Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zapraszamy na krwawą wyżerkę! – recenzja gry „Monster Slaughter: Horror w Głębi Lasu”

Motyw jest dosyć popularny, wyobraźcie sobie taką sytuację: w grze wcielacie się w grupkę bohaterów, którzy muszą stawić czoła okrutnym monstrom. Przyjdzie wam stanąć do walki twarzą w twarz z samymi najgroźniejszymi potworami, jakie znacie z horrorów. Do dyspozycji macie mnóstwo przedmiotów i broni gwarantujących bitwę na równych zasadach, które znajdujecie w trakcie swojej przygody na planszy. Brzmi znajomo? A i owszem, a co powiedzielibyście na małą zmianę ról?

W grze „Monster Slaughter” gracze wcielą się w jedną z siedmiu rodzin potworów, których celem jest zabicie wszystkich ludzi znajdujących się w opuszczonej chatce w lesie. Zadanie wydaje się łatwe, jednak zawsze istnieje jakieś „ale”. Chociaż potwory nie mogą siebie atakować, decydują się pomóc swoim ofiarom. Każdy chce przecież samodzielnie utłuc ludzi, a nie patrzeć, jak inne rodziny dobrze się bawią. W ten sposób będziecie zawierać tymczasowe sojusze, aby utrudnić innym polowanie, oraz wyrywać sobie nawzajem smaczne kąski. A zatem piły mechaniczne i maczety w dłoń, bowiem podano do stołu!

Obrazek

Wykonanie gry
„Monster Slaughter” to typowa pozycja w stylu ameri, przeznaczona dla od dwóch do pięciu graczy, której partia trwa od czterdziestu pięciu do sześćdziesięciu minut, według informacji podanych przez wydawcę. Choć gra charakteryzuje się dosyć brutalną tematyką, to już młodzież w wieku powyżej czternastu lat będzie mogła zasiąść do stołu i spróbować swoich sił w pożeraniu ludzi.

„Monster Slaughter” to ameristyle w czystej postaci, ponieważ zaraz po otwarciu pudełka oczom graczy ukazują się piękne figurki, wykonane z dbałością o każdy detal, których łącznie jest trzydzieści jeden. Ponadto znajdziemy: Chatę oraz Szopę na Narzędzia w postaci 3D, cztery wewnętrzne ściany, pięć kafelków terenu, osiem kolorowych znaczników, dziewięć par drzwi oraz pięć barykad, dziesięć kości, dwieście żetonów i znaczników, a na koniec sto dwie karty. Komponenty spodobają się nawet najbardziej wymagającym ameri-graczom, ze względu na ich żywe kolory oraz ilustracje odpowiadające mrocznemu klimatowi pozycji. Znaczniki i żetony zostały równo przycięte oraz są wykonane z grubej tektury, a karty nie są cienkie, co zagwarantuje dobrą zabawę na długie godziny.

Obrazek

Od czego zacząć, czyli zanim wyruszymy na łowy
Ostrzegam, że musicie uzbroić się w cierpliwość, ponieważ przygotowanie gry „Monster Slaughter” wymaga czasu, ale zapewniam, że tego nie pożałujecie. Instrukcja dokładnie opisuje, które czynności należy wykonać i w jakiej kolejności, także bez obaw, w końcu rozkładacie przed sobą półmisek pełen ludzkich smakołyków. Obawiam się jedynie wytrzymałości niektórych komponentów. Owszem, wspominałam, że są wykonane z dość grubej tektury, jednak chatkę tworzy dolne wieczko pudełka. Dlatego wewnętrzne ściany trzeba każdorazowo montować i wykładać w trakcie rozkładania i składania gry, co wiąże się z pewnym ryzykiem, iż owe kafle zwyczajnie się zużyją z biegiem czasu.

Kiedy domek będzie już gotowy, pora wybrać swoją potworną rodzinkę, a co się z tym wiąże, dobrać odpowiednie figurki i karty. Nie zapomnijcie o żetonach postaci – gości, jakich spotkacie w chatce. Każdy z graczy dostaje ten sam komplet, który potajemnie układa w wybranej przez siebie kolejności, ostatecznie kładąc na jednym z nich żeton z celownikiem. Od tej pory ta ofiara jest dla waszej rodziny smakowitym kąskiem, a co za tym idzie, sami musicie ją dobić! Jeśli, moje drogie potwory, macie już przygotowane swoje stanowiska to pora jeszcze na główną planszę. W zależności od tego, ilu graczy zasiądzie przy stole, należy wyłożyć odpowiednią liczbę kart i, według instrukcji, potasować je oraz rozdzielić na osobne stosy: dla pomieszczeń oraz nocnych wydarzeń.

Obrazek

Już na samym początku decydujecie, czy chcecie zagrać z dodatkowymi wariantami: Szopą na Narzędzia oraz Nieproszonymi Gośćmi, wprowadzającymi do rozgrywki pewne utrudnienia. Podczas pierwszego polowania zalecam jednak tradycyjną rozgrywkę, aby móc wczuć się w klimat i mechanikę gry. Ta sama porada dotyczy scenariuszy, których łącznie posiadamy osiem. Każdy z nich wprowadza do rozgrywki inne zmiany w zasadach, są one także ponumerowane od najłatwiejszej do najtrudniejszej, dlatego warto na początku z nich zrezygnować.

