Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wielka draka w Wieloświatach ─ „Nieskończony Kryzys” – recenzja komiksu

We wszystkich komiksowych erach odnajdziemy dzieła monumentalne przyrównywane do milowego kroku zmieniającego postrzeganie całej branży. Z drugiej strony resety poszczególnych uniwersów czy pisanie historii postaci na nowo nie jest absolutnie niczym nowy. Jednakże reinterpretacja aktualnego stanu sytuacji pozostaje dla sztuki kadrów i dymków wielkim wydarzeniem. Od tytanicznej próby ujednolicenia alternatywnych wersji bohaterów z czasów „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” upłynęło dwadzieścia lat, duchowy następca w postaci „Nieskończonego kryzysu” usiłuje ponownie uporządkować uniwersum Wieloświatów DC. Czy mamy tutaj do czynienia z odgrzewaniem kotleta czy powiewem świeżości na wskroś wybitnym w szerszej perspektywie czasu? Jednoznaczny werdykt wydaje się równie nierealny jak wybranie najlepszego z najlepszych pośród wszystkich superherosów…

Marcin ‘Lekt’ Wiatrak

„Nieskończony kryzys” stanowi kontynuację nadrzędnego wątku epokowego komiksu wydanego w 1985 roku opowiadającym o walce z Anty-Monitorem wieszczącym zagładę dla nieskończonych Ziem. Scenarzysta Geoff Johns restaurator chwały Hala Jordana do spółki z głównymi rysownikami George’em Perezem oraz Jerry’m Ordway’em wykładają dwie dekady później starania Ligi o utrzymanie statusu quo dla struktury tkanki czasoprzestrzeni, która została z ledwością połatana po pokonaniu Anty-Monitora. Odkrywanie zawiłości tej wielowątkowej opowieści, przypominającej dziesiątki nakładających się na siebie ogromnych morskich fal powinno wzbudzać podziw i powodować głęboką refleksję. Jednakże zostajemy w owej opowieści rzuceni na bardzo głęboką wodę. Brak znajomości meandrów uniwersum skutecznie utrudni nam odbiór przekazu i licznych nawiązań.

Na początku nowego millenium nadeszła dziejowa pora, aby ponownie naprawić Wszechświaty w niezwykle trudnym czasie komiksowych spisków i knowań. We wstępie napisanym przez Dana DiDio, redaktora naczelnego DC w 2006 roku przeczytamy między innymi kilka ciekawostek poświęconym procesowi wydawniczemu, upuszczeniu pary mnożonych bytów, alternatywnych wcieleń i kolejnych Ziem oraz… o wymuszonej „lewatywie wszechświatów”. Przyznam, iż dobitniejszego określenia na „Kryzys” nie sposób byłoby znaleźć. Geoff Johns odnalazłszy konsensus między dzielącymi oba albumy dwoma dekadami „opanował sztukę zarówno klasycznej jak i współczesnej narracji komiksowej”, tworząc, powiedzmy sobie to bez lukrowania, historię dla zatwardziałych nerdów. Zgodzimy się z siermiężnością „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach”, tutaj na szczęście powiało nieco świeżością nowych czasów.

Kosmos(y) opanowała wojna. Ponownie. Walki toczą się w Gotham, pod Metropolis, na Atlantydzie czy na Rajskiej Wyspie Amazonek. „Omaki” czyli autonomiczne i przerażające roboty bezlitosnego Brata Oko panoszą się po ulicach wypełniając założenia swego twórcy i programisty. Strażnicy pokoju obracają się przeciwko swemu pomysłodawcy. Pragnienie kontroli wyrażone przez Batmana popycha go w ramiona paranoi, nawet lekkiego obłędu. Szczytny pomysł przeradza się w brak zaufania i bolesne wzajemne oskarżenia Wielkiej Trójcy. Początek wyraźnie pokazuje rozterki odbarwione i przemielone dwadzieścia lat wcześniej, lecz bez nadmiernie nadmuchanego balonika patosu. Rozłam w Trójcy następuje po przekroczeniu przez Dianę granicy pozbawienia życia Maxuella Lorda. Superbohaterowie zatraceni w swej szlachetności usiłują pokonać wrogów bez łamania równowagi światła i ciemności, zapominając, iż świat stanowi fiksacja szarości. Superman z Ziemi-2 dochodzi tymczasem do wniosku, iż najwyższa pora na swoiste zrównanie macierzy wszechświatów, gdyż owa nieokiełznana wielokrotność mogłaby doprowadzić do narodzin większego zła niż owe naście lat temu w czasach wspomnianego Anty-Montora.

Abstrahując od niegasnącej sympatii do postaci Batmana, uważam, iż jego wątek został w albumie rozpisany najlepiej. Program „Prawda i Sprawiedliwość” obrócił się przeciwko Bruce’owi, pogubionemu nieco w swojej osobistej wizji owej „sprawiedliwości”. Każdemu w toku narracji przypisano określoną rolę do spełniania, jednakże pośród wszystkich pewna początkowo marginalizowana postać, w ferworze dziesiątek krwawych i spektakularnych starć swym zachowaniem zasługuje na szczególny respekt . W „Nieskończonym kryzysie” efekt wieńczy poświęcenie kogoś, kto za wszelką cenę nie chciał być bohaterem. Scena pochylonego nad jego ciałem wielkiego wojownika (bez spoilerów!) Robina i łzy spływające spod maski ścisną serce każdego nerda.

Znaczącym wartym odnotowania będzie punkt opowieści, gdy podstarzały Kal-L wykłada kuzynce problem orbitujący wokół zagłady Multiwersum i początków problemów związanych z mieszkańcami planety Oa. Dość ciekawie wyeksponowano również spotkanie dwóch drużyn superbohaterów, gdy Sprinterzy z Ziemi-1 i 2 przeniknęli barierę. Retrospekcja pozwala zgrabniej odnaleźć się mniej wprawionemu czytelnikowi, ewentualnie nieznającemu starszego dzieła. Wspomnieć należy także o wybornej i pięknej scenie (podczas walki Supermanów) odtwarzającej okładkę pierwszego numeru „Action Comisc” z 1938 roku.

Technicznie seria DC Deluxe nie pozostawia wątpliwości, iż obcujemy z wysoką półką wydawniczą. Album wieńczy galeria szkiców oraz kilku stronnicowy skrypt z roboczego spotkania autorów komiksu. Posłowie napisane przez Kamila Śmiałkowskiego notuje o magicznych wręcz umiejętnościach przekuwania problemów w korzyści zarówno w kontekście bohaterów „nadliczbowych” jak i kolejnych retcoonów serwowanych cyklicznie przez DC czy Dom Pomysłów.

Podsumowując pierwsza myśl po lekturze „Nieskończonego kryzysu” dotyczyła klątwy sequelozy, podbijaniu stawki, o czym notabene również bez znacznego sugerowania wspomina we wstępie DiDio. Ogólne zespalanie ogromnej mnogości wątków, przez odtworzenie 52 Wieloświatów zwyczajnie powala. Ażeby nie napisać przytłacza. Ilość bohaterów drugo- i trzecioplanowych wraz z ich zmiennymi wcieleniami przyprawia o zawrót głowy. Komiks na wskroś wyborny, lecz z zachowaniem pełni świadomości ─ bez znajomości przytaczanego wielokrotnie „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” oraz pomocnego „Kryzysu tożsamości” dla niewprawionego i nieobytego odbiorcy będzie po prostu niejasny. Nerdy natomiast będą wniebowzięte!

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont Polska za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja