Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mordu tom dalszy – recenzja mangi „Murcielago” #6

Kana Yoshimura ponownie mnie przeraża. W szóstym tomie pozornie temperatura spada, akcja jakby zmniejsza tempo i wątki obyczajowe powoli przejmują główny plan. Słowo „pozornie” to klucz w zdaniu, ponieważ w ułamku chwili wszystko wkracza na stare, groteskowe i pełnokrwiste tory historii.

Jedna z bohaterek rozpoczyna młode normalne życie. Ale już w pierwszym tygodniu dochodzi do incydentu, który sprowadza na miejsce nietypową śledczą, otwierającą sprawą. Mija kilka dni i sprawca znajduje się sam. Jednak to nie koniec epizodu, ponieważ choć wszystko układa się w niby pasującą do siebie całość, kilka niewiadomych nie pozwala na zamknięcie śledztwa – i dzięki temu perypetie wokół incydentu kończą się w obiecujący, ale i trochę zaskakujący sposób.

Fabuła rozwija się stopniowo, na początku dość linearnie, ale w końcu rozgałęzia się w kilka wątków – to pozwala zwiększyć tempo i nie zalewać adresata informacjami, no i utrzymuje w ciekawości. Niektóre zabiegi mogłyby być trochę ograniczone, wiem, że ta manga rządzi się swoimi prawami, brutalność to drugie imię tomu, choć czasem przydałoby się tu trochę delikatności, która wprowadziłaby do całości powiew świeżości i być może posłużyła jako osłabienie czujności.

W tym tomie kontrowersji wciąż nie brakuje – Yoshimura wprowadziła kilka nowości dla sprawienia, aby akcja była pikantniejsza i akurat to działa. Ciągle postuluję za tym, że tu i tam przydałaby się szczypta łagodniejszej przyprawy, ale i tak nie można narzekać, bo mimo że stopień „oburzających” treści jest wysoki to fabuła wciąga, angażuje i chce się więcej, tom następny niby niedługo, jednak trzeba czekać. A to już jakoś świadczy o jakości, o tym, że historia naprawdę ma adresatowi coś do zaoferowania i wypełnia to, czego na rynku brakuje.

Główna bohaterka i postacie poboczne to nadal kreacje przerysowane, a przy tym realistyczne, przekonujące i sensownie napisane. Manga stara skupiać się na ich rozwoju, w naprawdę ekstremalnych warunkach, różnych relacjach, które przyjmują czasem dziwne, a czasem zdrowe kształty, ale zawsze mówią nam coś o świecie i samych sylwetkach. Czyta się to dobrze, da się utożsamiać z poszczególnymi bohaterami, kibicować im i czekać aż zdarzy im się szansa do zabłyśnięcia. Byleby tylko nie w sposób makabryczny, jak niektórym postaciom.

W szóstym tomie zostaniecie zaskoczeni, ale i dostaniecie to, po co zwykle sięgaliście po mangę. Słodka oprawa, brutalność, erotyczne motywy, charyzmatyczna bohaterka i historia przekonująca, choć mocno przerysowana i w niektórych scenach bardzo groteskowa. Za to się jednak lubi „Murcielago”, bo jest unikatowe i wciągające jak diabli.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja