Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Kalambury” dla wymagających – recenzja gry „Dwalambury”

Grę „Kalambury” z pewnością zna prawie każdy z nas. Dotychczas powstało wiele wariacji na podstawie tego klasyka. Jednak tym razem dostajemy zupełnie coś nowego. „Dwalambury” to wymagająca kreatywności oraz zdolności aktorskich zabawa, która może rozruszać niejedną imprezę.

Za tym tytułem stoją Wojciech Grajkowski i Michał Gołębiowski, natomiast ilustracje przygotowała Monika Mucha. „Dwalambury” to gra imprezowa przeznaczona dla od 4 do nawet 18 uczestników, podzielonych na dwie drużyny. Sugerowany czas rozgrywki to około 25 minut. Karcianka została wydana przez wydawnictwo FoxGames.

Obrazek

Mini „Partybox”

W niepozornym, małym pudełku znajduje się 110 kart, podzielonych na dwie talie. Kartoniki z niebieskim rewersem zawierają parę łatwiejszych haseł, natomiast te z czerwonym tyłem będą wymagać od nas nieco więcej fantazji i kreatywności w przedstawianiu.

Na uwagę zasługuje oprawa graficzna gry. Pudełko zostało zilustrowane ze smakiem. Od razu czuć imprezowy i nieco szalony charakter karcianki . Również wypraska jest kolorowa i zaprojektowana z pomysłem. Osobne komory na talie, swoimi barwami wskazują odpowiednie miejsca kart. A jeśli o nich mowa, to w tym przypadku mam mieszane uczucia. Na rewersach została umieszczona grafika z pudełka oraz logo gry. Natomiast strona z hasłami to dla mnie pewien chaos. Nie rozumiem wykorzystania dwóch różnych fontów oraz skosu wydzielającego granice między wyrażeniami. Jednak nie traktuję tego jako minusa, jedynie jako odstępstwo od dobrze zaprojektowanego pudełka.

Kartonik z grą jest małego formatu. Uważam, że to plus, bowiem „Dwalambury” to tytuł imprezowy. Spokojnie można go spakować do torebki czy plecaka i zabrać na party ze znajomymi lub nawet w plener.

Obrazek

„Kalambury” na sterydach

Zasady gry opierają się na klasycznych „Kalamburach”, czyli na pokazywaniu hasła przy użyciu jedynie gestów i mimiki tak, aby nasza drużyna odgadła tajemnicze słowo lub wyrażenie. Naturalnie, nie można przy tym nic mówić, wydawać dźwięków ani układać rąk w kształt konkretnych liter. Jednak to nie wszystko. W przeciwieństwie do klasyka, w „Dwalamburach” hasło pokazują dwie osoby na raz, tak zwani liderzy, wybierani na początku rundy z każdej z dwóch drużyn. Następnie, wskazani przedstawiciele wspólnie decydują, czy w danej turze będą przedstawiać hasła trudne (czerwona talia), czy łatwiejsze (niebieska). Haczyk tkwi w tym, że słowa (lub nawet zdania) na kartach są do siebie bardzo zbliżone w znaczeniu lub tematyce. Zadaniem liderów jest nakierowanie swojej drużyny na właściwy trop, nie dopuszczając przy tym, by wypowiedzieli hasło przeciwników. Rudna kończy się, gdy jeden w wyrazów zostanie odgadnięty, a punkty otrzymuje ten zespół, do którego należało. Następnie uczestnicy wybierają nowych przedstawicieli i gra toczy się dalej. Z informacji zamieszczonej na pudełku wynika, że rozgrywka powinna trwać około 25 minut, ale kart jest wiele, więc po co się ograniczać ;)?

Obrazek

Czy to zupa pomidorowa czy barszcz czerwony?

Muszę przyznać, że „Dwalambury” to nie pierwszy imprezowy tytuł, o którym miałam okazję pisać. Zdecydowanie wyróżnia go prosta i kompaktowa forma, co pozwala na zabranie gry właściwie wszędzie – na imprezę, do znajomych, na ognisko czy biwak. Również cena karcianki jest jak najbardziej przystępna, więc jej zakup nie nadwyręży zbytnio waszego portfela. Dlatego uważam, że warto ją mieć na półce, choćby jako tytuł przerywnikowy lub rozkręcający ospałe towarzystwo.

Same zasady to nic innego, jak tradycyjne „Kalambury” z elementami „Taboo”. Podczas pokazywania musimy uważać, by przypadkowo nie ujawnić hasła przeciwnej drużyny, co czyni „Dwalambury” o wiele trudniejsze od klasyka. Wyobraźcie sobie przedstawianie postaci Gandalfa – maga o długiej brodzie – w taki sposób, by nie skojarzono tego z profesorem Dumbledore’m. Albo jak naprowadzić zgadujących na zupę pomidorową, a nie także czerwony barszcz? Uwierzcie mi – jest to wyzwanie, które wymaga kreatywności, dobrego pomysłu i odrobiny zdolności aktorskich.

Jeśli chodzi o regrywalność, to liczba haseł jest spora. Na 110 kartach znajduje się 220 wyrażeń, które z czasem możliwe, że zapamiętacie, tak, jak i schematy ich przedstawiania, ale zanim ponownie do nich dotrzecie rozegracie, wiele rund i pojedynków, niekoniecznie zawsze z tymi samymi osobami.

Obrazek

Tytuł imprezowy na każdą okazję?

Podsumowując, „Dwalambury”, na tle innych tytułów imprezowych, wypadają naprawdę dobrze. To przyjemna, lekka i nieco zwariowana propozycja dla zwolenników tego typu gier, w której najważniejsze są: dobra zabawa, humor oraz szczypta rywalizacji. Kompaktowy format i proste reguły pozwolą na zabranie karicanki gdzie tylko chcecie i rozegranie jej z najmniej obytymi w planszówkach osobami. W końcu zasady „Kalamburów” zna prawie każdy z nas! Tytuł jest na tyle uniwersalny, że z pewnością sprawdzi się nie tylko podczas szalonego party, ale również okaże się dobrym wyborem na luźne posiadówki z całą rodziną.

Propozycja od FoxGames dla niektórych może wydawać się zbyt prosta i za mało złożona, więc nie polecam jej osobom nastawionym na skomplikowaną i mózgożerną rozgrywkę. Choć główkowania nie brakuje. To raczej tytuł mający na celu rozerwanie towarzystwa i wprowadzanie luźnej, zabawnej atmosfery.

Ocena: 4.5/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu FoxGames.

Dyskusja