Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Władcy Ognia – recenzja wydania DVD „Tylko dla odważnych”

Amerykanie mają słabość, ale i dar, do tworzenia widowiskowych opowieści o swoich narodowych bohaterach. Tym razem, filmowcy z Hollywood podjęli się zobrazowania opartej na prawdziwych wydarzeniach fabuły, opowiadającej o jednostce strażackiej Granite Mountain, która jako pierwsza w USA, uzyskała elitarny status grupy do zadań specjalnej, przekwalifikowując się uprzednio z tradycyjnej jednostki miejskiej.

O „Tylko dla odważnych” nie słyszałem wiele, jedyne co kojarzyłem z filmem, to osobę reżysera Josepha

Kosinskiego, twórcę takich produkcji, jak „Tron: Dziedzictwo” oraz „Niepamięć”, należących do gatunku science fiction. Najnowszy obraz twórcy, nie ma wiele wspólnego z jego wcześniejszymi dokonaniami. „Only the brave” (jak brzmi oryginalny tytuł) to biograficzny dramat, skupiający się na losach przyziemnych bohaterów, strażakach pochodzących z Arizony i walczących z niszczycielskimi pożarami, zagrażającymi ich rodzimym okolicom. W filmie nie zabrakło widowiskowych scen, obrazujących potęgę żywiołu, niemniej, główna oś historii skupia się na codziennym życiu strażaków. Podczas seansu „Tylko dla odważnych”, początkowo odnosimy wrażenie obcowania z filmową laurką poświęconą dokonaniom autentycznych postaci, jak się szybko okazuje, są to mylne odczucia. Produkcja Kosinskiego, mimo kilku ckliwych momentów urzeka właśnie bezpretensjonalnym przedstawieniem głównych protagonistów. To przyziemna opowieść o swojskich facetach, pijących browary z kumplami, borykającymi się z opłaceniem rachunków i problemami z kobietami.

Zadaniem ekipy filmowej było zaznajomienie widzów ze sposobem działania jednostek specjalnych w pożarnictwie, jak deklaruje sam reżyser, a z czym zgadza się tutejszy recenzent, większość odbiorców nie orientuje się, czym one są i jaką pełnią rolę w przypadku poważnych klęsk żywiołowych. Owe jednostki, są grupami działającymi na pierwszej „linii frontu” walki z pożarem, nie korzystają z wody, ogień zwalczają ogniem, poprzez kontrolowane wypalanie zagrożonych obszarów i inne prewencyjne metody, wszystko to w ekstremalnych warunkach, na granicy życia i śmierci. W skład Granite Mountain wchodziło dwudziestu członków, ich historię poznajemy przez pryzmat dwóch bohaterów: charyzmatycznego dowódcy Erica Marsha (w tej roli Josh Brolin, znany z „To nie jest kraj dla

starych ludzi”) oraz Brendana McDonougha (Miles Teller, „Whiplash”), młodego narkomana, który upatruje szansę na naprawienie życiowych błędów w zawodzie strażaka. Między mężczyznami rodzi się swoista, ojcowska/braterska więź. Pomiędzy wierszami filmu możemy doszukać się licznych aluzji do życiorysów faktycznych postaci, którym poświęcony jest obraz. Obserwujemy protagonistów z krwi i kości, zdajemy sobie sprawę, że członkowie Granite Mountain na czele z Marshem, to ludzie często połamani życiowo, jednak produkcja w stonowany sposób porusza tą kwestię, nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi na przyczyny tego stanu rzeczy. Kosinski preferuje uruchomienie wyobraźni u widza i skłonienie go wysnucia własnych wniosków na temat motywacji poszczególnych bohaterów, poprzez obserwację ich zachowań. Wątek Marsha pokazuje bolączki, jakie wywołuje próba połączenia ekstremalnego zawodu z codziennym życiem rodzinnym, natomiast sceny z Brendanem to rasowy przykład opowieści z rodzaju „od zera do bohatera”. Chłopak początkowo traktowany przez kolegów z drużyny z pogardą, stopniowo zapracowuje sobie na ich zaufanie.

Na drugim planie przemyka Jennifer Connelly w roli żony Marsha (w moim odczuciu jej wątek doczepiono do produkcji na siłę) oraz bardzo przyzwoity Jeff Bridges, który ponownie odgrywa rolę starego kowboja, ale w zupełnie innej niż dotychczas tonacji. Na wyróżnienie zasługuje Taylor Kitsch (odtwórca głównej roli w nieodżałowanym „Johnie Carterze”), wcielający się w Christophera MacKenzie, zawadiackiego członka Granite Mountain, wokół którego zbudowano warstwę komediową filmu.

W ścieżce dźwiękowej czuć naleciałości z poprzednich filmów Kosinskiego, kompozytor Joseph Trapanese stworzył dynamiczną, elektroniczną muzykę, nadającą tempa wydarzeniom. Efekty wizualne robią wrażenie, sceny pożarów na przestrzeni metrażu filmu, są subtelnie dawkowane widzowi, nadrabiając ten fakt w emocjonującym finale, gdzie obserwujemy tragiczny spektakl ogromnej pożogi w Yarnell z 2013 roku, ścierającej się z bohaterami.

Szybki research w Google, odpowie nam na pytanie, dlaczego ktoś postanowił nakręcić film akurat o Granite Mountain. Lepiej oszczędzić sobie tej wiedzy i zapoznać się z otwartym umysłem z dziełem Kosinskiego. „Tylko dla odważnych” to zwarta i emocjonalna produkcja, przeplatająca dramat obyczajowy z rasowym kinem katastroficznym, kładąc silny nacisk na relacje między bohaterami w obliczu zagrożenia. Jeżeli podobały wam się takie filmy jak „Deepwater Horizon” albo „Helikopter w ogniu” powinniście sięgnąć po recenzowany tytuł. To dobre kino, zagrane
z pazurem i opowiadające nieznaną w naszym kraju historię, która może zostać z widzami jeszcze długo po seansie.

*Film wyszedł na DVD w wydaniu booklet, w książeczce dołączonej do dzieła, znajdziemy poszerzone informacje dotyczące autentycznych wydarzeń, na których podstawie oparto film i zakulisowe ciekawostki o powstawaniu produkcji. Sugerowane jest zapoznanie się z nimi po seansie.

Ocena: 4/5

Dyskusja