Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przeddzień gry o tron – recenzja mangi „Magi” #6

W szóstym tomie cyklu „Magi: Labirynt magii” epizod w Balbadzie zaczyna zmierzać do punktu kulminacyjnego, pojawiają się nowi bohaterowie, starzy się zmieniają, a tytułowy Magi – Aladyn wzlatuje do krain snu, aby przez akcję trwania tego tomu nie uczestniczyć w wydarzeniach, co jest uzasadnione fabularnie. Słowem, przyjemnie, logicznie (na ile to tylko możliwe) i z niemałą dawką humoru.

Walka pomiędzy Judarem a Ugo wieńcząca poprzedni tom wprowadziła do fabuły wiele zamieszania, ale szósta odsłona cyklu ponawia taką strategię narracyjną – jeden z dawnych antagonistów uchodzi ledwo z życiem, dzięki swym sprzymierzeńcom. Brygada Mgły z kolei staje się oponentem politycznym obecnego władcy, po tym jak na jaw wychodzą jego niecne knowania przeciw poddanym. Rozpoczyna się wielkie planowanie, rozdawanie kart i stawianie na kandydatów, a Alibaba, drugi w kolejce do tronu, przywódca wspomnianej Brygady, musi stanąć na wysokości zadania i obronić ciemiężony lud.

Intryga utworu rozwija się bardzo dynamicznie, historia Balbadu zmierza ku końcowi – a przynajmniej po wydarzeniach z tego tomu takie są wrażenia – i chociaż zostają wprowadzone nowe postacie, punkt kulminacyjny tego etapu w cyklu wydaje się bliski. Struktura komiksu składa się zaś z tradycyjnego już dla serii przebiegu w przypadku „lokacyjnej historii” (w dwóch pierwszych tomach był labirynt, trzeci tom był samodzielny, od czwartego rozpoczął się epizod Balbadu): kontynuowane są wątki z poprzedniej części, pojawia się problem albo wciąż rozwiązuje się ten z wcześniejszej odsłony, może pojawić się kilka potyczek, obowiązkowo duże humoru sytuacyjnego, postaci i dialogów (monologów też), a na koniec (o ile nie jest to kończący historię tom, jak ten) cliffhanger.

Jeżeli chodzi o portrety psychologiczne bohaterów nie są one w utworze zbyt mocno pogłębiane, za wyjątkiem Alibaby, wszystkie pierwszo i drugoplanowe postacie zachowują się w zgodzie z cechami nadanymi im wcześniej i nie rozwijają się szczególnie, co jest fabularnie usprawiedliwione. Jedynie dwie epizodyczne sylwetki (jedna wprowadzona teraz) stanowią dla całości charakterologicznej swoisty powiew świeżości. Alibaba z kolei na koniec tomu przechodzi wewnętrzną przemianę, która motywuje go do konkretnych działań – i trzeba autorce przyznać, że prawdopodobieństwo bohaterów jest tutaj nie najgorsze.

Graficzna warstwa składa się ponownie z dopracowanych plansz, w których większość elementów to rysunki postaci oraz detale im towarzyszące, ale czasem w tle pojawiają się co większe akcenty. Miła dla oka zdecydowanie jest plastyczna, subtelna i płynna kreska, a drobne wypełnienia rastrem i klasyczne kreskowanie również nie przeszkadza w czytaniu, jednocześnie współgrając z tonem scenariusza.

Szósty tom „Magi: Labiryntu magii” spełnia oczekiwania czytelnika, pozwala się zrelaksować przy niezobowiązującej opowieści i zapewnia odrobinę niewybrednej rozrywki, a tempo akcji w ogóle nie nuży. Do tego zakończenie, które pozostawia swego rodzaju niedosyt, ale za to zachęca do sięgnięcia po kolejną część, być może wieńczącą epizod Balbadu.

Dyskusja