Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie bawmy się w stereotypy – recenzja książki „Do gwiazd”

Brandon Sanderson zdążył przyzwyczaić nas do tego, że spod jego pióra wychodzą opowieści przesycone magią: złożonymi systemami magicznymi, jak w „Elantris” czy „Z Mgły Zrodzonym”, albo prostej mocy, czego możemy doświadczyć w „Alcatraz kontra Bibliotekarze” czy „Mścicielach”. A teraz w „Do Gwiazd” sięga do tytułowych obiektów, gdzie nie potrzeba mu magii, aby zaakcentować wartości i warte naśladowania wzorce, gdzie także istnieje przestrzeń (i to jaka!) do poruszania w niezwykle symboliczny sposób tematów aktualnych, które go nurtują.

„Do gwiazd” opowiada historię Spensy, młodej dziewczyny, której ogromnym marzeniem jest poprowadzenie kosmicznego myśliwca przeciw Krellom, wrogo nastawionej rasie od wieków nękającej lud Spensy. Jednak nic nie może być takie proste i na drodze do ziszczenia się snów dziewczyny staje wiele przeszkód, rodzinna hańba, stereotypy i brak długoletniego treningu, lecz w obliczu nieuchronnie zbliżającej się katastrofy przyda się każda zdolna do walki para rąk.

W książce Sanderson nie mówi zbyt wiele nowego w stosunku do swych poprzednich dzieł, co nie oznacza, że nie warto po „Do gwiazd” sięgnąć, wręcz przeciwnie, umożliwia zapoznanie się z jeszcze inną perspektywą, poszerza horyzont patrzenia na te same tematy i stara się przewartościować to, jak widzimy idealnie funkcjonujące społeczeństwo. Zachęca do aktywizacji zawodowej, hobbystycznej, jakiejkolwiek bez względu na wiek (tu z drobnymi wyjątkami, nie liczcie i nie obawiajcie się inicjacji seksualnej), płeć czy etniczność – tym razem stawiając na mocny akcent dziewczyny, ale nie wciskając w jej postać przekonań feministycznych, tylko egalitarystyczne.

I to również ważne jest w budowaniu relacji między bohaterami, które nie opierają się na prostych, zwięzłych interakcjach, tylko długofalowej ewolucji więziotwórstwa i przemian wewnętrznych – nowe doświadczenia, zetknięcie się z innymi przekonaniami czy perspektywami, wszystko to sprawia, że bohaterowie reflektują, że nie zawsze świat musi komunikować się za pomocą stereotypów… i że warto je przezwyciężać. Wówczas powstanie zdrowa relacja, doprowadzająca do zażylszych kontaktów albo czegoś więcej.

Ale opowieść Spensy to także próba przełamania tego, jak patrzy się na potomków osób, które nieszczególnie chwalebnie zapisały się na kartach dziejów. Spensa boryka się z piętnem córki dezertera, przez co musi o wiele bardziej się starać, mierzyć się z nieprzychylnościami i wewnętrznym rozdarciem. Książka pokazuje nam również, jak wielką rolę przywiązujemy do dziedzictwa (nie materialnego), ale genetycznego, że zaczynamy postrzegać niektóre cechy i winy jako coś, co można dostać w spadku. No i Sanderson właściwym dla siebie sposobem łamie takie poglądy.

Z tym, że musimy pamiętać, że to książka skierowana do młodzieży, a więc ten pozorny ciężar tematów znajduje się za warstwą, to nie powieść pedagogiczna, tylko w pełni rozrywkowe dzieło, które pozwala się odprężyć, napisane jest ładnym, ale nieprzesadnie skomplikowanym językiem. To cieszy, że oprócz pędzącej na łeb na szyję akcji, przemyślanej i oferującej serię niepowtarzalnych przygód, znalazło się miejsce na tak wiele ważnych refleksji, które czytelnik niby rybak może wyławiać.

„Do gwiazd” jest zatem wyjątkowo dobrym powodem, aby podsunąć je młodszemu rodzeństwu albo dzieciom, a nawet żeby samemu zanurzyć się w świat może i pozornie infantylny, ale pod tą warstwą skrywający taką puentę, że wiele ksiąg skierowanych przede wszystkim do dorosłych mogłoby dziełu Sandersona pozazdrościć. Jak wygląda przyjaźń? Jak wygląda pasja? Jak wygląda konsekwencja starań i nauki? Na te pytania możecie znaleźć odpowiedź właśnie w tej książce.

Ocena: 4/5

Dyskusja