Jesteśmy gotowi, czyli pora na wyżerkę
Sama rozgrywka nie należy do trudnych i skomplikowanych i to od was będzie zależało, po ilu rundach skończycie partię. Maksymalnie jest ich dziewięć, ale kto chciałby tyle czekać na pożywne jedzenie. Drogie potwory, wasza pierwsza tura będzie, jak ja to nazywam, „pusta”, ponieważ nie obowiązuje jeszcze żadne wydarzenie. W ten sposób rozstawiacie swoje początkowe postacie na planszy. Dopiero, gdy każdy wykona swoją turę, odkrywana jest pierwsza karta wydarzenia, a znacznik Pełni ląduje na godzinie zerowej, dlatego musicie się spieszyć, ponieważ macie czas tylko do ósmej rano. Wydarzenia wprowadzają do rozgrywki pewien twist, narzucając w ten sposób dodatkowe okoliczności, będące niekiedy przychylne dla potworów, innym razem dla ludzi.

W swojej turze gracz może wykonać jedną z sześciu akcji, a o ich sukcesie lub też porażce zadecyduje rzut kośćmi, choć nie zawsze, ponieważ każdemu przysługuje darmowy ruch oraz możliwość podejrzenia przez potwora wierzchniej karty z talii pomieszczeń – te akcje nie wymagają rzutu kośćmi. Wyważanie drzwi wymaga co najmniej jednego sukcesu, a jeśli trafi się barykada – dwóch. Podczas Przeszukiwania, Straszenia oraz Atakowania, im więcej wypadnie sukcesów, tym korzystniej dla nas.

Obrazek

Na kartach potworów znajdują się podstawowe informacje: ile akcji przysługuje w danej turze, iloma kośćmi należy rzucić oraz jaka jest specjalna akcja (o nich napiszę później). Tak, jak wspomniałam wcześniej, mamy darmowy ruch, za kolejne musimy niestety zapłacić punktami akcji.

Przemieszczamy się zawsze o jedno pole. Podglądanie pozwala na zrobienie krótkiego researchu w talii pomieszczeń. Prawdziwa zabawa zaczyna się podczas rzutu kośćmi. Z reguły nie jest to wynik trudny do uzyskania, ale jak wiadomo, noga może się powinąć, nawet najlepszym.

Już na starcie wyważone drzwi zachowujemy dla siebie, ponieważ na koniec przyniosą nam jeden punkt do ogólnej puli. Przeszukanie pozwala na dobranie kart z talii pomieszczenia, w którym się znajdujemy. Liczba sukcesów równa się liczbie dociągniętych kart, ważne aby dobierać je pojedynczo, gdyż w momencie wyłożenia pułapki, należy niezwłocznie pochwalić się swoim pechem z innymi, co z reguły kończy daną akcję.

W ten sam sposób postępuje się z dociągniętymi kartami ludzi. W pomieszczeniach znajdziecie, oprócz wspomnianych pułapek i ludzi, również broń wszelkiego rodzaju i kalibru. Warto ją zachować na później!

Czym byłby potwór, gdyby nie umiał siać postrachu wśród śmiertelników? Jak wiadomo, stwory kochają to robić ludziom. Niewykluczone, że może po tym lepiej smakują, jednak do sedna. Straszenie również rozpatruje się rzutem kośćmi – w zależności od tego, ile wypadnie, o tyle pól możecie przesunąć człowieka. W ten sposób będziecie kraść sobie nawzajem wystraszoną kolację sprzed nosa.

Obrazek

Na koniec wisienka na torcie, czyli zadawanie rań i obrażeń. Sytuacja ma się tak samo, jak Straszenie. Wyrzuciłeś dwa sukcesy? Brawo, w takim razie twoja ofiara traci dwa punkty życia. Jest to akcja, która niewątpliwie najbardziej się opłaca, gdyż za takie ubijanie dostajemy żetony w postaci Mięcha, Mózgów oraz Kości. Mmm… pychotka! Za każdy udany atak potwór otrzymuje jeden kawałek Mięcha. Jeśli udało ci się dobić ofiarę, otrzymujesz dodatkową kość.

Obstawiłeś dobrze kolejność zgonów – tym lepiej, ponieważ wędruje do ciebie jeszcze żeton mózgu. Jeśli samodzielnie zabiłeś swój smakowity kąsek, otrzymujesz dodatkowo pięć punktów. Aż chce się wyjść i zapolować, jest tylko jedno „ale”. Atak to doskonały moment, w którym można, a wręcz należy, wykorzystać zebrane karty broni, ponieważ ofiary mogą się bronić dzięki uzbrojeniu podrzuconemu przez inne potwory (powiedzenie „podłożyć komuś świnię” nabiera od teraz zupełnie nowego znaczenia). Karty prezentujące uzbrojenie mogą nieźle namieszać w końcowym rozrachunku, gdyż oprócz kości Akcji, używanych przez monstra, są jeszcze kości Reakcji, dedykowane ofiarom. W zależności od tego, ile ich wskazuje karta, tyloma należy przerzucić, a jeśli oręż jest przeciwko konkretnej rodzinie, co również odpowiednio zaznaczono, trzeba przerzucić dodatkową kością. Każdy sukces na białej kości Reakcji anuluje sukces na zielonej – Akcji. Najważniejsze to nie tracić nadziei podczas łowów i dobrze się bawić.

