Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ale to już było – recenzja mangi „Posępny Mononokean” #7 i #8

Siódmy i ósmy tom „Posępnego Mononokeana” w zasadzie nie wprowadzają niczego, czego wcześniej czytelnicy nie uświadczyli na kartach cyklu. Kiri Wazawa konsekwentnie tworzy historię pełną absurdów, rubasznych i komicznych scen, w których bohaterowie padają ofiarą niewybrednych żartów. Czyta się szybko i w chwili, gdy potrzeba raczej rozluźnienia, niż pełnokrwistej przygody bądź fabuły z poważną problematyką w tle.

Kiri Wazawa zdążył przyzwyczaić już czytelników serii do tego, że nie mają co spodziewać się głębokich wywodów, emocjonujących, wypełnionych napięciem przygód, poruszających epizodów czy historii o czymś ważnym. „Posępny Mononokean” to coś, co można czytać między „Gdy zapłaczą cykady”, „Do Adolfów” i „Shi Ki”, aby jednocześnie dostarczyć sobie całkowicie niezobowiązującej rozrywki, takiego typowego „odmóżdżacza” i ochłonąć przed czymś bardziej angażującym, wymagającym i zmuszającym do refleksji, bowiem tych za sprawą „Posępnego Mononokeana” zwyczajnie nie uświadczymy. Co wcale nie jest zarzutem wobec cyklu, ponieważ jego rola jest zupełnie inna – ma zapewnić (może nie najwyższych lotów) przyjemność, rozładować napięcie po ciężkim dniu i nie zaprzątać zbytnio myśli.

W siódmym tomie Wazawa sprowadza i dla Mistrza Mononokeana, i dla Ashiya nowe wyzwania, które dadzą czytelnikowi wgląd w zakres ich zadań i rozbudowują nieco świat przedstawiony (szczególnie jego demoniczną stronę). Oczywiście, autorka nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie zesłała na protagonistów odrobiny trudności, kłopotów, przeszkód, związanych z aktualnym celem. W taki sposób dostajemy to, co znamy w nowej szacie, lecz wciąż poznawanie tych wątków przynosi raczej przyjemność, niż irytację. Ponadto, jeden z bohaterów wpada w poważniejsze tarapaty i tym, zajmuje się ósma część serii.

W nim to właśnie Abeno i Ashiya muszą zająć się ratowaniem towarzysza, zwłaszcza, że całe zajście okazuje się próbą „wrobienie” bohatera w coś, czego w ogóle nie zrobił. Jednak sytuacja ma drugie dno, o którym Mononokean i jego uczeń w swoim czasie się dowiedzą. Jakby tego było mało, oprócz skomplikowanej sprawy oskarżenia, Ashiya zostaje wzięty na celownik przez kogoś wcale potężnego, kto nie odpuści tak łatwo chłopakowi.

Oba tomy grają na podobnych klawiszach – mają dostarczyć rozrywki, za sprawą pozornie zawiłych problemów, które przysparzają wykonawcom (protagonistom) niemało pracy i wymagają wielkiego wysiłku, no i ciągle bombardują czytelnika żartami w mniejszym bądź większym stopniu śmieszących (czasami po prostu nie da się ich przetrawić). Niemniej, sposób, w jaki podchodzi się do japońskiego komiksu sprawia, że nie oczekuje się od niego wiele, więc nic dziwnego, że po lekturze „Posępnego Mononokeana” odbiorca pozostaje usatysfakcjonowany.

Fabularnie wciąż nie do końca wiadomo, dokąd zmierza cała seria, brak wielkiego wyzwania, klarownego nemezis, kataklizmu czy nawet swoistych prób sugeruje, że czytelnik będzie miał do czynienia z tzw. tasiemcem. Nic w tym złego, ale skutkuje to z pewnością mniejszym przywiązaniem do serii i bohaterów, zwłaszcza, że akcja rozwija się często po utartych schematami szlakach i brakuje tu odpowiedniego napięcia, poczucia, że protagoniści doznali prawdziwej straty, ucierpieli. Na obecną chwilę mają zbyt wiele pomyślności, mimo natłoku obowiązków i problemów nie ponoszą wielu konsekwencji, a z przeciwnikami radzą sobie nad wyraz łatwo i szybko – przez co odbiorca jakoś niespecjalnie martwi się o ich losy, bowiem te są dość przewidywalne.

W materii graficznej z kolei czytelnik otrzyma standard w „Posępnym”, czyli proste, schludne oraz przejrzyste szkice, a modele postaci są charakterystyczne i rozpoznawalne. Chociaż niektóre elementy wyglądu zostały – mam wrażenie – nieco skopiowanie, co sprawia, że w czarno-białej kolorystyce przy zestawieniu dwóch podobnych bohaterów obok siebie może być dla odbiorcy odrobinę kłopotliwe. Takie sytuacje na szczęście nie zdarzają się często.

Siódmy i ósmy tom „Posępnego Mononokeana” to, nie oszukujmy się: powtórka z rozrywki, która dostarcza nam dobrego sposobu na kilka chwil niezobowiązującej przyjemności, gdzie żart niewybredny będzie ścielił się gęsto, zaś bohaterowie będą nierzadko stawiani w dwóch rolach: comic reliefu i osoby rozwiązującej problem.

Ocena: 2.8/5

Dyskusja