Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rolnicy na start! – recenzja gry „Rolnicy”

Żniwa skończyły się już dawno, a zaraz po nich nastąpiły wykopki i orka. Pojęcia może mało znane dzieciom z miasta, na szczęście fachowe słownictwo nie jest niezbędne do grania w „Rolników”. Niezbędny jest za to spryt, logiczne myślenie oraz żyłka ryzykanta. Kto nie ryzykuje, ten ma słabe plony, o czym każdy z graczy przekonuje się dość szybko. Ale po kolei.

Co w środku?
W niewielkim pudełku (to duży plus, grę można zabrać ze sobą wszędzie), znajdujemy spory plik kart i nic więcej. Żadnych kostek, pionków, popularnych gadżetów, dodawanych do gier, a następnie gubionych, żadnych postaci, tylko karty. Na początku wydaje się to dość kontrowersyjne, zwłaszcza, że młodzi gracze od razu marudzą, że „nuda”, jednak bardzo szybko przyjdzie im zmienić zdanie. Każda z kart podzielona jest na pół i zawiera odpowiednio: spichlerz, dynię, ziemniaki, zboże, słonecznik i lawendę. Ta ostatnia jest kwestią sporną, bo większość dzieci i tak nazywa ją kapustą modrą, zatem ten rysunek mógłby być lepiej dopracowany, ale nie czepiajmy się. Zwyczajnie lawenda w Polsce rośnie rzadko, więc oczy przyzwyczajone do kapusty tak ją przechrzciły. Drugi komplet kart, mniej pokaźny, to punktacja, niezbędna przy zbiorach, od których ilości zależy wygrana. No i oczywiście instrukcja, czytelna, uzupełniona ilustracjami poglądowymi, które przydawały się na początku. Zatem zaczynamy grę!

Obrazek

Kto był ostatnio na wsi?
Ten zaczyna grę:). Każdy gracz otrzymuje pięć kart, których oczywiście nie pokazuje pozostałym. Dwie ze stosu idą na środek, tam znajduje się główne pole uprawne. Potem wszystko wydaje się proste: w swojej kolejce gracz dokłada jedną kartę do głównego pola, zaś drugą do swojego, mniejszego poletka. To małe jest dość ograniczone, musi mieć określony wymiar, zaś duże rozrasta się błyskawicznie. Minus? Karty są dość cienkie i śliskie, więc gdy pole się rozrasta trudno je utrzymać w porządku. Rozemocjonowani gracze miętolą karty w dłoni, przez co tracą one szybko kształt, aczkolwiek nie wpływa to w żaden sposób na jakość rozgrywki.

Wszystko biegnie swoim tempem, do czasu zbiorów. A te zaczynają się, gdy dana uprawa znajduje się łącznie na siedmiu polach. Aby to policzyć, trzeba zliczyć na przykład ziemniaki ze swojego pola i pola dużego, czyli wspólnego. Spichlerze pełnią funkcję jokerów, więc im ich więcej, tym lepiej, bo za każdym razem można je „doliczać” jako coś innego.

Obrazek

Zbiór wydaje się prosty, mamy siedem, to zbieramy, ale uwaga, tu zaczyna się istotny element strategii. Po pierwsze, każdą rzecz można zebrać tylko raz, więc trzeba się wstrzelić w moment, gdy jest czegoś dużo. Zebrać można siedem, osiem, dziesięć, dwanaście lub piętnaście punktów, zatem warto poczekać, aż owych ziemniaków będzie więcej, niż siedem na poletkach. No, chyba że ktoś sprzątnie nam je sprzed nosa, co, jak wiadomo, rodzi sytuacje konfliktowe, nie tylko wśród najmłodszych graczy:). Zatem nasuwa się pytanie, czy lepiej zbierać wszystko od razu, czy czekać na upragnioną „piętnastkę”? Obie strategie są dobre, pamiętać należy tylko, że jeśli ktokolwiek zbierze pięć upraw, gra się kończy i można zostać w ręką w wiadomo czym lub gracką w szczerym polu.

Obrazek

Podsumowanie:
Reasumując, gra okazała się niezwykle emocjonująca, wciągająca, rozgrywka przebiega za każdym razem inaczej, jest bardzo zróżnicowana. Nikt się nie nudził, ale też i nie pokłócił, nie licząc fundamentalnego sporu o lawendę. Rozgrywka dla czterech osób zajmuje około 40 minut, trzeba sobie zarezerwować duży stół, przyjąć wyraz twarzy pokerzysty i zbierać, zbierać, zbierać! Polecam bardzo serdecznie:).

Ocena: 5/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Dyskusja