Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Magia w kowadle ukryta – recenzja książki „Magiczne zawody”

Kolejna popularyzatorska próba w serii Legendarz wydawnictwa Bosz zbacza nieco ze ścieżki magicznych stworów, paranormalnych zjawisk czy widm nad zamkami, a zaczyna zajmować się sprawami bardziej przyziemnymi i bliższymi ludziom. O nich zresztą traktuje – tylko że nie w życiu codziennym, lecz zawodowym. Jak zwykle należy szykować się na kompleksowe, choć nie zawsze do siebie pasujące opracowanie ciekawostek i różnych historii.

„Magiczne zawody” pisarsko-rysowniczego duetu Pawła Zycha i Witolda Vargasa po raz kolejny zwiedza nadprzyrodzoną część folkloru, tym razem zaglądając do izb rzemieślników. Wokół nich często narastały podania, legendy, przesądy i czarne plotki, które tworzyły nieco odrealniony obraz zarówno postaci, jak i zakresu umiejętności danego zawodu. I właśnie ten obraz starają się nam, czytelnikom, odtworzyć autorzy, sięgając do wszelakiego rodzaju mniej lub bardziej uznanych źródeł, aby metodą porównawczą wystawić wyciągnięte wnioski i zarysować w niektórych miejscach wariantywność postrzegania konkretnych specjalności.

Jest jak z katem – w jednych regionach postrzegany za mistrza i wręcz wodzireja, w innych trzymany na marginesie społecznym – tak samo różnorodne poglądy istniały na kowala czy alchemika. Oczywiście, wiele zależało też od kontekstu, czasów i lokalnych zależności, przez co stworzony przez Zycha i Vargasa album stara się uchwycić te najbardziej popularne bądź najciekawsze – nomen omen – rysunki poszczególnych zawodów. W tomie, podobnie jak w poprzednich, drzemie wiele wiedzy i z pewnością misja popularyzacji wierzeń ludowych zostaje udana.

Ale to poniekąd sprawa modyfikacji, jakich poddane zostały materiały źródłowe. Zych i Vargas swym zwyczajem postanowili opisać i opracować wybrane (magiczne) zawody, dzięki czemu czyta się to szybko, bez zbędnej tutaj naukowej terminologii, a przyswajalność treści wydaje się wysoka, bowiem najważniejsze informacje są odpowiednio, choć nienachalnie zaakcentowane.

Druga rzecz to warstwa wizualna. W serii Legendarz i w dziełach obu autorów bogactwo rysunków i szkiców jest czymś, co ma wzbogacić tom o dodatkowy walor. Odpowiednia kolorystyka, style nawiązujące do rycin, ornamentów z średniowiecznych ksiąg, bestiariuszy sprawiają, że dzieło wiele zyskuje, a czytający od razu może sobie zestawić zdobyte w tekście informacje z wizją autorów, w której czasem zawarte są szczegóły, o które trudno w niektórych z przytoczonych historii czy podań. Szata graficzna jest w tym wypadku jak najbardziej na plus, twarda oprawa i wpasowanie w kompozycje serii też.

Mimo wszystko trochę specjalności, zwłaszcza tych zapomnianych, „martwych”, zostało tu pominiętych, dlatego to może (jeszcze) nie minus, ale oświadczenie, że drugi tom tej podserii, w ramach uzupełnienia, by się przydał. Nie tylko zbudowałby bardziej całościowy obraz postrzegania funkcjonujących dawniej zawodów, ale i pokazałby w interesujący sposób to, co przeminęło wraz z rozwojem technologicznym i brakiem zapotrzebowania.

„Magiczne zawody” Vargasa i Zycha są więc nową drogą w Legendarzu, która opowiada wiele, ale warta jest dalszej eksploracji, ponieważ „nadnaturalny folklor” to nie tylko upiory, stwory i potwory, lecz i ludzie, ludzie spod ciemnej gwiazdy, wykluczeniu, odepchnięci, odcinający się od społeczeństwa, a mimo to w jakiś sposób potrzebni. Dobry wybór i – oby – nie jednorazowa wycieczka w badanie poglądów na temat ludzi.

Ponadto, słyszałem, że jeszcze tego roku ma ruszyć seria dla młodszych, mam jednak nadzieję, że nie zabierze ona autorom tyle uwagi, żeby nie mogli skupić się także i na treściach dla obiegu ogólnego.

Ocena: 5/5

Dyskusja