Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Symfonia miejska vol.2 – recenzja komiksu „Berlin: Miasto Dymu”

Jason Lutes powraca z kontynuacją historycznej, komiksowej epopei skupionej na losach mieszkańców przedwojennego Berlina. Tom kontynuuje wątki z pierwszej części, jednak prezentuje tytułowe miasto z zupełnie innej strony. O ile w „Mieście Kamieni” poznaliśmy kulisy niewdzięcznego życia przedstawicieli klasy robotniczej, to „Miasto Dymu” odsłania przed odbiorcą hedonistyczny światek elit i miejskiej arystokracji. Wielowątkowa opowieść przeplata historie zwyczajnych ludzi, oddając nastroje społeczne panujące w jednej z ważniejszych Europejskich metropolii, stojącej u progu wielkich przemian historycznych.

„Miasto Dymu” rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu poprzedniczki. Wskazane jest zapoznanie się z pierwszym tomem dzieła Lutesa, gdyż nowy czytelnik może być zdezorientowany mnogością poruszanych wątków oraz zawiłościami fabularnymi, odwołującymi się nieustannie do „Miasta Kamieni”. Berlin żyje tragicznymi wydarzeniami z pochodu robotników 1 maja 1929 roku, podczas którego policja otworzyła ogień do zgromadzonego tłumu. Kurt Severing wspomagany przez swoją partnerkę Marthe Muller, przeprowadza śledztwo dziennikarskie, chcąc zobrazować przebieg zajścia i sporządzić relację, która zostanie uwzględniona w pracach specjalnej komisji badającej sprawę. Jego oczami poznajemy wyrywkowe portrety mieszkańców aglomeracji, ich codzienne troski i aspiracje, tudzież ich brak. Lutes lubuje się w ukazywaniu przysłowiowego „żyćka” swoich bohaterów. Berlin w jego ujęciu jawi się jako multikulturowa metropolia, imponująca i dostojna z zewnątrz, w rzeczywistości będąca ośrodkiem biedoty i degeneracji.

W porównaniu do poprzedniej części, komiks utrzymany jest w zdecydowanie mroczniejszym tonie. W niemieckim mieście czuć wzrastające napięcie, na ulicach coraz częściej dochodzi do starć bojówek faszystowskich z komunistami, weterani z Wielkiej Wojny wiodą życie żebraków a intelektualiści krytykujący kraj za łamanie ustaleń Traktatu Wersalskiego, są oskarżani o zdradę stanu. Dodatkowo rasizm i ksenofobia stają się powszechnymi zjawiskami, naród niemiecki odrzuca możliwość stanowienia o samych sobie, oczekując rządów silnej ręki i zaprowadzenia porządku w kraju. Mimo nieustannych aktów przemocy, gwałtownych przemian politycznych i coraz silniejszej obecności nazistów w społeczeństwie, berlińskie elity zdają się zupełnie ignorować obecną sytuację Republiki, spędzając czas na szampańskiej zabawie. To jeden z wiodących wątków „Miasta Dymu”, Marthe Muller nawiązuje koleżeńską znajomość z Margarethe, byłą kochanką Severinga, która odkrywa przed protagonistką nieznany świat wystawnych przyjęć, pełnych narkotyków, rozpusty i uciech cielesnych. Młoda dziewczyna poznaje siebie na nowo, wdając się w miłosną relację z przyjaciółką z akademii sztuk pięknych. Podczas gdy młodzi ludzie szukają nowych podniet, oraz zasłuchują się w jazzowych płytach, kruchy ład Republiki Weimarskiej zaczyna się rozpadać przy niemej aprobacie patchworkowego społeczeństwa.

Siła opowieści Lutesa tkwi w jej naturalności. Na kartach komiksu obserwujemy akty przemocy jak i miłości, ukazane bez zbędnego moralizowania. Postaci przedstawione w „Berlinie” pochodzą z różnorodnych środowisk, od intelektualistów, artystów i przedstawicieli mniejszości seksualnych przez robotników, bezdomnych i ludzi zafascynowanych ideami nacjonalizmu. Kontrastowe zderzenie ze sobą takiej szerokiej gammy bohaterów i ich prywatnych losów, skłania odbiorcę do wysnucia własnych refleksji na temat obserwowanych zdarzeń. Przedwojenny Berlin i jego mieszkańcy, nie są odlegli czytelnikowi. Narracja Lutesa sprawia, że metropolia tętni życiem i ludzkimi namiętnościami, nie odbiegając od atrakcyjnych standardów dzisiejszych, europejskich stolic. To uniwersalna historia o bolączkach z którymi zmaga się każdy z nas, ukazująca zagrożenie jakim jest ślepe podążania za ideologiami, zarówno komunizmu jak i nacjonalizmu, któremu poddali się ówcześni mieszkańcy Berlina.

„Miasto Dymu” liczy 210 stron, to angażująca literatura godna porównań do najlepszych powieści historycznych. Dzieło stanowi drugą część trylogii, którą zaplanował Lutes i w interesujący sposób rozwija wątki znane z poprzedniczki. Akcja omawianej pozycji kończy się w 1930 roku, kiedy to partia NSDAP zdobywa większość głosów w wyborach do Reichstagu. Finał opowieści zapowiada dramatyczne historyczne wydarzenia, które ostatecznie odmienią życie mieszkańców Berlina. Osobiście nie mogę się doczekać by je poznać, a wszystkim odbiorcom polecam zapoznanie się z recenzowanym komiksem jak i jego pierwszym tomem. Cykl „Berlin” jest dziełem oferującym ambitną i dojrzałą historię dla szerokiego grona odbiorców, zrywającym ze stereotypowym wyobrażeniem o opowieściach obrazkowych.

Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja