Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeszcze jeden horror? – recenzja książki „Ucieczka”

Krzysztof T. Dąbrowski wyskoczył trochę z kapelusza – wiem, publikował w licznych antologiach i po trosze też w prasie, ale umówmy się w fantastyce to nie odbiło się szerokim echem – i „Ucieczka” stała się z praktycznie z miejsca odrobinę kultowa: wieści o wydaniu w USA (wbrew wszystkiemu nie jest to aż tak proste) i ciepłe przyjęcie wśród recenzentów oraz czytelników, wścibscy powiedzieliby, że coś jest nie tak… Mea culpa.

Na pierwszy rzut oka czytelnik sięga po typowy – można by powiedzieć nawet, że do bólu sztampowy – horror (a do pewnego stopnia i strony także i kryminał). Główny bohater, Marcin, dziennikarz wikła się w niełatwe śledztwo po części szukając adrenaliny i odświeżenia, po drodze zastanawia się nad własnym życiem, jeszcze niedokonanymi wyborami i sensem życia (filozoficzne tropy są w powieści mocnym plusem). W sztafażu małego miasteczka, nocą zmieniającego swe codzienne profanum w enigmatyczne sacrum, dochodzi do zdarzeń niedających się wyjaśnić. Cała sprawa wikła się, nie pozwala uchwycić się czegoś więcej niż mgliste świadectwa i nieprowadzące na razie donikąd poszlaki. Od tego momentu zaczynają się schody – i to schody wymagające od czytelnika, ale i wynagradzające sowicie.

Właściwie elementy weird fiction to miłe i praktyczne składniki, mieszające się z zagrywkami standardowego horroru, na szczęście Dąbrowski to zdolny krawiec (literacki) i potrafi zszyć poszczególne fragmenty tak, aby szwy nie były widoczne, a cienka nitka stanowiła ozdobę i „płynny” most. Jednak to – moim zdaniem – jeszcze nie ta sama półka, co Darda czy Gunia, przez co niektóre komponenty są wciśnięte trochę na siłę, aby lektura była – w założeniu – bogatsza. Sprawia to, że mocno osadzony na filarach tego świata horror groteskowo się przekrzywia – i nie chodzi tu o to, że do świata wnika coś niezrozumiałego, w pewnym sensie albo bezpośrednio destrukcyjnego, co zaburza naturalny porządek (bo to wszak topos grozy), ale o dorzucaniu trochę niepotrzebnych dodatków.

Językowo książka też całkiem nieźle się broni, ale to raczej poprawnie sklecone ciągi zdań, pozbawione czegoś wysublimowanego (jak w przypadku Guni chociażby). Jednak nie jest to coś przesądzającego o odbiorze „Ucieczki”, bo choć metaforyzmu w warstwie tekstualnej nie uświadczy się zbyt wiele (tylko okazjonalnie), to alegoryczność niektórych scen wynagradza czytelnikowi dużo.

„Ucieczka” nie jest wielkim odkryciem na rynku grozy – to dobra literatura, napisane poprawnie, angażująca czytelnika, pozwalająca mu zaznać trochę rozrywki, ale i dostarcza kilku tematów do przemyśleń. Dąbrowski zapowiada się – według mnie od „Ucieczki” – bardzo obiecująco, wypada teraz śledzić jego literackie poczynania. Kto wie, może jeszcze nas zaskoczy?

Ocena: 4.5/5

Dyskusja