Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czas na okrutne, piękne demony – recenzja mangi „Doctor Mephistopheles” #1 i #2

Czego jak czego, ale demonów w japońskich popularnych komiksach nie brakuje, choć często pełnią funkcję marginalnych przeciwników („Kuro”, „The Promised Neverland”), swoistych pomocników („Serafin Dni Ostatnich”), neutralnych postaci tła („Posępny Mononokean”) bądź nie do końca grających w otwarte karty protagonistów, tj. skrywających swą prawdziwą naturę („Kuroshitsuji”). A nowa, trzytomowa seria Waneko o tytułowym Doctorze Mephistophelesie najbliższa jest tej ostatniej kategorii.

Gwałtowne trzęsienie ziemi – nazwane później „Devil Quake” – oddziela jedną z dzielnic Tokio od świata, przez powstałą szczelinę wydostają się duchy i demony, które szybko goszczą się w okolicy, zdecydowanie zniechęcając wszystkich spoza powstałej enklawy do przybycia na nią. Ludzie tam żyjący muszą radzić sobie sami, ale jest ktoś, kto potrafi czynić prawdziwe cuda, albo coś łudząco przypominające cuda, zaś tym kimś jest sławny Mephistopheles. W dodatku chodzą pogłoski, że Bóg umarł, a dwanaście „nieśmiertelnych trzewi”, za sprawą których można go wskrzesić, znajduje się właśnie w oddzielonej dzielnicy.

Pomysł na świat przedstawiony wydaje się bardzo ciekawy i zręczna kreacja konceptualna Hideyuki Kikuchi oraz graficzne odtworzenie Kairi Shimotsuki pozwalają „poczuć” klimat tego miejsca. Co prawda występujące na kartach mangi motywy nie są niczym nowy, szczególnie w popkulturze japońskiej (i mandze, i anime, i grach), dlatego też innowacja nie znalazła tu dla siebie miejsca w kompozycji uniwersum, a w technice jego wykonania. Cała uwaga została więc zwrócona na jeden z najważniejszych komponentów tamtejszego folkloru – Doktora Mephistophelesa.

Jego rysunek charakterologiczny jednoznacznie wskazuje, że on gra i w historii, i w świecie przedstawionym pierwsze skrzypce, a reszta to wyłącznie dodatek. W dwóch tomach czytelnik otrzymuje także wiele tropów, dzięki którym będzie mógł rozwiązać albo przewidzieć kilka zagadek zarówno samego uniwersum, jak i konkretnych postaci. I mimo że Mephisto jest niezwykle enigmatyczną sylwetką, to i tak został zarysowany na tyle dokładnie osobowościowo i wizualnie, że wielu będzie próbowało utożsamiać się z nim. Pozostałe kreacje z kolei tworzone są najczęściej w taki sposób, aby uwydatniać pewne cechy, zachowania Doktora, bądź ich pojawienie się pełni funkcję paliwa napędowego dla fabuły.

Jeżeli chodzi o samą historię, w pierwszym tomie odbiorca zostaje wprowadzony w genezę świata przedstawionego oraz obecny koloryt swoistego miasta bezprawia, gdzie demony całkiem przytulnie się urządziły. Ponadto dostaje fabularne zaczątki i podstawowe informacje o bohaterach, a wszystko bardzo sprawnie kontynuuje i rozwija drugi tom, w którym zawiązuje się akcja i napięcie prawie nigdy nie opada, nawet gdy na strony wkraczają elementy erotyczne.

Całość – kreację konceptualną sztafażu, bohaterów, problemów, historii – wyśmienicie spina warstwa graficzna, utrzymana w mrocznych odcieniach, z projektami i modelami idealnie odwzorowującymi niejednoznaczne miejsca i postacie. A odpowiednie cieniowanie, wypełnienia i wykorzystanie rastra tylko uwydatniają walory grozy w pracach Kairi Shimotsuki, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do rozumienia praw gatunku i koncepcji Kikuchi.

Jak na krótką serię, w dwóch z trzech tomach dzieje się bardzo dużo, zwłaszcza w drugim, gdzie czytelnik otrzymuje wiele odpowiedzi na pytania, wielką porcję elementów rozwijających oraz tłumaczących niektóre zjawiska tego świata. Strach przed kontrowersyjną postacią i tematyką chyba jest niczym w porównaniu z tym, co można znaleźć w środku. Szczególnie, że większość głośnych serii z tabunem charakterystycznych bohaterów, licznych lokalizacji i mrowiem wątków mogłoby uczyć się od twórców „Doktora Mephistophelesa” jak zaserwować skondensowaną, dobrze rozpisaną i wciągającą historię.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja