Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Groza nie tylko dla dzieci – recenzja mangi „The Promised Neverland” #3

Kaiu Shirai w serii „The Promised Neverland” w żadnym z fabularnych aspektów nie jest szczególnie odkrywczy. Co wcale nie zmienia faktu, że starszym czytelnikom sprawi odrobinę przyjemności i odpręży po nie najlżejszym dniu, a młodszych być może subtelnie wprowadzi do świata opowieści grozy.

Warto także wspomnieć, że Shirai bazuje na starym popkulturowym motywie – pożeraniu mózgów – ale w cyklu nie w konwencji zombie story, lecz w demonicznym stylu, gdzie role nieco się zmieniają, a soczysty mózg ląduje na talerzu nie najgłupszych istot z piekła rodem. Jednak to nie jedyne odniesienia i inspiracje autora, tych w serii przewija się co niemiara i skierowane są zarówno dla czujnego, jak i nieco wymęczonego oka.

Emma, Norman i Ray kontynuują plany ucieczki i wyprowadzenia pozostałych z urokliwej rezydencji Grace Field House, uważając na czujną Krone i ostatnio bardzo podejrzliwych Dona i Gildy. Nic nie idzie po myśli dzieci, szczególnie, gdy mama Izabela rozpoczyna swe działania, a przed dniem ucieczki dochodzi do czegoś, co całkowicie krzyżuje plany Emmy i spółki oraz przyczynia się do poważnych problemów.

Nie da się ukryć, że Shirai działa wedle sprawdzonego schematu – wciąż działającego (sic!) – za pomocą którego sprawnie operuje oczekiwaniami odbiorcy, a przy tym zgrabnie wplata w fabułę momenty enigmatyczne (podsycające ciekawość) i zwroty akcji (napędzające historię). Oprócz tego scenariusz znakomicie balansuje napięcie, budując je bez przerwy stopniowo, w pewnych momentach gwałtownie zwiększając i delikatnie zmniejszając, gdy ma nadejść czas na spokojniejszą scenę dialogową. Jednak „The Promised Neverland” czerpie nie z dynamiki i akcji, lecz z tajemniczego klimatu, odkrywania tajemnic, za którymi kryją się kolejne sekrety – i to właśnie one będę sprawiać, że czytelnik powróci do serii wraz z następnym tomem. Nie ma się co dziwić, cykl naprawdę ma niesamowitą atmosferę, bawi się w nie najgorszy recykling popkultury i ma dobrze zarysowanych bohaterów. No i konstrukcji fabularnej można wybaczyć, ponieważ stworzona była nie tylko pod dorosłego odbiorcę.

Graficznie, podobnie jak w poprzednich tomach, komiks stoi na wysokim poziomie. Wszelkie cieniowania, zastosowanie rastrów, wypełnienia i „gra światła i cienia” sprawiają, że klimat mangi zostaje wzmocniony. Same modele postaci też są niczego sobie i szczęśliwie odbiorca nie musi mierzyć się z wojną klonów, ale z charakterystycznymi, posiadającymi zewnętrzne unikatowe cechy bohaterami.

Odbiorcy szykujący się na trzeci tom „The Promised Neverland” nie muszą bać się o spadek jakości w żadnym aspekcie. Fabuła co prawda dopiero się rozwija, ale już na tym etapie widać, że nie będzie to pretensjonalny, powtarzający się tasiemiec, lecz konsekwentnie rozbudowywane uniwersum, mające do opowiedzenia kilka ciekawych, mrocznych historii.

Ocena: 3.7/5

Dyskusja