Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Im dalej w las… – recenzja gry „Arboretum”

Ach, wiosna. Niebawem ogrody botaniczne lśnić będą feerią barw liści i kwiatów. Obsypane białymi pąkami wiśnie… A to takie fioletowe, to co to jest? Albo to z czerwonymi pąkami? Drzewo. Podgatunek: Ładne drzewo. Zazwyczaj do tego właśnie ogranicza się nasza podstawowa wiedza botaniczna, ale nie ma strachu! „Arboretum” spieszy z pomocą i z porcją dobrej rozrywki.

Standardowe, karciankowe pudełko jest równocześnie nietypowe. Przyjemny mat z lśniącymi elementami przyciąga wzrok i przywodzi na myśl księgę czarów, tym bardziej, kiedy dodamy do tego tajemnicze symbole (oznaczające gatunki drzew, ale kto by się tym przejmował, trzymając w dłoni magiczne kompendium?) oraz mistyczną jarakandę mimozolistną, będącą logo gry – tych i innych czarodziejskich nazw nauczymy się podczas rozgrywki.

Pudełko zawiera talię kart, notes punktacji i instrukcję obsługi. Dwa pierwsze elementy cechują się tą samą szatą graficzną, co opakowanie, rysunki drzew są prześliczne, nawet notes jest ozdobiony w tym samym klimacie, znanymi już magicznymi symbolami. Wygląd gry zdecydowanie robi klimat.

Sprawa komplikuje się kiedy przychodzi nam zapoznać się z zasadami. Te są opisane trochę enigmatycznie, jeśli chodzi o podliczenie punktów, ale po kolei. W grę może zagrać od dwóch do czterech osób w wieku od ośmiu lat, a zajmie im to około 30 minut. Naszym zadaniem jest stworzenie własnego ogrodu botanicznego z różnorodnych gatunków drzew.

Dla każdej opcji osobowej wybieramy odpowiednią liczbę rodzajów roślin, następnie rozdajemy karty, tworzymy stosik dobierania i już możemy zaczynać rozgrywkę. Każda runda składa się z trzech akcji – dociągnięcia dwóch kart z dowolnego miejsca (stosiku zakrytych kart albo kupki, naszych bądź innych graczy, odrzuconych), zagrania jednej karty do naszego arboretum i wyrzucenia jednej z nich.

Obrazek

W naszym ogrodzie botanicznym musimy ułożyć ścieżkę według ponumerowanych drzewek, niekoniecznie tego samego gatunku, jednak otrzymamy za to dodatkowe punkty. Podliczenie jest opisane nieco chaotycznie. Mamy czytać nazwy drzew według notesu i wpisywać wyniki – przeskakujemy zatem z tego, jak podliczyć alejkę do tego, że powinniśmy mieć kartę drzew w ręku oraz, że możemy punktować rośliny, których nie posiadamy w arboretum. Następnie opisane są bonusy, a potem przykłady ścieżek, jakie możemy zbudować. Kiedy jednak w końcu uda nam się wyłowić sens z instrukcji, okazuje się ona całkiem prosta.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę to, być może z uwagi na specyfikę gry, jest ona bardzo relaksująca. Faktycznie czuć klimat ogrodu botanicznego i powolnie wzrastających drzew… Dopóki nie okazuje się, że brakuje nam kart, które znajdują się na stosikach sąsiadujących graczy.

Ponieważ wolno nam wziąć tylko figury z wierzchu górki, następuje prawdziwa gra strategii, aby dokopać się do potrzebnego drzewka. Trzeba też pamiętać, że w każdej turze musimy wyrzucić jeden kartonik, zdarza się więc, że niechcący podrzucimy współgraczowi coś, co mu się przyda. Możemy zaryzykować odłożenie kluczowej dla nas karty i liczyć, iż rywale nie zabiorą nam jej tylko po to, aby uniemożliwić nam zbudowanie alejki doskonałej. Choć, oczywiście, zdarzają się i takie przypadki.

Rozgrywka jest w miarę dynamiczna ze względu na prostotę tur, jednak jej elementy sprawiają, że nie przebiega ona nerwowo. „Arboretum” to przyjemna gra z przewidywaniem ruchów i planowaniem. Krótki czas partyjki sprawia, że zechcemy ją powtórzyć, a przepiękna grafika dodatkowo cieszy oczy. Przygotujcie się na podwójną rywalizację – punktową i estetyczną i pamiętajcie, że prawdziwy gracz powinien zasadzić drzewo, zasadzić drzewo i… zasadzić drzewo.

Ocena: 4,5/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.

Dyskusja