Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobra tęsknota za domem – „Malutki Lisek i Wielki Dzik – Tamtędy, tom 4” – recenzja komiksu

Przyjaźń od zawsze była wyjątkową cnotą. Odnajdujemy ją częstokroć w najmniej spodziewanym momencie życia, przeważnie wchodząc w ogromny zakręt lub zwyczajnie niczym roślinę pielęgnujemy od dzieciństwa. Małe arcydzieło Bereniki Kołomyckiej ociera się o absolutną wyjątkowość kompozycji. W genialności zamierzonej prostoty autorka wykłada najbardziej życiową prawdę ─ świat bez przyjaźni (miłości) zawsze będzie dziurawy i niekompletny niczym puzzle bez ważniejszych kawałków. Obok przygód Liska i Dzika po prostu nie można przejść obojętnie!

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak

Nasza przyjaźń jest nieustającą przygodą…
– rzekł Dzik do swego towarzysza Liska

„Malutki Lisek i Wielki Dzik” wpadli w moje ręce nieco przypadkiem. Jesienna fascynacja lisimi tematami trwa od lat, a swoich początków sięga studenckich badań nad japońskimi „kitsune”. Lektura spowodowała, iż okładka kupiła mnie bez reszty. Im dalej w brnąłem w ten nostalgiczny komiksowy lasem było tylko lepiej. Seria o wojażach Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika będąca pokłosiem wyłonienia laureatów Konkursu im. Janusza Christy (ojca między innymi „Kajko i Kokosza”) na razie kręci się wokół nadrzędnego wątku podróży w nieznane. W swojską, siną dal. Już po przeczytaniu pierwszej części nowego tomu zatytułowanego „Skąd?”, zakup wcześniejszych tomików postawiłem sobie jako punkt honoru.

Oddani czytelnicy zapewne doskonale wiedzą, iż pierwowzorem dla rudego Liska był psi przyjaciel autorki, uszaty Lisisław Foks o niezwykle mądrym spojrzeniu. Doskonale wiem czym jest nieopisywalna przyjaźń pomiędzy psem a człowiekiem, siła przywiązania, potęga rozumienia bez zbędnych słów. I takie dwa malutkie brązowe oczęta, które szukają zainteresowania, zabawy, spacerów i duuużo dobrego jedzonka. Obcując z dziełem Pani Bereniki miałem wrażenie, że takim właśnie Liskiem śmiało mógł być psiak każdego z miłośników czworonogów. Tom czwarty opowiada o dalszej nieco mozolnej wędrówce dwóch przyjaciół, tym razem przez niezbyt sympatyczne góry. Z kart i rozmów Liska z Dzikiem niczym ogromna dziura w ziemi wyziera namacalna tęsknota za domem. Lisek stwierdza zresztą, iż tęsknota bywa bardzo niechcianym uczuciem, jednakże powoduje pozytywne myśli o domu, z którego wyruszyli.

Prędko, prędko bo mi uciekną wszystkie przygody! – Wielki Dzik

Niech nikogo nie zwiedzie pozornie dziecięce spłycanie warstwy tekstowej wraz z jej oszczędnym gospodarowaniem. Dawno nie widziałem tak zgrabnie ukrytego drugiego dna w komiksie krótkim, trafiającym w punkt. Wszak nieco naiwny, ale szczery Lisek szukający kontaktu z drugą istotą oraz nieco zbuntowany Dzik wciąż poznają granice swojej przyjaźni. Akurat w tomie „Tamtędy” zwierzają się sobie z przykrych doświadczeń przeszłości, opowiadając o odrzuceniu i porzuceniu. Lisek wspomina złowróżbnego stepowego Wilka, Dzik rewanżuje się historią o pragnieniu chwili spokoju, woli zostania buntownikiem oraz odłączeniu od stada. Motywem przewodnim„Tamtędy” pozostaje tęsknota zwierzątek za Dolinką, w której się poznali. Aby spod jabłoni wyruszyć w drogę skądś-dokądś, przez Którędy docierająca aż do momentu zwątpienia w „Tamtędy?” zamykającym komiks. Wplecionym morałem tomiku będzie z kolei wolność wyboru wyłożona przez opowieść małej Foczki, która spotkała w morzu Langustynkę z egzystencjalnymi rozterkami.

Małego Liska i Wielkiego Dzika po prostu trzeba poznać, nie przyjmujemy żadnych wymówek! I uprzedzam osoby sentymentalne i wrażliwe ─ miejcie w pobliżu chusteczki.

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja