Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Błyskawiczna gra słowna? – recenzja gry „Szóstki”

Uwielbiam gry słowne, poważnie! To bez wątpienia pokłosie wychowywania się w czasach, gdy smartfony były dopiero pieśnią przyszłości, a czas w podróżach trzeba było jakoś zabić. Grało się wtedy we wszystko – skojarzenia, państwa-miasta i wiele, wiele innych, które wymagały co najwyżej kartki i długopisu. Tak, „Szóstki” świetnie się w wpasowały w moje wspomnienia z dziecięcych lat.

Zatem, co my tutaj mamy?
Już patrząc na pudełko „Szóstek” można śmiało wywnioskować przy jakich okazjach gra sprawdzi się najlepiej, wieczko zdobi bowiem grafika przedstawiająca kilka osób, zabijających czas podczas podróży pociągiem. Otwierając nieduże opakowanie (wielkości tej samej, co „Munchkin”), spokojnie możemy stwierdzić, że do zabawy potrzebne są znikome ilości elementów. Zawartość „Szóstek” to raptem kilka elementów: 110 kart, różniących się symbolem (37 kart Trafiony, 37 kart Unikat oraz 36 kart Błyskawica), klepsydry oraz notatnik i krótka (mieszcząca się na kartce) instrukcja.

Obrazek

Wszystkie plakietki jakością przypominają zwykłe talie, które można kupić w pierwszym lepszym kiosku. Wydrukowane zostały na papierze, więc w trakcie użytkowania mogą się zagiąć, zmoczyć lub naderwać (ostatniej szkody udało mi się dokonać osobiście, oczywiście nieintencjonalnie). Co do klepsydry – plastikowa, odmierzająca dokładnie minutę (ze stoperem w ręku), w moim pudełku był żółty egzemplarz (porządna, chociaż nie radziłabym jej deptać lub sprawdzać jej wytrzymałości w inny sposób, bo próby zepsucia jej z pełną premedytacją może nie przetrwać).

Nie zabraknie też notesu (pięćdziesiąt kartek, każda podzielona tak, by było miejsce na sześć słów w takiej samej liczbie rund) chociaż tutaj nie przywiązywałabym się zbyt mocno – notatnik kiedyś się skończy, nawet zapisywany obustronnie, i trzeba będzie zaopatrzyć się we własny papier. Bym zapomniała! Pamiętajcie też o swoich długopisach, ołówkach lub kredkach. W pudełku ich nie ma, a będą niezbędne do zapisywania swoich wyrazów (warto kilka mniejszych wrzucić do opakowania na stałe, żeby nie zdziwić się w trakcie podróży).

Obrazek

O co chodzi?
Zasady gry mieszczą się na dwustronnie zapisanej kartce, co już samo w sobie przemawia na plus „Szóstek” – gra nie ma rozbudowanego systemu reguł, który wymagałby więcej niż kilka minut na przybliżenie ich uczestnikom. Sprawia to, że w zabawie mogą wziąć udział nawet najmłodsi (Trefl sugeruje minimalny wiek na osiem lat, jednak niech każdy oceni sam czy jego pociecha się w niej odnajdzie). Karcianka świetnie nadaje się już dla dwóch osób (chociaż większa ich ilość sprawia, że rywalizacja nabiera rumieńców i dynamiki), sama rozgrywka nie trwa zaś dłużej niż kwadrans, jest też regrywalna.

Zanim zabierzemy się do pokonywania przeciwników, warto się przygotować: karty podzielić na trzy stosy (Trafiony, Unikat i Błyskawica osobno), ustawić klepsydrę i rozdać wszystkim po kartce oraz czymś do pisania. „Szóstki” zdecydowanie nie potrzebują wiele miejsca – wystarczy niewielki stolik czy inna płaska powierzchnia. Oczywiście celem gry jest osiągnięcie jak najwięcej punktów w sześciu rundach. Jak to osiągnąć?

Etapy różnią się od siebie. W zależności od rundy, gra się według zasad innych kart. Pierwsza oraz czwarta wymaga pociągnięcia plakietek Trafiony (oznaczonych tarczą strzelniczą), druga i piąta to karty Unikat (te z diamentem), a trzeci i szósty – plakietki Błyskawica (z adekwatną grafiką). Jeden z graczy odczytuje hasło (lub hasła) z karty, a ktoś inny odwraca klepsydrę. Od tego czasu wszyscy mają minutę, by zapisać sześć słów w odpowiednim polu na kartce, zgodnie z regułą danego etapu. Jaką?

Obrazek

Tak więc, gdy w grze są karty Trafiony, punkty dostaje się za każde słowo, kojarzące się z kategorią na karcie i użyte przez innego gracza; przy kartach Unikat ponownie podaje się wyraz pasujący do kategorii, ale jednocześnie niepojawiający się u żadnego z innych graczy; zaś przy Błyskawicach należy wysilić szare komórki i podać po wyrazie do każdej z sześciu kategorii z karty, ale jeszcze trafić te, których nikt inny nie użył. Na koniec każdej rundy najmłodszy gracz zaczyna odczytywać swoje hasła, żeby inni mogli swoje wyniki porównać. Gdy jakiś z uczestników zdobędzie w danej rundzie sześć punktów, to dostaje w nagrodę kolejny. W razie wątpliwości czy dany wyraz spełnia kryteria – gracze decydują wspólnie.

Komu, komu, bo idę do domu?
„Szóstki” zdecydowanie przypadną do gustu każdemu, kto uwielbia gry słowne i lubi spędzać czas na dopasowywaniu wyrazów do podanych kategorii. Łatwe zasady sprawiają, że nada się również jako rozrywka dla osób, które na co dzień nie grają w planszówki i karcianki, a naprawdę wysoka regrywalność skutkuje tym, że zabawa nie znudzi się po rundzie czy dwóch (trudno jest też wyrobić sobie bazę stałych słów, które można użyć w danej kategorii, jak w państwach-miastach).

Fakt, nie jest to pozycja wybitnie imprezowa, nada się jednak jako alternatywa na długi, zimowy wieczór w gronie znajomych. Jej zasady można też dostosować do poziomu uczestników, czy to odkładając karty Błyskawic lub zwiększając zapas czasu przy młodszych graczach, czy to utrudniając starszym wyjadaczom i wprowadzić konieczność pisania wyrazów na określoną literę.

Ocena: 4.5/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Fabryka Kart Trefl-Kraków.

Dyskusja