Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kobieta prawdy ci nie powie – recenzja książki „Woda na sicie”

Lubię nietypową fantasy, tę sprytną mieszankę historycznej jej odmiany i subgatunku high, gdzie dominuje narracja światocentryczna. Ale Brzezińska choć schematy dobrze zna, to nie chce iść wyznaczonym szlakiem, dlatego też lawiruje między literackimi tropami, bawi się toposami i archetypami, i do końca pozostawia czytelnika na progu niewiadomej, a i po zakończeniu pozostaje niejednoznaczna. „Córki Wawelu” były znakomitym powrotem do pisarstwa, ale to „Woda na sicie” przywraca Brzezińską światku fantastycznemu.

Zabawne, że w wywiadach dotyczących premiery ciekawych „Córek Wawelu” autorka powiedziała, że na razie żegna się z twórczością fantastyczną, na rzecz prozy historycznej. A tu następna jej książka to czysta fantasy, choć nie będąca powierniczką dziedzictwa tolkienowskiego.

W lochach inkwizycji zostaje zamknięta La Vecchia, bękarcia córka dziedzica pobliskich ziem i posądzona o czary przedstawicielka niższej warstwy. W kolejnych „sesjach” składa zeznania i każde kolejne sprawia, że przesłuchujący nie wiedzą, co o tym wszystkim sądzić, dlatego że ta plącze się, czasami sama sobie zaprzecza, rozdmuchuje opowieść o nic niewnoszących do sprawy wydarzeniach, z kolei o tym, co jest istotne nieraz milczy bądź odpowiada zdawkowo.

Inkwizytorzy bywali co prawda bohaterami fantasy, ich ofiary zresztą też. Nie oni mają przyciągać i zachwycać czytelników, fabuła budowana jest za sprawą opowieści La Vecchii – jej zeznań, przesłuchań i tego, czego doświadcza, i te przeżycia stwarzają ją na nowo, zmuszają do pewnych oszustw i radykalnych zmian w wielu częściach swego życia. Czytelnik w wielu momentach skłaniany jest do uzupełniania niewiadomych własnymi przypuszczeniami i interpretacjami, chociaż nowe informacje nierzadko sprawiają, że musi zrewidować swe poglądy na niektóre wydarzenia, które nie zostały opowiedziane wprost.

„Woda na sicie” opatrzona została podtytułem „Apokryf czarownicy” sugerującym nam, że coś z tego, co zostanie nam przedstawione albo będzie nieuznane przez historię, albo realnie będzie stanowić czystą fikcję – i o ile sama książka to czysta fikcja literacka, o tyle zapiski z przesłuchań La Vechii nie dają się kompleksowo złączyć w jedną, spójną historię. To powieść, na którą składa się kilka opowieści (apokryfów), opowiadanych przez jedną osobę, a jej motywacji także trzeba się domyślać, ponieważ ta najbardziej wyraźna nie zawsze znajduje uzasadnienie.

Jest to zapewne duży plus. Ale w wielu miejscach może być odebrany jako minus, ponieważ apokryficzne wątki – nieczęsto splatające się ze sobą – nie pozwalają w pełni cieszyć się czytelnikowi wydarzeniami, a to z tego powodu, że w świecie przedstawionym tak naprawdę mogą wyglądać zupełnie inaczej. Jak smok, który uciekł z cyrku. Brzezińska więc nie stawia na przeżycia emocjonalne i rozrywkę, mimo że i takie doświadczenia można podczas lektury doznać, ale na intelektualną grę z czytelnikiem i zwracanie jego uwagi na kwestie świata (wzorowanego na średniowiecznych Włochach), ludzkiej natury i przede wszystkim kobiety w dobie niekorzystnych przemian, okresu, gdy jest na celowniku i żyje w świecie głównie patriarchalnym.

Czego zatem oczekiwać po „Wodzie na sicie”? Z pewnością czytelniczych wymagań i w materii narracyjnej, i fabularnej, i – a może przede wszystkim – charakterologicznej. Anna Brzezińska nie zawodzi i ponownie stworzyła dzieło, o którym się nie zapomni i będzie głośno dyskutować. Zwłaszcza, że poukrywane to tu, to tam mniej lub bardziej jawnie treści są nad wyraz aktualne.

Ocena: 4/5

Dyskusja