Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polityczne intrygi, magia i żołnierskie występki – recenzja książki „Namiestnik”

„Namiestnik” to drugi, po „Adepcie”, tom cyklu „Materia prima” autorstwa cenionego Adama Przechrzty, który znany jest z zamiłowania do licznych historycznych nawiązań i tworzenia wciągających, pełnych akcji opowieści wpisujących się w szeroko pojętą fantastykę. Pierwszą część przygód alchemika Rudnickiego i potężnej, demonicznej Anastazji wspominam bardzo pozytywnie, lecz sięgając po jej kontynuację miałam sporo obaw, czy nie podzieli losu wielu serii i nie okaże się gorsza od poprzedniczki. Kiedy jednak tylko spojrzałam na równie udaną oprawę wizualną i zapoznałam się z kilkoma pierwszymi stronami powieści, te zaczęły ustępować, pozwalając na ponowne zatracenie się w niezwykłych dziejach specyficznego medyka. Czy dalsza część opowieści całkowicie rozwiała moje wątpliwości?

Fabuła i tym razem skupia się wydarzeniach, w które zostaje bezpośrednio wciągnięty Olaf Rudnicki. Poznana wcześniej Anastazja dość często mu towarzyszy, zwłaszcza, gdy ma miejsce jakaś walka bądź intryga i wspiera go swoją mocą, wciąż zaskakując wiedzą i sprytem. Razem będą musieli zmierzyć się z demonami Enklawy, a łącząca ich przysięga zostanie wystawiona na próbę. Rudnicki ponownie będzie musiał wykazać się ostrożnością, elastycznością, dociekliwością i kreatywnością, szczególnie starając się uratować carskiego syna, odkryć spisek i zachować twarz w oczach wyrachowanej, wymagającej arystokracji. Tymczasem wojna trwa w najlepsze i pochłania praktycznie wszystkich bohaterów, czy tego chcą, czy nie, niejednokrotnie narażając ich na niebezpieczeństwo.

Zarówno pierwszoplanowe, jak i poboczne postacie powieści odgrywają w niej pewną znaczącą rolę, mają własne charakterystyczne cechy, plany do zrealizowania, słabości i mocne strony, które nieraz zaskakują. Zarówno żołnierze, jak i arystokraci najwyższego szczebla, dzieci, czy też medycy zostali bardzo intrygująco, ale nieprzesadnie szczegółowo wykreowani i stanowią świetny punkt odniesienia dla toczących się wydarzeń. Ciężko znaleźć tu kogoś stereotypowego, nijakiego bądź płaskiego. Relacje pomiędzy bohaterami wypadają wiarygodnie i są dość złożone. Nie brakuje tu zarówno bitew, jak i niebanalnych romansów, kłótni, intryg, mezaliansów, czy rodzinnych układów.

W „Namiestniku” jest jeszcze więcej wartkiej akcji, niż we wcześniejszym tomie. Przedstawiona przez Przechrztę historia wciąga, delikatnie nawiązuje do rzeczywistych zdarzeń z okresu I wojny światowej i nawet przez chwilę nie zanudza czytelnika, jednocześnie nigdy nie dając mu jednak wrażenia zmęczenia bądź przesycenia informacjami. Zaskakujące zwroty fabularne, dość malownicze, ale treściwe opisy i bardziej subtelne momenty zostały wręcz idealnie wyważone w proporcjach, a całość zapewnia mnóstwo rewelacyjnej, niezmiernie wciągającej, intensywnej rozrywki. Dialogi bohaterów nieraz bawią i intrygują. Język charakteryzuje bardzo bogate, ale przystępne słownictwo, które umila lekturę. W przedstawionej przez Przechrztę opowieści ciężko znaleźć jakiekolwiek wyraźne wady, które mogłyby przeszkodzić w odbiorze całości.

Druga część cyklu „Materia prima” jest jeszcze lepsza, niż część pierwsza. Stanowi prawdziwą czytelniczą ucztę dla miłośnika rozrywkowej, pełnej akcji fantastyki z historycznymi odniesieniami. Po jej przeczytaniu mogę stwierdzić, że Adam Przechrzta prawdopodobnie zostanie jednym z moich ulubionych autorów. Z wielką przyjemnością wrócę do tej historii oraz sięgnę po jego kolejne powieści.

Ocena: 5/5

Dyskusja