Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wśród głów oświeconych – recenzja komiksu „Księżycowi marzyciele”

Wiele osób komiksy traktuje jako proste, rozrywkowe historyjki, medium nie mogące służyć wyższym celom niż zastąpienie nudy chwilą niezobowiązującej przyjemności. Jednak niemało jest znakomitych dzieł w takiej formie, które stały się wyznacznikiem jakości i przekaźnikiem przeróżnych wartości, jak „Sandman” Neila Gaimana, „Wąż wodny” Tony’ego Sandovala czy „Klatki” Dave’a McKeana. Są także w komiksowej oprawie opowieści o istotnych wydarzeniach, osobach niezwykłych w historii świata, starające się edukować, moralizować i pokazywać, że interpretacja pozwala rozwijać się we wszelakich dziedzinach.

Jednym z takich utworów są „Księżycowi marzyciele” scenariusza Cédrica Villani oraz kreski Baudoina, czyli – kolejno – matematyka (zdobywca Medalu Fieldsa, „matematycznego Nobla”) oraz rysownika z doświadczeniem księgowego, niestrudzenie publikującego od roku 1981, lecz w Polsce dopiero w tym tomie debiutującego. Oba te umysły łącząc swe siły nadały wystawianym tu historią nutę poetycką, ale także zadbały, aby całość zazębiała się, była spójna i klarowna, a przy tym logicznie umotywowana.

Punktem orientacyjnym całego tomu jest II Wojna Światowa oraz czterech znamienitych geniuszy tamtego okresu: Wernera Heisenberga, fizyka pracującego przy projekcie bomby atomowej razem z niemieckimi naukowcami; Alana Turinga, ojca informatyki i człowieka pomagającego rozszyfrować Enigmę; Leo Szilarda, biologa molekularnego oraz fizyka również zajmującego się konstruowaniem atomówki; na koniec pozostaje Hugh Dowding, głównodowodzący RAF-u podczas bitwy o Anglię.

Opowieści z nimi w roli głównej, uzupełnione licznymi smaczkami z ich życia bądź prawdopodobnymi hipotez, ułożone są w dość specyficznej narracji, potęgowanej przez wyczyny Baudoina. Nie są to historie sensacyjne, scenarzysta nie wplata w nie spiskowych teorii, ani wymyślnych wątków, stara się dokładnie odtwarzać fragmenty z ich biografii, aby stworzyć spójne dzieło, dające czytelnikowi nie tylko ciekawą wiedzę o przedstawianych sylwetkach, ale zarysowuje również okoliczności, motywacje i dążenia, które wiele objaśniają. Niemniej, nie wszystko jest tutaj idealne – chaotyczność i nadmierność sugestii (wątek Heisenberga), lecz drobne minusy nie zakłócają ostatecznego, pozytywnego odbioru.

Warstwa graficzna, praca rąk Baudoina, to nieoczekiwane połączenie „szkolnych bazgrołów” wraz z odpowiednim wyczuciem rysownika, co w zestawieniu owocuje lekko abstrakcyjnymi scenami, wyrażającymi całkowicie poważne zdarzenia. Pozornie niedbała kreska pozwala czytelnikom szybko wniknąć w świat przedstawiony, a „ciężkie” treści generowane przez historię i strefę „przemytu” wartości scenarzysty zdają się łatwiej przyswajalne. Nie można zarzucić artyście, że poszedł prostszą drogą, bowiem w takim doborze technik i stylistyk wyraźnie widać zamysł, konsekwentnie wdrożony w życie.

„Księżycowi marzyciele” to tak naprawdę metaforyczne dzieło o wielkich ludziach i wielkich dokonaniach, przedstawione w przystępny dla wszystkich sposób, oferujące nie tylko wysokie wartości poznawcze, czasem moralizatorskie, ale też szczyptę autotematyzmu, zapewnionego przez „gościnny” występ obu autorów na kartach komiksu, debatujących o tworzonym przez siebie utworze. Coś nietypowego, dobra alternatywa dla poszukiwaczy czegoś rozwijającego – szczególnie w materii interpretacyjnej.

Dyskusja