Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Batman. Świt mrocznego Księżyca, czyli Nietoperz-retro w natarciu – recenzja albumu

Komiksowy Oskar zobowiązuje. Z twórczością Matta Wagnera, laureata Nagrody Eisnera trudno podjąć polemikę, gdyż oferowana porcja nostalgii wypacza obiektywizm miłośnika klasyków. Przy obecnym zalewie rynku retconami (N52 oraz najnowsze Odrodzenie) cienkimi niczym sprane prześcieradło, zaprezentowane w albumie opowieści oddają hołd dawnym czasom, gdy Batman bez pancerza nosił jeszcze pantalony na widoku. Czasy gdy 'Bat-Man' zaczynał swe nocne igraszki z bandyckim światkiem Gotham! Czasy, gdy rodziła się legenda Mrocznego Rycerza, uważanego za odzianego w maskę i pelerynę Łotra wyjętego spod prawa!

Marcin 'Lekt' Wiatrak

„W leżu potworów zamaskowany mściciel nie okazuje strachu”

Album zbiorczy zatytułowany „Świt mrocznego Księżyca” zawiera dwie miniserie wydane pierwotnie w latach 2006-2007: „Batman i Ludzie Potwory” oraz „Szalony Mnich”. Batman napisany i narysowany przez Matta Wagnera podaje o początkach Gacka w Gotham. Początkach na tyle głębokich, iż Mroczny Rycerze nie dysponował jeszcze znanym powszechnie Batmobilem, zaś sam strój wyraźnie pokazuje w jakiej erze będziemy się poruszać. Batmana nieco nieopierzonego, bez wyraźnie wytyczonych metod działania, nieco błądzącego. Batmana bardziej ludzkiego niżeli wiele pergaminowych gwiazd jałowych filmów akcji.

Zbiorczy „Świt” opowiada o makabrycznych badaniach naukowca-banity Hugo Strange, tworzącego szkaradne genetycznie modyfikowane monstra, jedzące ludzkie mięso oraz sekcie i jej tajemniczym przywódcy podającym się za wampira. Przyznacie całkiem ─ sporo jak na jednego Nietoperza. Albumowi antagoniści Batmana z pewnością nie są szarymi cinkciarzami ani zwykłymi opryszkami, tłuczonymi hurtowo na ulicach Gotham. Batman pomiędzy newralgicznymi dla fabuły zwrotami zmaga się z handlem heroiną przerzucaną w opanowanych przez gangsterów miejskich dokach. Nierówna walka z biznesem narkotykowym doskonale łączy wątki pomiędzy postaciami drugiego planu. Warto pamiętać obcując ze „Świtem”, iż scenariusz Wagnera posiada sporą ilość podwarstw, pomalowanych równie atrakcyjną kolorystyką Dave’a Stewarta.

Wagnerowski Batman jest niezwykle przyziemny, utrzymany w ryzach kanonu srebrnej ery i szkielecie szkoły najlepszych albumów z wciągającą, niosącą przekaz historią. Podwójne życie, czyli peleryna i maska za cenę złamań oraz siniaków. Bruce związany z córką potężnego finansisty odkrywa brutalną prawdę o samotności i pustce w sercu. Droga, którą obrał będzie się dopiero rozgałęziać, lecz już na samym jej początku nie ma nazbyt wiele miejsca na frywolną miłość i kaprysy. Wybornie wypadł wątek pomocy jakiej Bruce udzielił zadłużonemu Madisonowi ─ ojcu Julie. Czyn mający na celu ukoić strach ukochanej o rodziciela ma jeszcze ludzkie podłoże, nie został poczyniony z pobudek egoistycznych. Bruce dopiero zgorzknieje, krocząc w objęcia chłodnego emocjonalnie mściciela, którym stanie się po kilku latach walki z brudami Gotham.

