Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Smaczna bitwa z fast fooda, czyli Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad – recenzja komiksu

„Odrodzenie” na dobre zadomowiło się w świadomości polskich komiksiarzy. Dysponując szerokim wachlarzem pozycji poświęconych poszczególnym herosom oraz złoczyńcom DC zdecydowało się na wyczekiwany krok. Sporych gabarytów crossover upakował w dość przyjemnym albumie skład znanych „frontmanów” i nieco zapomnianych, zakurzonych, a zasługujących na pamięć postaci. I wrócił Lobo! Zapnijcie pasy, eventowa rakieta startuje!

Marcin 'Lekt' Wiatrak

„Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ciemność zawsze powraca?
Bo tak naprawdę nigdy nie znika”

Każdy lubi władzę, Amanda Waller w szczególności. Znany bohater polskiego kina Franz Maurer zdecydowanie rzekłby, iż zła z niej kobieta, u której nie jeden maestro zbrodni mógłby brać korepetycje. Dyrektor organizacji ARGUS nie mając możliwości ugadania się z pierwszoligowymi „dobrymi”, w tajemnicy utworzyła oddział powkręcanych psychicznie i wypaczonych „tych złych”, jednak prawda jak zwykle leży pośrodku, o czym przekonują zawarte w komiksie mini-sojusze i drużynowe pojedynki. Wszystko idzie w diabły, gdy Batman wykłada Lidze niegodne postępowanie drużyny anty-bohaterów. Na kartach opasłego albumu przewiną się nieco zapomniani łotrzy i klękajcie galaktyki ostatni Czarnina Lobo, czyli „Ważniak” w akcji!

Fabuła eventu stanowi w crossoverze tło dla walk z ukrytym wrogiem. Momentami źli balansują na granicy szarości, a pozornie kryształowych opęta mrok i żądza mordu. Wola zdobycia artefaktu zwanego Sercem Ciemności, powoduje, iż układy i układziki pomiędzy członkami Suicide Squad (nowymi oraz pierwotnymi) a trykociarzami z Ligi stanowi istny rollercoaster. Chwała Wydawnictwu Egmont Polska oraz tłumaczowi za pozostawienie oryginalnej nazwy ekipy miłośników Azylu Arkham… filmowy Legion Samobójców z przyzwoitości przemilczmy.

Po niezbyt udanych próbach zaprzyjaźnienia się z uniwersum „Odrodzenia”, starcie gigantów zwiastowało klasyczną „siekę” i zasadniczo owa misja została przez twórców wykonana należycie. Główny scenarzysta Joshua Willimason chciał najwidoczniej uderzyć w tony poważne acz nieco już zakurzone, parafrazując choćby pośrednio „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”. Ostatecznie wątki łączą się w przyzwoitą, spójną całość. Mimo, iż akcja przebiega wartko, pomiędzy kolejnymi starciami i kadrami znalazło się miejsce na nieco głębszą analizę motywacji poszczególnych postaci. Korbką w silniku narracji zdaje się podłoże konfliktu Waller z Max Lordem, natomiast przeplatanie kolejnych kart komiksu przyjemnie narysowanymi postaciami sprzyja zwiększonej dawce przyjemności z obszerniejszym niż standardowe wydania komiksów serii. Mimo, iż album wyszedł spod ołówka kilkunastu rysowników lwią część wykonał Jason Faboka. Pośród stronnic znajdziemy niestety zmienny poziom, kilka naprawdę dobrych artów ─ jak zmasakrowany Lobo albo Superman wzlatujący z Deadshotem na rękach, aby z drugiej strony postawić Ostatniego Syna Kryptonu (innego artysty) stojącego ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi niczym raper z Bronxu ze sporą nadwagą. Oko cieszą plansze z pól bitew zajmujące obie strony.

Najlepiej wypada kreacja tragizmu postaci Killer Frost, rozdartej pani doktor, dobrze znanej miłośnikom serialu stacji AMC 'The Flash'. Generalnie kobiece postaci zostały napisane i poprowadzone zaskakująco pozytywnie (w ogóle jak na poziom „Odrodzenia”). Nacechowana napięciem seksualnym nieco komiczna walka Wonder Woman (notabene narysowanej cudnie i urodziwie) oraz Harley Quinn wywołują nerdowy uśmiech na twarzy. Tło historyczne wypada kuriozalnie, sugestywna afera na wyspie Jangsun imitująca pełną napięć Koreę Północną i najbardziej zaminowany pas ziemi.

Z pewnością przyciągający tytuł może nieco zmylić, wobec niejednorodnego podejścia w ukazywaniu odwiecznej walki w uniwersum DC, właśnie tytularny „versus” stanowi najmocniejszy punkt komiksu. Walka dobra ze złem nie została ukazana wyłącznie jako pojedynek bieli i czerni wobec pokraczności wszechświata zabarwionego szaroburymi niuansami. Doborowa obsada podnosi nieco wyżej tarczę ponad cios popcornowego kiczu, dlatego komiks ostatecznie stanowiąc w miarę coreowy crossover broni się samodzielnie.

Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska.
Komiksów szukajcie na egmont.pl

Dyskusja