Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Szybko, zaskakująco i przyjemnie – recenzja mangi „Wrobiona w magię” #1

Mangowy rynek choć obfitujący w różnorodne tytuły, na całe szczęście wciąż potrafi czymś nowym zaskoczyć. Takim świeżym tytułem, będącym zarówno świetną komedią, jak i niezobowiązującą rozrywką jest „Wrobiona w magię” wydawnictwa Waneko, po który każdy fan (lub fanka) mahou shoujo powinien sięgnąć!

Wydawać by się mogło, że będzie to historia, jakich wiele, gdzie dziewczyna staje się czarodziejką i w uroczych ciuszkach oraz z dumnie uniesioną głową walczy z różnorakim złem za pomocą magii. Jednak już od samego początku widzimy całkiem inny obrót spraw, w momencie, gdy poznajemy szesnastoletnią Rin Kurino, obdarzoną wrednym charakterkiem oraz hojnie wyposażoną przez naturę, wiadomo, że można spodziewać się wszystkiego oprócz milutkich zwierzaczków i grzecznych dziewczynek.

Siedem lat przed wydarzeniami z mangi, nasza główna bohaterka walczyła z nawiedzającymi Japonię magicznymi wielorybami jako czarodziejka Clan Lange, będąc uroczą i niewinną ośmiolatką stała się ikoną popkultury sławną po dziś dzień. Jednakże była to sława, która zdecydowanie uprzykrzała jej całe następne życie, ludzie zaczepiali ją na ulicy, nakłaniali do cosplayu oraz składali niemoralne propozycje, więc ostatecznie Rin została zmuszona do ścięcia swoich długich włosów i wypracowała w sobie obronny, twardy (i wybuchowy) charakter. Jej życie mogłoby wyglądać całkiem normalnie, gdyby pewnego dnia nie zastała w domu podejrzanie wyglądającego, podstarzałego psa, którego przygarnęła jej młodsza siostrzyczka. Oczywiście okazał się on wysłannikiem królowej Clan, który powrócił po siedmiu latach z kolejną magiczną misją do wykonania, a jak się można było spodziewać, jej stary kostium nie za bardzo pasuje na dojrzałe ciało nastolatki. W taki właśnie sposób wulgarna Rin została wciągnięta do walki, biegając zaś w kusym stroju po mieście media szybko okrzyknęły ją „zboczeńcem”.

W pierwszym tomiku serii dużo się dzieje, poznajemy bohaterów, delikatny zarys świata przedstawionego oraz nie brakuje widowiskowych scen akcji, choć na odpowiedzi na postawione pytania i pozostawione niedopowiedzenia trzeba poczekać do następnych rozdziałów. Cała historia przesiąknięta jest niewybrednym humorem, zboczonymi nastolatkami oraz całą masą przekleństw i wulgaryzmów, okraszonymi golizną i nieskrywaną pedofilią. Wszystko to sprawia, że jest to tytuł zdecydowanie od szesnastu lat, więc starsi czytelnicy posiadający odpowiednią dozę dystansu z pewnością będą się przy tym wszystkim dobrze bawić.

Pod kątem wizualnym serii nie można niczego zarzucić, część kadrów jest wyjątkowo szczegółowa i schludna (głównie widok na Rin w kostiumie), sceny akcji są mocno dynamiczne a spora liczba scenek narysowanych jest w sposób super deformed, dzięki czemu czuć wylewający się z kartek humor i pastisz.

„Wrobiona w magię” to krótka seria, która z pewnością dostarczy czytelnikom przede wszystkim niczym nieskrępowanej rozrywki, bazującej na żartach o obfitych biustach, zboczonych psach i nastolatkach oraz szeroko ujętej karykaturze tytułów o charakterze „magical girls”. Jeśli więc szukacie tytułu na całkowite rozluźnienie po bardziej wymagających historiach oraz nie przeszkadza wam siarczyste przekleństwo od czasu do czasu, to sięgnijcie po najnowszy tytuł autorstwa Kon Shiyoty.

Ocena: 3.7/5

Dyskusja