Drugą historię otwiera krótkie spotkanie Batmana z Catwoman w fioletowym kostiumie, raczej bez szerszego związku z dalszymi wydarzeniami. „Szalonego Mnicha” poświęcono wyzwaniu, z jakim Batman dotychczas nie miał sposobności się zmierzyć. Bractwo Wiecznej Nocy będące zbieraniną okultystów pragnących nieśmiertelności, odprawia mroczne rytuały zakończone pojeniem wyznawców krwią zamordowanych ofiar. Gacek usiłuje rozwikłać zagadkę pozbawionych krwi denatów, ustawicznie walcząc z przeciwnościami. Bruce odkrywszy ostatecznie leże „potwora”, zmierza na spotkanie mistycznej siły, w walce z którą spryt oraz odrobina superbohaterskiego fartu powinny zatriumfować, lecz czy nie będzie to pyrrusowe zwycięstwo?

Odniesienia do wampiryzmu oraz wątek poszukiwania życia wiecznego, okraszone brutalnością i sporą dawką krwi, wyraźnie wskazują, iż komiks przeznaczony jest dla dorosłego odbiorcy. Batman przyjmuje solidną porcję ciosów, połamany, zakrwawiony walczy o przetrwanie. Toczy bój o swe mroczne imię! Podczas starcia z enigmatycznym „Mnichem” Bruce ocierając się o śmierć, bada jednocześnie limity Batmana. Za wspomnianą maskę i pelerynę przyjdzie mu jednakże zapłacić wysoką cenę.

„Świt mrocznego Księżyca” pozostaje graficzną ucztą, acz ze specyficzną oszczędną kreska. Istna rysowana powieść detektywistyczna. Czuć w niej ciężar rozterek Bruce’a wobec ukochanej Julie, także wobec wykonywanej misji. Dodatkowo kapitan Gordon (zgrabne odniesienie do „Roku pierwszego” Franka Millera) musi użerać się ze swym przełożonym oraz rozgryzaniem motywów działalności Batmana. Klasyczni gangsterzy osobowościowo sportretowani zostali dość podobnie jak np. w „Długim Halloween”. Sal Maroni pracujący dla Carmaine’a Falcone zwanego „Rzymianinem” nie będzie miał z Batamanem lekkiego żywota.

„Czasem nawet najgorsze zakończenie może przynieść przełom”

Wagner zarówno w „Ludziach potworach” jak i „Szalonym Mnichu” reinterpretuje klasycznego Człowieka Nietoperza. Obie opowieści stanowią wybornie uwarzoną miksturę o niezwykle zbalansowanych ingrediencjach. Odnajdziemy weń nostalgicznie wątki detektywistyczne, refleksyjne oraz elementy składowe kształtujące przyszłego Obrońcę Gotham. Brutalizm walki z Ludźmi-Potworami w rezydencji Falcone ociera się o solidną dawkę gore. Dominująca atmosfera zepsucia i zagrożenia stanowiąca pomost pomiędzy historiami, przeplata wątek nierozwikłanego narkotykowego śledztwa.

Technicznie album wydano w serii DC Deluxe w twardej oprawie z kolorową obwolutą na doskonałej jakości papierze. Album wieńczy posłowie autorstwa Kamila Śmiałkowskiego oraz galeria okładek. Ogromne brawa dla autora za pociągnięcie wątków walki Batmana ze zbrodnią w Gotham z doskonałego „Roku Pierwszego”. Bardzo cenię klasyczne opowieści o superbohaterach, niewciskające nachalnie odbiorcy kolejnej kreacji narodzin danego herosa. W „Świcie” Batman już działa, lecz jego początki są jeszcze mocno nieokreślone i nieugruntowane. Tytuł albumu natomiast odnosi się do użytej przez jedną z postaci wypowiedzi, posiada oczywiście swój ukryty sens przeznaczony do samodzielnej interpretacji. Słowem podsumowania klasycznych opowieści o Batmanie. Z dziełem Matta Wagnera mam jeden drobny problem. Rozczarowuje nieco banalny finał, upstrzony w wyświechtany kres wielkiej miłości; choć wątek ów został dobrze poprowadzony od pewnego punktu zmierzał po równi pochyłej. Pozostałe drobne mankamenty bledną wobec siły wciągającego scenariusza i nieserwowania wszystkiego na srebrnej tacy.

Dyskusja