Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pomnik jak ze spiżu? – recenzja książki „Spiżowy gniew”

„Spiżowy gniew” Michała Gołkowskiego to zarówno otwarcie nowego cyklu autora, jak i nowej serii Fabryki Słów – „Polskie Fantasy”. Jak na otwarcie nie ma wielkiego zaskoczenia (efektu wow), ale nie jest też najgorzej, Samotnik z Sochaczewa sukcesywnie szlifuje warsztat i stara się opowiadać znane historie na nowo (bawi się w swoisty retelling), co wychodzi mu całkiem dobrze.

Jednak wciąż popełnia te same błędy, jakie można było – licznie uświadczyć – w „Ołowianym świcie” i „Sztywnym” oraz – odrobinę mniej – w cyklu o Komorniku. Chodzi głównie o pewne zabiegi à la deus ex machina, szafowanie wulgaryzmami jako czymś niezbędnym i mającym „uatrakcyjnić” czytelnikowi lekturę, czy uproszczeniami. Ale powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że taki właśnie zaczyna się Gołkowskiemu kształtować styl. W „Śpiżowym gniewie” szczęśliwie tych „gaf” jest o wiele mniej niż w poprzednich książkach autora.

Fabuła nie powinna swą konstrukcją i przebiegiem nikogo zaskoczyć. Ot, pewien cesarz pragnie pokoju z nieodległym sąsiadem, czego zaświadczyć ma złączenie rodów za sprawą córki cesarza i syna wyspiarskiego władcy. Nie do chodzi jednak do skutku, gdy w państwie pojawia się wojownik znikąd Zahred, wkradający się w łaskę monarchy i pnący się na szczyt drabiny władzy. Nasilenie waśni następuje w chwili śmierci cesarza i wstąpienia na tron jego syna, nienawidzącego sąsiada i niemającego najmniejszego zamiaru oddać siostrę w ręce wroga – zwłaszcza, że sam jej pożąda.

Gołkowski na dobre zaczyna zadomawiać się w fantasy, czerpiąc z klasyki (zarówno zagranicznej – tu Karl Wagner się kłania – jak i polskiej), aby uzupełniać i motywować fabułę książki. Ten gatunek nie jest dla Gołkowskiego bynajmniej jedynym źródłem inspiracji – Stanisław Lem, biblijne motywy, historia Imperium Romanum czy kultura dawnych barbarzyńców również znajdują w powieści swoje miejsce, a taki recykling popkulturowy działa właściwie całości in plus. Intryga sama w sobie również rozwija się dość szablonowo – są miejsca na suspens, ale nieodświeżający – lecz książkę czyta się przyjemnie i raczej bez większych zgrzytów.

Gołkowski rekompensuje drobne minusy i wpadki kreacjami bohaterów. Pisarz znad Wisły przykłada najwięcej uwagi rysom charakterologicznym i rozkłada na nich większość akcentów – czuć, że protagonista to osoba żywa (ha!), mająca swój plan i niezmienne cechy, ale także zmieniająca się pod wpływem bodźców zewnętrznych. Podobnie jest również z pozostałymi sylwetkami – chociaż to główny bohater zawsze stoi na pierwszym planie – niemniej ich role w lekturze zostają poprawnie wypełnione i prawie nigdy nie sprawiają wrażenia oderwanych od całości, pretensjonalnych.

Wyżej padło kilka słów i ocen dość nieprzychylnych Gołkowskiemu, lecz trzeba wiedzieć, że jest to jego – w mojej opinii – najlepsza książka, która nie sili się na bycie czymś, czym nie jest, wyraźnie zarysowuje swój ludyczny charakter. „Spiżowy gniew” mocno stoi bohaterami, fabuła potrafi bawić i zaangażować, a niektóre treści potrafią poruszyć czytelnika do refleksji – a to bardzo dużo, jak na powieść, która z założenia miała być przyjemnym czytadłem.

Ocena: 4/5

Dyskusja