Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nowoorleański koktajl – recenzja „Cienie Nowego Orleanu”

Nowy Orlean rzadko pojawia się w literaturze fantastycznej. Atmosfera dusznego Południa, tygiel ras i przedstawicieli różnych nacji, pierwotna i groźna magia, jaką posługują się czarnoskóre kobiety, a na dokładkę czasy prohibicji – wydaje się, że to przepis idealny na świetną powieść. Jak się okazuje – nie zawsze.

Lovecraft, 8 mm czy kryminał noir?

Po lekturze „Cieni Nowego Orleanu” miałam nieodparte wrażenie, że autor nie do końca miał pomysł na to, jaką powieść chce napisać. Początek to stylizacja na dzieła H. P. Lovecrafta. I nie, nie jest to zarzut, bo stylizacja językowa jest bardzo udana, choć mnie drażniły zdania typu “Leniwe żarna pamięci mełły żwir skojarzeń na jałowym biegu”. No ale ja wielbicielką prozy Samotnika z Providence nie jestem i niemal za każdym razem odbijam się od jego dzieł. Lewandowski jednak z czasem zmienia język na bardziej przystępny, dosłowny i wyrazisty, dzięki czemu fabuła zaczęła nabierać mroku i ociekać okrucieństwem (osobiście przypomina mi to film 8 mm). Jednak aby dotrzeć do tego miejsca, musiałam przebrnąć przez niemal połowę książki…

Ten stylistyczny misz-masz nie wyszedł powieści na dobre. Autor wplata wątki różnych gatunków literackich, ale w moim odczuciu było to dość nieumiejętne – tak jakby sam nie miał pomysłu na swoją historię i pisał ją na zasadzie “jakoś to będzie”. Powieść leży również pod względem opisów walk wręcz. Brutalne bójki opisane są w sposób wyzuty z emocji i mało dynamiczny, co mi się zwyczajnie nie podobało i zamiast czytać opis do końca przebiegałam wzrokiem tekst. Chyba jednak nie o taki efekt autorowi chodziło.

Detektyw Ale To Już Było

Całość jest mocno utrzymana w stylu czarnego kryminału, a wątek nadprzyrodzony pojawia się gdzieś w tle, towarzysząc czytelnikowi cały czas niezbyt nachalnie. I jak to w kryminale noir bywa, głównym bohaterem jest detektyw. John Raymond Legrasse (jako ciekawostkę dodam, że nazwisko zostało zaczerpnięte z „Zewu Cthulu” Lovecrafta) to typowy policjant znany z wielu kryminalnych powieści. Traumatyczne przeżycia z czasów wielkiej wojny, samotność, alkoholizm, praca na krawędzi prawa, zderzenie się z bestialstwem… Ile razy już o takich mężczyznach czytaliśmy? Dla detektywa nie ma nadziei, nic go nie odróżnia od dziesiątek mu podobnych samotnych i niezrozumianych bojowników o godność kobiet. I de facto z jego działań nic nie wynika, bo nie do końca znamy jego motywy działania, a i efekty jego starań są, delikatnie mówiąc, marne.

I tego mi chyba najbardziej w powieści brakowało – emocji. Kolejne rytualne mordy, kolejne bestialstwa, kolejna walka Legrasse’a z wiatrakami… „Cienie Nowego Orleanu” nie wzbudzając emocji, które sprawiają, że od lektury nie można się oderwać, że o książce nie można zapomnieć. Nie stworzyłam więzi emocjonalnej z żadnym z bohaterów – i nie mam tu na myśli sympatii, ale nawet negatywnych uczuć – postacie były dla mnie papierowymi figurkami, które muszą coś zrobić, coś powiedzieć i zniknąć nie pozostając ze mną na dłużej. Przez brak emocjonalnego przywiązania książka wydała mi się zwyczajnie nudna.

Czy są jakieś plusy?

Autor doskonale wykreował świat Nowego Orleanu, jego ciemnych uliczek, niebezpiecznych dzielnic, czasów prohibicji, zaułków pełnych prostytutek i sutenerów, mafii i konfliktów na tle rasowym. I choć porusza się w tym etnicznym koktajlu jak ryba w wodzie, zabrakło mi w tej historii czegoś jeszcze – nie ludzkich dramatów, bo tego jest tu pełno, ale swego rodzaju nadziei, że może być lepiej, a działania głównego bohatera mają jakiś sens w szerszej perspektywie. Ogromny potencjał historii, miejsca i etnicznego tygla nie został wykorzystany.

Nie przepadam za klimatami związanymi z Cthulhu, a więc początkowy lovecraftowski sznyt oraz nawiązania do mitologii o Wielkich Przedwiecznych zupełnie do mnie nie trafiły. Sama historia również nie jest specjalnie odkrywcza, a i nierówny styl nie pomagał w lekturze. Jeśli jednak lubicie Lovecrafta, klimat tajemniczości powiązany z okrutnymi mordami rytualnymi, to powieść Lewandowskiego może się wam spodobać.

Ocena: 3/5

Dyskusja