Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powieść grozy uwspółcześniona – recenzja książki „Ostatnie dni Jacka Sparksa”

Wydawnictwo Vesper, znane z luksusowych wydań klasycznych opowieści grozy, zaczyna upowszechniać nieco bardziej współczesne horrory – i chyba nie mogło otworzyć tego etapu w zmyślniejszy sposób niż „Ostatnimi dniami Jacka Sparksa” Jasona Arnoppa, powieścią niezwykle podobną do „Domu z liści” Marka Z. Danielewskiego, a przy tym bardzo odmienną i, można by rzec, strawniejszą.

Jack Sparks, kontrowersyjny dziennikarz, w 2014 roku ginie w nieznanych okolicznościach. Sparks, autor literatury faktu o mafii, gangach i narkotykach, pewnego dnia na celownik wziął zjawiska nadprzyrodzone. W dodatku chętnie korzystał też z nowych mediów (szczególnie społecznościowych, aby bezpośrednio i aktualnie informować ludzi). Jego podejście do tematu było dość sceptyczne, właściwie oberwało się wszystkim, którzy przyznawali się do wiary w takie rzeczy – nawet kościelni egzorcyści nie pozostali w cieniu szykan. Jednak pewnego dnia na koncie YouTube Jacka pojawia się niepokojący materiał, którego autorem nie jest właściciel. Kilka dni później Sparks ginie.

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” to taka „Obecność”, tylko z badaczem całkowicie niewierzącym w zjawiska paranormalne i próbującym udowodnić słuszność swych tez, ośmieszając przy tym wszelkich zwolenników zdarzeń i istot paranormalnych – w tym osób pokroju protagonistów franszyzy Jamesa Wana. Wszystko, co w „Obecności” badacze-egzorcyści próbują udowodnić w książce Arnoppa tytułowy bohater stara się zakwestionować. Co ważniejsze, zanim jeszcze rozpocznie analizę zjawisk ma stworzoną teorię i do egzorcyzmów, nawiedzeń, opętań czy świadectwo bytności paranormalnej podchodzi bardzo sceptycznie, żeby nie powiedzieć kategorycznie obcesowo i dyskredytująco. O tym właściwie jest pierwsza część tzw. „Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych” (nieopublikowanym dziele protagonisty), które stanowi centrum narracji, choć poetyka „Ostatnich dni Jacka Sparksa” uwzględnia także komentarze, wstęp, posłowie, wycinkach, zapisach rozmów Jacka, opracowanych przez jego brata Allistera. Ten z kolei stara się przybliżyć czytelnikowi kim naprawdę był kontrowersyjny dziennikarz, dlaczego myślał w taki sposób i co motywowało jego życiowymi wyborami. Taki zabieg pozwolił uautentycznić wydarzenia i stworzyć coś na bazie dokumentu, nie zaś typowej powieści – szczególnie, że przytoczona „Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych” to swego rodzaju reportaż łamany przez autobiografię, doświadczeń, refleksji, odczuć Jacka.

Druga część „JS o zjawiskach nadprzyrodzonych” uzupełnia lekturę i to ona wprowadza właściwą grozę do książki: wcześniej wyłącznie wzmiankowaną bądź ukazywaną z perspektywy sceptycznego Sparksa. Groza wkrada się w tym momencie przez dziurkę od klucza jak wąż, powoli, skutecznie i bezszelestnie – i Jack stopniowo wpada w swego rodzaju paranoję. Staje się z każdą chwilą mniej pewny swego, zaczyna dostrzegać i słyszeć rzeczy, których nie potrafi wyjaśnić aparatem racjonalności. Doczytanie tej części do końca pozwala zrozumieć, że ta książka nie jest stricte o grozie, lecz o człowieku, którego lęk, nowo rodząca się fobia – w tym przypadku namacalna, acz można traktować ją jako alegorię – wpływająca na światopogląd zatwardziałego człowieka. Człowieka, który pod wpływem silnych bodźców popada w obłęd.

Fabuła odgrywa w książce pewną rolę, świat przedstawiony także, ale zdecydowanie autor posługuje się tu narracją postaciocentryczną, skierowaną wobec Jacka Sparksa. Jego rozwój, decyzje i pobudki są dla czytelnika najważniejsze i to one mają skłaniać do refleksji, włączając w to konsekwencje i to, jak oddziałują na uniwersum. Social media to jedno z głównych narzędzi Sparksa – i w tym momencie do swego rodzaju literackiej polemiki wkracza wirtualna interakcja i siła przekonywania. Zgrabne złączenie tego z motywami grozy, dzięki talentowi Arnoppa, pozwoliły uwiarygodnić historię i wzmocnić pointę, jaka kryje się za treściami skierowanymi krytycznie w niektóre nowe media, a ściślej ich funkcjonowanie oraz wykorzystywanie.

Język i forma są tu ciekawe, w pewnych momentach podobne do „Domu z liści” Marka Z. Danielewskiego, ale czasem narrator zaczyna przypominać nieco androida, „zaciągając” z lekka technicznymi sformułowaniami typu: „z nogi odbieram mocne sygnały bólowe” czy „w pewnym momencie w mózgu coś się przestawia i umysł kapituluje”; bądź bawiąc się w elokwentnego specjalistę (co z kolei jest na plus całości i wpływa na wiarygodność). Czasem napotkać można trochę przegadanych zwrotek. Taka poetyka jednak szybko wchodzi czytelnikowi w krew i nie sprawia większych problemów.

„Ostatnie dni Jacka Sparksa” są więc czymś, co daje refleksję nad kondycją współczesnego literackiego horroru (z uwzględnieniem światowych nowinek technicznych, społecznych etc.) i spojrzeniem na człowieka w obliczu przeżyć tak silnych, że są w stanie zrewidować wszystkie jego poglądy. Książka nie zasługuje na miano czytadła – ze względu na treść i wysiłek autora – ale tak się ją czyta. Wciąga, elektryzuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Vesper wie, co robi. Potwierdza to tą powieścią i kolejnymi, które szykuje – „Omenem” (do którego „Ostatnie dni” są przyrównywane) i „Upiorną opowieścią”.

Ocena: 4.25/5

Dyskusja