Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Coraz bliżej święta – recenzja gry „Choinka”

Kochacie Boże Narodzenie? Zapach pierników sprawia, że z rozrzewnieniem odliczacie dni pozostałe do Wigilii? Uważacie, że każda zielona, iglasta gałązka ma święte prawo do bycia udekorowaną kolorową bombką tak szybko, jak tylko w marketach zabrzmi „Last Christmas”? Świąteczny Szał w październiku to o wiele za późno? Oto gra dla Was!

All I want for Christmas is you!
Pudełko „Choinki” jest prześliczne. Mogłoby stanowić prezent sam w sobie i to bez owijania go w kolorowy papier. Solidny karton ozdabia grafika Marcina Minora – mamy tutaj połówkę przybranego już świątecznego drzewka i śnieżynki. Wszystko zgodnie z obowiązującymi grudniowymi trendami – zwieńczone złotym brokatem. Łatwo złapać klimat. Opakowanie zawiera cztery plansze – choinki w formie puzzli (są całkiem spore), oraz karty: 106 ozdób świątecznych (w tym bombki kule, kryształki, gwiazdki, cukierki i piernikowe ludziki), 30 płytek celów, ołówek i notes. Wszystkie kartoniki ozdobiono w tym samym, uroczym stylu. Nawet z notesika do zapisywania wyników zerka na nas pierniczek, a błędy zaznaczamy skreślając cukrową laseczkę. Brzmi pięknie, uroczo i relaksująco, ale „Choinka” to poważny biznes. Wszyscy przecież wiemy, że przygotowania do Świąt to nie żarty…

Obrazek

Snow is falling!
Gra jest przeznaczona dla od dwóch do czterech osób i potrwa około trzydziestu minut. Podczas rozgrywki każdego gracza jest udekorować swoją planszę – choinkę – i zdobyć jak największą liczbę punktów. Mamy na to trzy rundy. Rozpoczynamy od przygotowania kartoników. W wariancie dwu i trzy osobowym musimy odrzucić część kart oraz losowo rozdzielić płytki celów. Następnie rozdajemy po osiem ozdób świątecznych, trzymamy je zakryte przed sobą. Kolejna faza to wybór celu – każdy z graczy musi wybrać dodatkowe zadanie, za które zgarnie ekstra punkty. Kiedy spełni warunki, przystępujemy do dekorowania. Z posiadanych kart wybieramy jedną, kładziemy ją w dowolnym miejscu na naszym drzewku. W trakcie gry ozdoby możemy przekładać w dowolny sposób, ale takie ruchy są ograniczone i kiedy je wykonamy, musimy skreślić cukrową laseczkę na karcie wyników. Kartoniki następnie przekazujemy osobie siedzącej po naszej lewej stronie i postępujemy w ten sposób, aż zostaną tylko dwie sztuki. Wtedy jedną zachowujemy dla siebie, a drugą odkładamy do pudełka i runda się kończy – podliczamy punkty. Powtarzamy proces jeszcze dwa razy, po trzecim sprawdzamy, które z dodatkowych zadań udało nam się wykonać.

Obrazek

Jingle bells!
Świąteczny biznes nie wybacza. Nigdy. Gra jest skomplikowana, chociaż twórcy twierdzą, że przeznaczona dla użytkowników od ósmego roku życia. Ośmiolatek mógłby nie udźwignąć pojęcia wszystkich dosyć pogmatwanych zasad na raz, nie zapamięta też raczej, za co i kiedy podliczamy punkty. Wariant dwuosobowy gry kuleje, bo i tak musimy stworzyć „gracza widmo”. Instrukcja każe nam rozłożyć dodatkową choinkę i zagrywać rundę za nieistniejącą osobę. I tak – nasz niewidzialny przyjaciel może z nami wygrać, co prawie zdarzyło się w przypadku testowym, kiedy podczas jednej z tur niechcący ułożyliśmy ozdoby tak, że wynik nie-gracza przewyższył nasze o połowę. Było to zabawne zjawisko, zwłaszcza, iż o choince numer trzy łatwo jest zapomnieć.

Liczenie punktów jest żmudne. Każdy etap kończy się podliczeniem tego, co udało nam się zdobyć za płytki zadań, a po ostatniej fazie gry dodatkowo sumujemy dopasowanie światełek i symboli znajdujących się na kończynach pierniczków do otaczających go ozdób, śnieżynek narysowanych na bombkach i numerków na cukierkach. Punktów jest mnóstwo, naprawdę mnóstwo. Jeśli ktoś uwielbia dodawanie, to pokocha „Choinkę” nawet bardziej. Chaos wprowadza też fakt, że możemy przekładać ozdoby na swoich drzewkach w dowolnym momencie, ale ograniczoną ilość razy. Musimy więc mieć oko na współgraczy, czy przypadkiem nie przestawiają bombek, nie skreślając laseczki.

Obrazek

Istnieje też trudniejszy wariant gry, do którego mamy bardziej skomplikowane cele, ale wariant łatwiejszy okazał się wystarczającym wyzwaniem. Układanie ozdób na planszy jest jednak relaksujące, a fakt, że po „jednym okrążeniu” znamy zawartość wszystkich rąk daje nam możliwość jak najlepszego zaplanowania naszego kolejnego ruchu – oczywiście pod warunkiem, iż któryś z graczy nie podbierze nam cukiereczka potrzebnego do idealnego ułożenia. Dla osób lubiących w grach strategię jest to zdecydowany plus, tego mamy tu całkiem sporo – pierniczki najlepiej układać tak, by z każdej strony mogły zostać obłożone odpowiednimi symbolami – za wszystkie cztery otrzymamy bonus. Trzeba też dopasowywać kolorami światełka – mały szczegół, który może zaważyć na zwycięstwie.

Obrazek

Let it snow!
„Choinka” to gra czarująca, ale zawiła. Zapoznawanie się z zasadami zajmuje sporo czasu, a i po zapoznaniu ściągawka bywa niezbędna. Młodszy gracz będzie miał problem z przyswojeniem wszystkich procesów, być może również z podliczeniem punktów, więc wydaje się, że co najmniej przydatny byłby wiekowy skład mieszany. Co do starszych graczy, jeśli zignorujemy wszystkie działania liczbowe, to gra może być satysfakcjonująca, a na pewno miła w odbiorze. Poziom rywalizacji nie jest tu wysoki, bo każdy zajmuje się własnym drzewkiem i nie ma realnego wpływu na zagranie przeciwnika – po prostu robimy swoje, a na końcu sprawdzamy, jak dobrze nam to wyszło. Pozostaje też kwestia tematu. Mamy grudzień i „Choinka” wydaje się idealną grą na ten czas, co jednak będzie w lipcu? Cóż, w lipcu… W końcu nikt nie powie nam, że zwariowaliśmy, kiedy nucąc „Dzisiaj w Betlejem” spróbujemy wieszać pierniki na zielonych gałązkach.

Ocena: 4/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Dyskusja