Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kolekcja Komiksy Star Wars#4: „Klasyczne Opowieści tom 4” – recenzja

Przyszedł czas na spotkanie kadrów i dymków w kolejnym tomie Klasycznych opowieści. Na #4 Legend od wydawnictwa De Agostini czekałem z wypiekami na twarzy, gdyż wraz z końcowymi stronnicami rozpoczynamy przygodę z moim ukochanym epizodem ─ „Imperium Kontratakuje”!

Marcin 'Lekt' Wiatrak

Nieopierzony wciąż Luke i cwany Han Solo ponownie na gwiezdnych szlakach. Tym razem trwa poszukiwanie uzupełnień dla przetrzebionych szeregów Rebelianckich pilotów. Opowieść rozszerza historię znanej postaci admirała Casio Tagge wprowadzając członka jego rodziny, brata Ormana.

Mamy również prezentacje superbroni, której projektu nie powstydziłby się Kevin J. Anderson oraz wątek owładnięcie dziką zemstą i nienawiścią do Lorda Vadera, którego baron Orman pragnie skompromitować. Rzekłbym na przekorę, iż podkładamy tylko inny czas, miejsce i bohaterów, ale będąc sprawiedliwym nadmienię, iż tom #4 Klasycznych opowieści kontynuuje rozpoczęte uprzednio losy niezmordowanych herosów. Luke wraca na Tatooine by powstrzymać zamrażającą świat broń zwaną Mróz Omega… oraz na kolejnych kartach stacza pojedynek z Vaderem. Przerywnikiem przed wisienką na torcie czwartego albumu jest historia Luke i Lei, którzy po awarii hipernapędy wyskakują w zupełnie nieznanej galaktyce, poznając tajemniczą organiczną istotę, która ostatecznie pomaga bliźniakom wrócić w znane im regiony.

I wreszcie docieramy do słodkiej poezji kolorowych kadrów. Imperium, czyli epizod V. Uprzedzam jednak lojalnie mimo dokładniejszej (bardziej przypilnowanej i adekwatnej) adaptacji względem filmu, sporo wypowiedzi bohaterów odbiega od znanych ze srebrnego ekranu. Mamy tutaj pierwszy pocałunek przyszłych państwa Solo, mamy smaczki w postaci bazy Echo i przede wszystkim na korzyść Marvelowej adaptacji ESB z 1980 roku przemawiają rysunki. Kreska zdaje się być bardziej zjadliwa i „przetrawialna”, acz mimo wiadomych uproszczeń ilustracje stoją na wysokim poziomie.

Natomiast dla fanów Jedi, a nie jest to bynajmniej spoiler ─ do akcji wkracza pewien wielki-mały zielony mistrz.

Dyskusja