Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie taki Al-Thamen straszny – recenzja mangi „Magi” #12 i #13

Wreszcie udało się Shinobu Ohtace uzyskać to, na co wielu czytelników serii „Magi: The Labyrinth of magic” czekało, czyli zawiązanie fabuły w taki sposób, żeby odbiorca czuł, że bohaterowie są w prawdziwym niebezpieczeństwie, muszą sami się z nim uporać i nie będzie żadnego deus ex machina ratującego całą sytuację. W pigułce: dobra, niezobowiązująca, choć czasami głupkowata akcja w sztafażu fantasy.

W dwunastym i trzynastym tomie serii dochodzi bowiem do dwóch kulminacyjnych punktów, które nie tylko zmienią bohaterów – nadając im nowe motywacje, nowe umiejętności i doświadczenia – ale także nadadzą całemu cyklowi odmienny kierunek, nieco upoważniając to, co dzieje się w trakcie akcji. Jednak oba istotne rozwiązania mają z goła inny charakter i w dwunastym tomie można powiedzieć, że coś się kończy, a w trzynastym coś zaczyna (chociaż i w nim niektóre wątki zostają bardzo wyraźnie zamknięte).

Część opatrzona dwunastką opowiada o zagrożeniu Sindrii, czyli od pewnego momentu nowemu miejscu akcji. Cień pada od wroga, którego czytelnicy zdążyli już poznać, aczkolwiek jego wszystkie możliwości dotychczas pozostawały tajemnicą. Głównym obrońcą przed nadciągającym niebezpieczeństwem zostaje władca sielankowej krainy, Sindbad wraz z doradcami, ale „starsi” bohaterowie nie zjeżdżają na boczy tor, wręcz przeciwnie otrzymują równie ważne zadania.

I te zadania przypominają czasem trochę coś na kształt niepotrzebnych „zapychaczy” fabuły, lecz pełnią swoje funkcje w komiksie – wedle ustalonego w pierwszym tomie serii zbioru reguł – mają nieco złagodzić brutalność humorem, rubasznością i akcją, w której wprawdzie przemoc występuje, acz przypomina raczej przedszkolną sprzeczkę, niż wojenne starcie na śmierć i życie. Te z kolei też ma miejsce w mandze – i sprawia, że czytelnik dokonuje wiwisekcji poglądów na temat świata przedstawionego i (za sprawą nowych informacji) skrywanych przez niego sekretów.

Z kolei trzynasty tom to rozpoczęcie nowego etapu w „Magi” oraz ciągłe zbieranie „plonu” po wydarzeniach z poprzedniej części. Bohaterowie opuścili Sindrię, a przy tym postanowili pójść w różne strony, co mocno zmniejszyło liczebność „podstawowej” grupy. Jednak mimo początkowego wprowadzania w nową przygodę, napięcie potrafi szybko wzrastać, zaś zwrotów akcji wciąż nie brakuje i niejednokrotnie – dosłownie – staną protagonistom na drodze do celu.

W tym tomie czytelnicy otrzymają to, co zwykle dostawali w wypadku pierwszego tomu nowego etapu, czyli zarysowanie sytuacji, nowy sztafaż, nowe postacie (także barwne i egzotyczne) oraz zalążek nowych zadań i nowych problemów – nowe to słowo kluczowe w przypadku takiego momentu w serii. Oprócz tego schematu, autor postanowił jednak nadać wszystkiemu o wiele szybszego tempa i uzupełnić fabułę o kilka dodatkowych sensacyjnych scen, dzięki czemu tom trzynasty odróżnia się choćby od poprzednich „wprowadzających” o wiele wyższą dynamiką oraz mniejszą monotonią.

Jeżeli chodzi o kreacje głównych bohaterów, jak wspomniałem, dostaną parę nowych powodów do określonych postępowań, spojrzą na świat nieco inaczej i częściej będą starać się obserwować niektóre zjawiska z perspektywy stron bezpośrednio nimi zainteresowanych. Słowem, ich rysy zostaną rozwinięte, ale niepretensjonalnie, tylko logicznie i na solidnym fundamencie.

W warstwie graficznej chyba tylko nie ma żadnej większej rewolucji. Warsztat plastyczny autora nie przejawia syndromu wyczerpania, znużenia pracą czy kopiowania w nowych lokalizacjach, u nowych bohaterów tego, co widzieliśmy wcześniej – dostajemy świeże projekty i modele, z akcentami inspirowanymi konkretnymi kręgami kulturowymi, nadającymi światu przedstawionemu kolorytu i wrażenia, że naprawdę żyje. Stare rysunki postaci natomiast utrzymują dopracowany, przyzwoity standard i niemałą charakterystyczność na tle innych tematycznie mang.

Ostatnio seria zaczyna mnie zadziwiać. Nadal nie pozostawia wątpliwości co do swojej rozrywkowej i rubasznej natury, nie sili się na bycie sztucznie poważną historią, aczkolwiek oba te tomy mają w sobie coś, co sprawia, że przyjemność płynąca z ich lektury wydaje się większa, niż ta, jaką dostarczały wszystkie poprzednie. Więc sięgnięcie po „Magi”, aby się odprężyć i być może kilka razy uśmiechnąć nie jest wcale chybionym pomysłem.

Ocena: 3.25/5

Dyskusja