Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wszystkie kotki za płotki – recenzja gry „O kocie w kłopocie”

Kot to niesforne zwierzę. Niektórzy mówią, że ma swoje ścieżki, ale tak naprawdę po prostu błądzi. Błądzi na potęgę. Ten własnie problem spotkał maleństwa, bohaterów gry „O kocie w kłopocie”, które zasnęły w trakcie zabawy i obudziły się na naczepie ciężarówki, daleko od domu. Problem w tym, że koty, jak to koty – nie pamiętają nawet jak wygląda ich dom i zaczynają krążyć po okolicy licząc na to, że coś im się przypomni. Który z graczy najszybciej odprowadzi swojego podopiecznego do jego własnej kuwety?

Jak wygląda okolica?
W pudełku z grą, oprócz instrukcji, znajduje się 38 kart Akcji (w tym Posiłki, Szczęście i Pech), 16 kafelków planszy, 18 żetonów Domu (przedstawiają różne kolory Dachów, Kształtów i Ogrodów) oraz 4 lekko puchate pionki.

Na początku rozgrywki kafelki układa się w dowolny proporcjonalny układ z polami startowymi na brzegach (preferowany jest kwadrat), a resztą zakrytą. Każdy z graczy umieszcza swój pionek na jednym z widocznych pól i otrzymuje pola domu – po jednym Dachu, Kształcie i Ogrodzie, co zdefiniuje wygląd budynku, jakiego szuka. Problem w tym, że nikt nie widzi, czego poszukuje. Wszyscy otrzymują również trzy karty Posiłków, definiujące liczbę punktów ruchu – od 1 do 3. Pozostałe karty Akcji tasuje się razem i umieszcza obok planszy.

Obrazek

Kotku, kotku, jak trafić do domku?
W swojej turze gracz może albo szukać Domu, albo Posiłku. Jeśli wybierze pierwszą opcję, może zagrać dowolną liczbę kart z ręki – albo Posiłków, albo Szczęścia. Te drugie wprowadzają natychmiastowy efekt, natomiast pierwszymi pokazuje się, o ile pól poruszymy się do przodu. Wybieramy wtedy ścieżkę, którą chcemy podążać, a jeśli wiedzie nas ona na jeszcze nieodkryty kafelek, odkrywamy go.

Drogę wybiera się w ciemno, nie widząc, co jest na nowych kafelkach – w końcu błądzimy i szukamy. Można wejść do domu – wtedy gracz po naszej lewej bierze nasze żetony Domu i porównuje z budynkiem, w którym się znajdujemy. Jeśli którykolwiek z nich się zgadza, odwraca go (ale tylko jeden, nawet jeśli zgadzają się wszystkie).

Obrazek

Drugą opcją jest poszukiwanie Posiłku – dobieramy wtedy nowe karty. Ich liczba zależna jest od miejsca, w którym jesteśmy. Jeśli dobraliśmy kartę Pecha, od razu ją ujawniamy i wprowadzamy w życie ich efekt.

Kiedy dwa kotki spotkają się na tym samym polu, rozpoczyna się walka. Oponenci wybierają po jednej karcie z ręki i je porównują. Zwycięzcą zostaje ten, kto pokazał kartę z większą liczbą. Dobiera on nową kartę w nagrodę, a przegrany cofa się o trzy pola w kierunku wskazanym przez zwycięzcę.

Zwierzaki będą krążyły po planszy, aż któryś z nich nie odkryje swojego domu – najpierw musi odkryć wszystkie swoje żetony Domu, by wiedzieć, czego szuka, a następnie pobiec do właścicieli.

Obrazek

Kotek zszedł na złą drogę?
„O kocie w kłopocie” to gra rodzinna, w której uroczy klimat może spowodować, że wszyscy fani miauczącej fauny będą mogli pomóc ulubieńcom w odnalezieniu swojego miejsca na Ziemi. Stosunkowo proste zasady sprawią, że można bez problemu zagrać w nią nawet z kilkuletnimi dziećmi.

To, że w każdej rozgrywce kafelki układa się w losowy sposób również sprawia, że trudno tutaj o monotonię. Nie można nauczyć się na pamięć planszy, ani opracować najskuteczniejszej strategii. Za każdym razem trzeba dostosowywać się do nowej sytuacji. Dodatkowo – po wielu pojedynkach można tworzyć swoje układy kafelków, nie układać ich w formę kwadratu.

Obrazek

Ponadto w grze można doszukać się śladowych elementów strategicznych. W zwycięstwie może pomóc umiejętność przewidywania i planowania ruchów (po pierwszym etapie odkrywania kolejnych pól). Patrząc na to, jakie domy odwiedziliśmy i jakie ich elementy odkryliśmy, zwiększamy swoje szanse na znalezienie kolejnych elementów. Tak samo – odpowiednio powodując walki można przeszkodzić przeciwnikowi w odnalezieniu jego domu (tutaj pomaga to, że wiemy, jakich domów szukają przeciwnicy, mimo że nie znamy swojego).

To, co mogłoby jeszcze urozmaicić rozgrywkę, to zwiększenie liczby graczy i powiększenie planszy. Wtedy jednak mógłby się na niej zrobić całkiem spory chaos. Jedyne, co może zakłócić dobrą zabawę, to układ na planszy, w którym któryś kotek znajdzie wszystkie potrzebne elementy oraz swój własny dom niedaleko pola startowego. To może spowodować szybkie zakończenie rozgrywki, zanim inni na dobre się rozkręcą.

Obrazek

Dodając do tego przyzwoite wykonanie elementów – twarde kafelki i pionki z puszystymi ogonkami oraz uroczą, ale jednocześnie czytelną grafikę, uzyskuje się grę, po którą każdy sięgnie z przyjemnością. Mankamentem jest niedopracowana instrukcja, która niektóre zasady traktuje troszkę pobieżnie – na przykład ścieżki na polach startowych i ich początki.

Czy warto zgubić kota?
Podsumowując – „O kocie w kłopocie” jest grą familijną, która dzięki stosunkowej prostocie zasad i dynamice rozgrywki, powinna pozwolić na dobrą zabawę w gronie niezależnym od wieku. Konieczność odszukania elementów, które potem będą nam potrzebne, a następnie potrzeba wyprzedzenia przeciwników sprawiają, że zabawa może być ekscytująca. Dlatego warto zapoznać się z tym tytułem i zaprezentować go dzieciom.

Ocena: 4.5/5

Za grę dziękujemy Fabryce Kart Trefl-Kraków.

Dyskusja