Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czas mordu – recenzja mangi „Murcielago” #3-5

Kana Yoshimura mnie przeraża. Już dwa pierwsze tomy „Murcielago” udowodniły, że nie będzie to kolejna siląca się na brutalną, seksualną opowieść serię, a w istocie będącą ckliwą wydmuszką, gdzie co bardziej intymne części ciała są mocno ukrywane, o tych sprawach dobitnie się nie mówi, a okrucieństwo skrywane jest na wiele sposobów tak, że właściwie go nie ma. Nie, „Murcielago” niczego nie ukrywa.

W trzech kolejnych tomach – trzecim, czwartym i piątym – wcale nie będzie lżej, atmosfera gęstnieje, na światło dzienne wychodzą coraz to nowe, niepokojące fakty, a czytelnik mierzy się z tym, że świat przedstawiony nie będzie oszczędzać bohaterów. I chyba oni są tym, dlaczego powraca się do tego cyklu… No, chyba że ktoś uwielbia zagrywki Martinowe, czyli pastwienie się nad wszystkimi aktorami utworu, niezależnie od tego, po której stoi się stronie, co się robi, nagroda zawsze ma posmak goryczy. Jednak to trochę dziwne czytać mangę dla bohaterów często antypatycznych, sadystycznych, masochistycznych, odpychających i łamiących znane nam tabu – a może to przesądziło sprawę, ukazanie czegoś, czego raczej nikt nie uświadczy na własnej skórze.

Drugą sprawą jest kontrowersyjność treści, która nie tylko przyciąga, lecz także sprawia, że konkurencja jest niewielka, a „Murcielago” wypełnia rynkową dziurę. Nie ma co ukrywać, to czyste yuri, z masą wylewającego się okrucieństwa, krwi i nagości, nagości dodajmy kobiecej w barwach lesbijskich. Ale o czym jest seria? O morderczyni pracującej na zlecenie policji, lubującej się w bardzo krwawych, wręcz rytualnych mordach, dokonywanych na przestępcach – wyrywanie flaków, kończyn, oczu, miażdżenie członków ciała to zasadniczo norma w jej działaniach. Nie brakuje także pikantnych scen z nią w roli głównej – i to nierzadko bardzo wyuzdanych.

Trzecia rzecz to właśnie główna bohaterka. Dosadna do granic, niechodząca na kompromisy i niedająca za wygraną, a przy tym świetnie bawiąca się przy wykonywaniu swojej pracy, czyli rozwalania kolejnych celów. Urodzona morderczyni-sadystka. W dodatku niezwykle „napalona” na własną płeć – no i to ona występuje w roli drugiej połówki w tych erotycznych epizodach. Nie można zapomnieć także o supermocach protagonistki, a długi język, wielka siła i zmysł przewidywania ruchów przeciwnika to tylko garść z nich i znakomicie wkomponowują się w kompozycję całości.

Ponadto, bohaterowie zostali w „Murcielago” bardzo ciekawie zaprojektowani, nie tylko ze względów osobowościowych i obycia, ale także w materii graficznej. Dostajemy tu niezwykle charakterystyczne modele, łatwo rozróżnić mężczyzn, jednak to babki mają tu dwa najbardziej odróżniające wizualnie kształty. Pierwszy to kobiety poważne, dojrzałe i o szlachetnych rysach, z kolei drugie to słodkie, urocze dziewczynki o wyglądzie nieraz wręcz dziecięcym – w tego typu mandze takie zestawienie wychodzi szczególnie komicznie i niepokojąco.

Dlaczego więc warto sięgnąć po „Murcialago” albo kontynuować przygodę z lekturą? Otóż dla kilku rzeczy: dynamicznej, niezwalniającej tempa akcji i momentów absurdalnie sensacyjnych; postaci – szczególnie kobiecych – które nierzadko łamią tabu i stereotypy myślenia; na wskroś rubasznego humoru oraz tego, że uniwersum mangi nie cacka się z nikim. Czasem, zajrzenie do mangi tak okrutnej, miejscami niepoprawnej, miejscami obleśnej, nierzadko pikantnej i paradoksalnej, a i często szczerej, pozwala nie tylko „wyluzować”, ale i spojrzeć na naszą rzeczywistość z nieco innej perspektywy.

Ocena: 4/5

Dyskusja