Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

The Goddamned. Przeklęty: Przed powodzią (tom 1), czyli „wszyscy jesteśmy potworami boga”- recenzja albumu

Koncepcja „boga”, który spoglądając na nieudane dzieło stworzenia odszedł na nielimitowany urlop, nie potrafi mnie znudzić. Wątek licznie eksploatowany w literaturze oraz grach wideo w wykonaniu komiksowego przeklętego, siwowłosego wędrowca wali w twarz bez kompromisów. Nie uświadczycie tutaj półśrodków, gdyż jest ostro, ordynarnie i dosadnie. Fanatyczni chrześcijanie poczują się urażeni, lecz taka wizja piekła na ziemi trafia w punkt bardziej niżeli niebo rysowane patykiem na wietrze! Mocarna narracja! Wszak „wszyscy jesteśmy potworami boga”!

Marcin 'Lekt' Wiatrak

„Człowiek, który wymyślił morderstwo”

Zbiorczy album „Przeklęty: Przed powodzią” (tom pierwszy) zawiera pięć zeszytów wydanych pierwotnie w listopadzie 2015 roku. Scenariusz Jasona Aarona tworzącego m.in. najnowsze „Gwiezdne Wojny” dla Marvela nie przebiera opowiadanej historii w fatałaszki koronkowych konwenansów. O „bogu” na tej jałowej cywilizacyjnie pustyni pełnej kości, niewielu ma dobre zdanie. Zresztą sam kreacjonista ludzkich losów w 1600 lat po wygnaniu Adama i Ewy z raju zostawił ludzi samych sobie. Ziemia według Aarona przypomina biblijną Ziemię odartą z lukru, gdzie zamiast namiastki harmonii mamy krew, trupy, flaki i ekskrementy. Wszystko w znacznej ilości. Bywa przytłaczająco, ale diabelnie soczyście!

Rysunki serbskiego artysty Rajko Miloševića (używającego pseudonimu Gera lub R.M. Guéra) doskonale oddają smród łajna, biedę i smutny los podrzędnie traktowanych niewolników. Atmosfera wykreowanego świata jest gęsta niczym mikroklimat komory gazowej. Mroczna stylistyka z ciemnymi, ziemistymi barwami, nie udaje kolorowanki dla przedszkolaków. Rysowana Ziemia przywodzi na myśl krajobraz postnuklearny, wszędzie hordy obdartych dzikusów i bezbożnie zdeformowanych kreatur. Ziemia zapomniana przez swego rzekomego, mitologicznego stwórcę przypomina wariację fantasy z zapisami Starego Testamentu. I dla bezpieczeństwa przed krucjatą z widłami, zakończyłbym dalszy wywód, acz jako historyk uważam Biblię (w wybranych fragmentach) za źródło historyczne, reszta stanowi czyste fantasy. Prawie jak w „Przeklętym”, który czepie inspirację z opowieści o pierwszych ludziach.

Głównym bohaterem „Przed powodzią” (tym fizycznym, namacalnym) bez wątpienia jest sam Przeklęty. Zgorzkniały, pozbawiony nadziei i niezwykle sprawny w eksterminacji. Na pierwszy rzut oka przypomina nieco wychudzonego Geralta, ino bez blizn. Sklejonego z elementów barbarzyńcy z „Baldur’s Gate” od BioWare i stylu ubioru pierwszych koczowników. Przeklęty morderca, przeklęty nieśmiertelny. Syn pierwszego człowieka, przez którego nawet małpy pospadały z drzew. Bratobójca jak mantrę powtarzający, iż dobrzy ludzie nie istnieją, nigdy nie istnieli ─ Kain, co zabił Abla… ma nasz biblijny Geralt solennego pecha. Otóż „bóg” uczynił go nieśmiertelnym. Kain cierpi, gorzknieje z każdą kolejną stroną, szuka resztek litości w zepsutym świecie, ale nie błaga, nie skomle. Kain to twardy skurczybyk, niosący na plecach niebywale ciężkie brzemię. Pragnienie śmierci wręcz wrzeszczy z wyrazu jego twarzy! Sprytne wplecione przez scenarzystę wątki walki z gigantem, upadłym (kolejny do kolekcji) synem anioła i ziemskiej kobiety zwanego nefilim, nadają dodatkowego wyrazu tragizmowi Kaina. Drugim towarzyszem Przeklętego pozostaje kolosalnie zniszczony świat, broniący się samodzielnie, krocząc tuż obok Kaina, mający swoje własne zdanie, z którym nawet wszechmocny grzesznik i pierwszy morderca musi się liczyć. Ów świat robi za antybohatera ─ uzupełnia i dopełnia najgorsze z cech Kaina.

Akcja nabiera rumieńców gdy „grzesznik i skaziciel” spotyka „wybrańca i wybawcę” imieniem Noe, tak, dokładnie tego samego, który w wykonaniu duetu Aaron/Guéra jest podłym okrutnikiem niosącym na swoją modłę słowo „Pana”. I oczywiście budującego arkę. Finałowe zatoczenie przez fabułą pętli wychodzi albumowi soczyście i niezwykle przekonująco. Kain wie, iż ludzie nigdy już nie przestaną być tymi plugawymi ludźmi, którzy wyszli z Edenu by mordować!

Czekam niezdrowo podniecony na kolejne spotkanie z przygnębiającym, nieco odmienionym duchowo Kainem. Bohaterem i antybohaterem zarazem, wciąż depresyjnie wciągającym, acz poszukującym już wyłącznie ukojenia w śmierci. Bóg natomiast gdziekolwiek zaginął, powinien mieć się na baczności… Kain wyglądał na mocno poirytowanego!

Dyskusja