Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Marta Kisiel – Toń – prolog

Prolog

Ciało Mądrzywołka wypłynęło o świcie.
Wyłoniwszy się nieopodal wierzby płaczącej, której witki muskały staw, unosiło się na powierzchni, jak gdyby czekało, aż promienie jesiennego słońca na powrót tchną w nie odrobinę ciepła. Już nigdzie się nie spieszyło. Już nikt nie zawracał mu głowy, teraz bardziej niż kiedykolwiek otwartej na świat. Płynęły minuty i kwadranse, woda stała, rzęsa gęstniała, a słońce robiło, co w jego mocy. Niestety, bez powodzenia. Pochłonięte zawiłościami stężenia pośmiertnego ciało pozostawało nieczułe na pieszczoty.
Nieodłączni gapie zatrzymywali się kawałek od brzegu i z bezpiecznej odległości, chronieni mocą taśmy ostrzegaw¬czej, sycili się cudzym przeminięciem i własną trwałością. Po czym wracali do swoich spraw ze wspomnieniem trupa pod powiekami, dopóki nie wypalił go stamtąd blask słońca i feeria ciepłych barw, w których o tej porze roku tonęły gwarne ulice miasta.
Jedynie Gerd wciąż stał w milczeniu, myśląc o ni to żół¬tym, ni to zielonym napisie na tle granatowej kamizelki, ciemnej i grubej. Przyglądał się cichej krzątaninie policjantów nad stawem, gdy naraz poczuł za plecami znajomą, intensyw¬ną obecność.
– Musimy je ostrzec – wychrypiał w końcu, nie odwracając głowy. – Zanim będzie za późno.
Minęła długa chwila, zanim usłyszał odpowiedź.
– Nie. Nie musimy.
Nie tego się spodziewał.

Dyskusja