Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gra o Grenlandię – recenzja komiksu „Eryk Rudy. Opowieść zimowa”

Søren Mosdal w polskiej świadomości komiksowej nie jest jeszcze tak znany, jak być powinien, ostatnio na rynku pojawił się „Nastrond”, ciekawa i surowa opowieść o śmierci. „Eryk Rudy. Opowieść zimowa” z 2016 roku (org. 2014) z kolei był u nas debiutem autora – równie intrygującym i równie surowym, choć opatrzonym zdecydowanie większą dawką kolorów.

Graficzna powieść opiera się na autentycznych dziejach kolonizacji Grenlandii zmierzchu X wieku i historii tytułowego Eryka, które – włącznie z motywacją wygnania bohatera z Islandii – relatywnie trzymają się prawd z źródeł naukowych. Na kartach komiksu pojawiają się również inne realne postacie, jak jego synowie (Leif, Thorstein), czy lokacje (Osiedle Wschodnie i Zachodnie). Jednak wszystkie zajścia powiązane z osiedlaniem Grenlandii, oprócz drobnego motywu, stanowią wyłącznie tło dla fabuły utworu.

Eryk Rudy, wygnaniec i odkrywca, stara się uwić gniazdo na Grenlandii, gdzie z dala od dawnych wrogów oraz chrześcijańskich dogmatów może dalej wyznawać swych bogów i uszanować tradycję. Wszystko się zmienia wraz z powrotem jego młodszego syna, Leifa, który z dworu króla przybywa razem z kapłanem nowokrzewiącej się wiary, a sam uprzednio przyjął chrzest. Powoduje to serię konfliktów rodzinnych i społecznych doprowadzających do mniejszych waśni, zaś w tle pojawiają się problemy pragmatycznej natury (wizja głodu) i najeźdźców.

Struktura narracyjna układa historię w szereg epizodów, tworzących uporządkowaną i złożoną opowieść, przeplataną retrospekcjami, niezaburzającymi na szczęście odbioru, ani tempa akcji. Wręcz przeciwnie, pomagają zrozumieć obecny stan rzeczy właściwego rozwoju wypadków, motywacje bohaterów i ich obawy. Ergo intryga utworu prowadzona jest w komiksie bardzo sprawnie i dość nieprzewidywalnie, wiele sekretów pozostaje niewyjaśnionych, ale pewne tropy zostają pozostawione dla interpretatorów. Niezwykle ciekawie wpleciono w historię również elementy fantastyczne oraz symboliczną, pozornie namacalną walką o supremację chrześcijaństwa i wierzeń nordyckich.

Jednak niektóre wątki wydają się zbędne i nie wnoszą zbyt wiele do fabuły, ani nie prezentują nader dokładnie realiów świata przedstawionego – sztandarowym przykładem zastosowania zbytecznego motywu jest ten poświęcony Inuitom. Jedyne co z niego wynika to fakt tego, że przed wikingami tereny Grenlandii zostały wcześniej osiedlone, ale przez lud na niższym poziomie rozwoju technicznego. Oprócz tego autor – w zależności od interpretacji – może posłużyć się nim jako wyjaśnieniem (nie aż tak dobrym) zaginięcia członków ekspedycji.

Graficzna warstwa, za którą także odpowiada Søren Mosdal, utrzymana jest w posępnej, zimnej oraz surowej kolorystyce, stylistyka zaś złożona jest z „ostrych”, mocno zarysowanych projektów ilustracji (zarówno modeli bohaterów, jak i elementów tła). Specyficzna kreska jednak dopasowuje się do historii, wzmacnia, a w zasadzie nadaje całości odpowiedniego klimatu.

„Eryk Rudy. Opowieść zimowa” stanowi zatem historię niezwykle sugestywną, ukazującą usilne starania ocalenia wierzeń i tradycji przed próbami zastąpienia ich religią Chrystusa, chociaż nie można zapomnieć też o swoistych walorach moralizatorskich i poznawczych – i być może takie medium i taka narracja jest wyśmienitym sposobem popularyzowania wiedzy. A przynajmniej w przypadku epizodu z życia Eryka Rudego się udało.

Dyskusja