Potwornie fantastyczna gra
Elementem stanowiącym niewątpliwy atut tego tytułu jest mechanika, która wprowadza do rozgrywki klimat. Każda czynność, którą się wykonuje, faktycznie odnosi się do scen dobrze znanych z horrorów. Wyważyłeś drzwi? Świetnie, w takim razie przetasuj dokładnie talię kart danego pomieszczenia – przecież nie wiadomo, gdzie dokładnie ukrył się człowiek. Podglądanie zza przybrudzonych okien starej szopy – kto tego nie zna?

Obrazek

Jedną z moich ulubionych czynności, wykonywanych podczas straszenia, jest ukrycie ofiary. W momencie, kiedy przesuniemy jej pionek do pokoju, w którym nie ma żadnego potwora, musimy odłożyć go poza planszę i wtasować kartę postaci do odpowiedniej talii. Przeszukanie należy rozpocząć od nowa.

Gra charakteryzuje się również dużą regrywalnością. Maksymalnie w partii weźmie udział pięć na siedem rodzin potworów, dlatego ich dobór będzie każdorazowo zmieniał rozgrywkę. Ponadto stwory wprowadzają asymetryczność, ponieważ każda familia cechuje się inną zdolnością specjalną. Wilkołaki mają dwa darmowe ruchy zamiast jednego, Wampiry otrzymują jedną dodatkową kość na Przeszukanie, Mumie wykonują darmową akcję Straszenia w swojej turze.

Analizując akcje specjalne potworów można dojść do wniosku, że faktycznie odpowiadają one ich usposobieniom znanym z kultury popularnej. W pojedynczej partii nie wszystkie karty Nocnych Wydarzeń oraz Dodatkowych Akcji biorą udział – wybierane są zawsze losowo, co wpływa na urozmaicenie kolejnych rozgrywek. Ciekawym elementem jest także Szopa na Narzędzia, wprowadzająca dodatkowe zasady oraz nowe bronie neutralne, które na wszystkie potwory działają tak samo boleśnie. Oprócz tego, na regrywalność wpływa Kolejność Zgonów, ustanawiana przez każdego osobno, na samym początku zabawy. Wprowadza to element hazardu, czyli tradycyjne obstawianie, kto wśród ludzi odpadnie jako pierwszy.

W „Monster Slaughter” najlepiej gra się w większym gronie, ponieważ lepszą zabawę czerpie się w momencie, kiedy po planszy panoszy się dużo potwornych rodzinek. W ten sposób dochodzi również do interakcji pomiędzy graczami. Dlatego powiedziałabym że skalowalność ściśle wiąże się z interakcją w grze. Przy rozgrywce w dwie osoby łatwiej kontroluje się to, co dzieje się na planszy, jednak wydaje mi się, że nie o to w tym chodzi. Dodatkowy chaos wynikający z partii w czterech bądź pięciu, również sporo wnosi do klimatu, gdyż czuć wtedy większą rywalizację między graczami.

Obrazek

Gra balansuje się całkiem dobrze, początkowo można odnieść wrażenie, że gracz rozpoczynający ma pewną przewagę, chociażby przez to, że może zdobyć więcej kart podczas Przeszukiwania. Cóż, ktoś jednak zacząć musi, a jak się okazało w ostatecznym podsumowaniu, to nie gracz rozpoczynający odniósł zwycięstwo. Podczas rozgrywki w cztery osoby pierwsze miejsce zdobył ‘potwór’ grający jako trzeci w kolejce, z czterdziestoma dwoma punktami, następnie ex aequo – dwadzieścia cztery punkty, i ostatnie miejsce zdobyło ich raptem szesnaście. Dużo zależy od planowania w trakcie gry i dostosowywania do sytuacji na stole, jednak jeszcze więcej od losowości, ze względu na przerzucanie kośćmi, co stanowi główny trzon mechaniki. Jak wiadomo – z kośćmi nie wygramy, albo uda nam się zdobyć zamierzony wynik, albo nie.

Muszę przyznać, że „Monster Slaughter” to jak dotąd najlepszy tytuł z klimatem, w który udało mi się zagrać, a jeśli dodatkowo postaracie się o odpowiednią muzykę oraz oświetlenie pomieszczenia, możecie wyciągnąć z tej gry jeszcze więcej. Polecam wszystkim fanom ameristyle, na tej pozycji nie można się zawieść!

Ocena: 5/5

Monster Slaughter znajdziecie u Black Monka – TUTAJ.

Dyskusja