Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mistrz ma zawsze rację – recenzja mangi „Posępny Mononokean” #4

W trzecim tomie „Posępnego Mononokeana” czytelnicy otrzymują wszystko, co już w ramach dwóch poprzednich tomów zdążyli przeżyć, czyli mnóstwo gagów, dwuznacznych sytuacji oraz dialogów, zabawne, choć nieco żałosne kłótnie głównych bohaterów, no i historia, która w zasadzie jest pretekstem do tego, aby przedstawiać losy i relacje Ashiyi i Abeno.

Kiri Wazawa nie ma zamiaru zbaczać z wcześniej obranej drogi i wykorzystuje narracyjne zagrywki z pierwszego tomu, gdzie akcja miała antologiczną strukturę, oraz drugiego, bowiem trzecia część rozpoczyna się bezpośrednio po swoistym cliffhengerze, ale po czasie wraca do zastosowań z otwierającej cykl odsłony. Nasila się za to interakcja (kłótnie) pomiędzy mistrzem a „uczniem” – z jednej strony widać podziw Ashiyi do Abeno, a z drugiej obronę swych racji, gdy są krytykowane, albo w momentach, kiedy sam mistrz łamie własne prawa lub omija całej prawdy.

Ashiyi udaje się wykaraskać z ambarasu, w który wpakował się przypadkiem, ale przy okazji odnajduje starego druha, zostającego z nim już raczej na długo. Konsekwencją jego czynów jest ściągnięcie na siebie uwagi niejakiego Prawodawcy, wymuszającym na mistrzu Mononokean stawienie się w wyznaczonym miejscu wraz z pracownikiem, Ashiyą. Sprawa wydaje się poważna, aczkolwiek kończy się jak zwykle – gagiem i skromną zagadką z przeszłości Abeno. W świecie ludzi tymczasem potrzebna jest pomoc przy poszukiwaniach… obrączki starszej pani.

Jak już wspomniałem, komiks nie wnosi wiele do historii, ani nie rozwija jakoś szczególnie naszych bohaterów – Abeno niby zaczyna patrzeć inaczej na możliwość uwierzenia w demony przez ludzi, do tego otacza go kilka tajemnic, ale to nic więcej, czego nie można by było otrzymać w poprzednich tomach. Rozbudowane zostało z kolei uniwersum – wprowadzenie Prawodawcy okazało się troszkę odświeżające i informacyjne, wiemy także, kto tak naprawdę rządzi krainą demonów i komu czasem musi podporządkować się mistrz Mononokean. Jednak drugą – zdecydowanie zbyt przydługawą – część mangi ratuje kapka dowcipu, ponieważ akcja zwalnia tam niemiłosiernie, a dialogi, choć dobrze napisane i żywe, sprawiają, że ów epizod wydaje się nazbyt przegadany i niewnoszący do fabuły praktycznie nic.

Graficznie komiks nie pozostawia czytelnikom wiele do życzenia, bo zarówno schludna, przyjemna dla oka i łagodnie wykończona kreska, jak i wypełnienia, drobne szczegóły tła, wykorzystanie rastra i cieniowanie stoją na przyzwoitym, ale niewyróżniającym się ze standardów poziomie. W tym obrębie to na pewno ważne są modele bohaterów – charakterystyczne, dopracowane i mające w sobie coś unikatowego.

W trzecim tomie „Posępnego Mononokeana” stali czytelnicy z pewnością znajdą kilka powodów, dla których zresztą sięgnęli po tę serię – niewybredny, czasem nieco wymuszony albo pretensjonalny humor, garść ciętych, trafnych ripost, świat troszkę innych od innych, serwowanych w mangach, a przede wszystkim bohaterów, z którymi można nawiązać nić sympatii. Jak na razie poziom komiksu nie opada i zapewnia niezobowiązującą rozrywkę, a tempo akcji (pominąwszy wieńczący epizod) jest zasadniczo zadowalające.

Dyskusja