłuchać.

Ocena: 5/5

Dyskusja