Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sierociniec szaleństwa – recenzja mangi „The Promised Neverland” #2

Czego jak czego, ale nie spodziewałem się, że manga skierowana dla nastolatków – głównie chłopców – będzie aż tak wciągająca i odprężająca, jak „The Promised Neverland”, czyli nietypowa shōnen-manga w konwencji horroru.

Sielankowe życie Emmy, Raya i Normana legło w gruzach, gdy odkryli mroczny sekret Grace Field House, miejsca, które dotychczas nazywali domem. Ich największym pragnieniem jest obecnie opuszczenie tego domu i ucieczka przed tym, czego się dowiedzieli. Emma stara się jak może, aby wkrótce wszystkie dzieci wydostały się stamtąd, ale musi uważać, osoba zwana do niedawna matką nie poprzestanie na zwykłej karze, a pomagająca jej Krone staje się coraz bardziej czujna.

Rzecz fabularnie toczy się dynamicznie, sceny nie dłużą się i sekwencja zdarzeń jest płynna, co i rusz dostarcza czytelnikowi nowych wiadomości, przewartościowuje stara informacje oraz buduje napięcie, korzystając także ze swoistych cliffhengerów. Narracja zmieniła się w stosunku do pierwszego tomu – ma trochę odmienną strukturę, bardziej angażuje odbiorcę w akcję i momenty krytyczne, niż w poznawanie świata, które było bodaj najważniejszym punktem w opowieści z poprzedniej części – ale takie przemiana wyszła na dobre, zapobiegła wprowadzeniu do cyklu monotonii.

Jeżeli chodzi o łatkę horroru, nie została przypisana tytułowi bezpodstawnie, to – mimo kilku zwodnych tropów – nie dark fantasy, lecz pełnokrwista groza, złagodzona odrobinę, bo target celuje także w nastoletniego odbiorcę. Kaiu Shirai w pozornie bezpieczny, poukładany świat wprowadziła czynnik niepasujący do uniwersum (do tego element fantastyczny), burzący reguły przedstawionego świata, wnoszący do niego chaos, który protagoniści będę chcieli wykluczyć, aby przywrócić porządek – tj. najbardziej tradycyjne założenie horroru jest w tym przypadku znakomicie odtworzone. Jednak pomimo schematów i motywów wynikających z gatunku, manga nie ogrywa najpopularniejszych szat, siła chaosu jest tu tajemnicza (co nie jest novum) i całkiem oryginalna, niszcząca/zmieniająca ten świat w równie nieoczywisty sposób.

Shirai jeszcze raz idzie bocznym szlakiem – jeżeli chodzi o kompozycję shōnen-manga, wykorzystuje tu perspektywę wysportowanej, pojętnej dziewczyny (Emmy), postawionej w roli swoistego wybawcy/bohatera, mającego stanąć naprzeciw sile chaosu i zatrzymać ją, na nowo wprowadzając porządek. Na razie, taki obraz buduje przed nami autor, ale kto wie, czytelnicze oczekiwania i pozorne klisze już nie raz na łamach dwóch dotychczas wydanych tomików były przełamywane.

Praca Posuki Demizu też nie jest czymś sztampowym – ilustratorka, choć utrzymuje wysoki standard współczesnych komiksów japońskich, zaczyna wykazywać indywidualne rysy stylu. Ciekawe modele postaci, łagodna, plastyczna kreska, płynne linie, ekspresyjne przedstawienia elementów świata tworzą spójne uniwersum, autorka graficzna poprawnie i eksperymentalnie (udatnie) korzysta z kilku technik cieniowania – w tym paru rastrów – i wypełnień tła.

Drugi tom „The Promised Neverland” wciąż utrzymuje ciekawość czytelnika na odpowiednim poziomie, dodatkowo finał sprawia, że część trzecia będzie wyczekiwana – narracyjnie pierwsza klasa na swej półce, graficznie jest podobnie. Czyli gratka dla poszukujących w opowieściach walki o przetrwanie, silnie zarysowanych bohaterów i mrocznych sekretów, do tego przyjemna i miła na chwilę wytchnienia.

Ocena: 3.75/5

Dyskusja